3/29/2018

Lifestyle: A może w drogę?

Cześć!

Z każdym kolejnym rokiem podróżowanie staje się łatwiejsze, jego koszty maleją. Coraz częściej wyruszamy w świat nie tylko w celach urlopowych, lecz na stałe zmieniamy miejsce zamieszkania. Mi samej marzy się wyjazd gdzieś, gdzie klimat jest znacząco cieplejszy niż u nas, choć mnie akurat trochę ogranicza paniczny lęk przed podróżą samolotem. No nie wsiądę na jego pokład i już! ;)


Tak samo jak my, Polacy, coraz częściej wyjeżdżamy w świat: w poszukiwaniu wymarzonej pracy i lepszych zarobków, w drodze za naszym partnerem, tak też i do naszego kraju przybywają cudzoziemcy. Już nie na "chwilę", by popracować miesiąc czy dwa, ale by zostać na stałe.

Jednak procedura zamieszkania w takim czy innym kraju nie zawsze jest tak prosta, jakby komuś się wydawało. To nie jest tak, że pakujemy się, jedziemy i tak, o! zaczynamy nowe życie. W każdym kraju obowiązują odpowiednie procedury, które zezwalają nowo przybyłej osobie na dłuższy pobyt, podjęcie pracy, a w końcu dają możliwość starania się o otrzymanie obywatelstwa danego kraju. Tak, papierkologia musi być wszędzie 😉, ale w wielu przypadkach jest konieczna.

Jak już wspomniałam: w różnych krajach procedury mogą się od siebie różnić, ale w Polsce są dwie drogi aby uzyskać obywatelstwo polskie. Obcokrajowiec może złożyć wniosek o jego nadanie bezpośrednio do Prezydenta – który jednak może  je nadać, ale nie musi. Wiecie, taka loteria, ale zawsze warto spróbować, bo a nuż się uda, co znacznie skróci czas oczekiwania na wymarzony dokument. Druga droga, zdecydowanie dłuższa (ale pewniejsza), to najpierw uzyskanie pozwolenia na pobyt, który musi trwać łącznie, nieprzerwanie przez 3 lata. Dodatkowo należy się wykazać znajomością naszego języka na średnim (B1) poziomie. Wówczas składa się wniosek do Wojewody, czeka trochę i już.


Jeśli śledzicie mnie dokładniej to wiecie, że pracuję zdalnie. "Moja" firma jest na drugim końcu Polski: a więc równie dobrze może to być drugi koniec świata, bo i różnica czasu mi nie straszna, w końcu typowa sówka ze mnie. Więc tak mi się marzy... Bo owszem: praca jest, jest dom, ale polski klimat to zupełnie nie moja bajka. Choć ogranicza mnie lęk przed lataniem, to i w zasięgu podróży lądowej jest wiele fajnych krajów, gdzie chętnie bym zakotwiczyła. Jednym z plusów takich przenosin jest na pewno fakt, że w wielu krajach życie jest zdecydowanie tańsze niż u nas. Owszem, na zarobki narzekać zbytnio nie mogę, ale jeśli w perspektywie jest możliwość odkładania na stare lata lwiej części wypłaty (no bo któż to wie, co nam zgotuje nasz kochany ZUS i rząd za kilkanaście lat), to czemu by nie?

Tak mi się marzy... i z każdym miesiącem, choć generalnie to cykor ze mnie, to coraz bardziej kusi mnie wizja rzucenia się na głęboką wodę. Bo przecież żyje się raz, więc czy warto tkwić w okowach lęku i przyzwyczajeń, skoro można spróbować czegoś nowego, uszczknąć z życia coś więcej?

Czy Wy zdecydowalibyście się na taki krok? Spakować walizkę, obrać cel i w drogę?













0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*