3/23/2018

Lifestyle: Czarny Piątek - marzec 2018

Cześć!

Wiem, że dzień już pomału się kończy, ale niestety w pracy miałam niezły kocioł, i dopiero teraz udało mi się znaleźć chwilę, by napisać parę zdań o temacie, który od jakiegoś czasu powraca jak bumerang.


Dzisiaj, po raz kolejny już, ludzie wyszli na ulicę, by zaprotestować przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego, do czego od dłuższego czasu próbuje doprowadzić nasz rząd. Mimo, że jestem kobietą, to mam nadzieję, że temat ten nie dotknie mnie nigdy bezpośrednio, jednak uważam, że mogę, a nawet powinnam wtrącić swoje "trzy grosze" na ten temat. Bo jedynie zupełny celibat dałby mi pewność, że sprawa nigdy mnie nie dotknie, a w celibacie żyć nie zamierzam 😉

Przypomnę, że obecnie aborcja w Polsce jest prawnie dozwolona w trzech przypadkach:

  • kiedy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matki
  • kiedy przesłanki medyczne wskazują na ciężkie, nieodwracalne uszkodzenie płodu lub nieuleczalną chorobę (tzw. aborcja eugeniczna)
  • kiedy ciąża jest wynikiem gwałtu

Obecne prace nad zaostrzeniem ustawy bezsprzecznie mają związek z naciskami kościoła oraz ruchów pro-life. Ja – mimo, że jestem osobą wierzącą – uważam, że obecnie dopuszczalne prawnie przypadki aborcji są jak najbardziej uzasadnione, i ten kompromis pomiędzy "wolną amerykanką" i aborcją na życzenie a jej całkowitym zakazem jest naprawdę dobrze wyważony i zupełnie nie rozumiem tak stanowczych dążeń do jego zmiany. Również wiele z argumentów wysuwanych przez "obrońców życia" jest dla mnie – powiem wprost – z dupy wziętych, nie mają one medycznego ani nawet etycznego uzasadnienia.

Dlaczego? Może po kolei: najpierw odniosę się do każdego z trzech powyższych punktów, na koniec dodając coś więcej.

1) Zagrożenie życia/zdrowia kobiety.
Przeciwnicy aborcji uważają, że kobieta ma urodzić dziecko za wszelką cenę, nawet, jeśli wszystko wskazuje na to, że zakończy się to jej śmiercią lub ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu. A ja się pytam: skoro są tacy pro-life, to czemu w tej sytuacji nie bronią życia kobiety, tylko płodu? Płodu, który w tym momencie prawdopodobnie* nie odczuwa jeszcze bólu, nie myśli. Kto daje im prawo do decydowania, że jedno życie jest ważniejsze niż inne? A co w sytuacji, kiedy kobieta ma już inne dziecko czy też dzieci? Ma umrzeć rodząc (lub próbując donosić) kolejne, tylko po to by osierocić pozostałe? W tej sytuacji na szali mamy już nie 1 życie za 1, ale w grę wchodzą kolejne.


2) Uszkodzenie lub ciężka choroba płodu
Ostatnio przemknął mi przed oczyma artykuł, gdzie rodzice cieszyli się, że nie wykonano aborcji, i przez kilka godzin mogli pobyć ze swoją córeczką. Że co proszę??? Jak można cieszyć się, że zafundowało się maleństwu kolejnych kilka godzin męczarni: nie wspominając już o ostatnich tygodniach ciąży, kiedy to dziecko również odczuwało ból i również cierpiało. Tygodnie bólu, które dziecko musiało znosić, tylko po to, żeby dwoje egoistów przez kilka godzin mogło popatrzyć na pokiereszowane, zniekształcone ciałko. To jest miłość rodziców? Według mnie NIE! Egoizm w najczystszej postaci: "bo MY chcemy ją zobaczyć". Ja rozumiem, że każdy ma inną psychikę, i być może widok dziecka jakoś pozytywnie wpłynął na pogodzenie się rodziców z faktem, że go tracą – ale nadal jest to pieprzony egoizm i zupełny brak empatii wobec tej małej istotki.

3) Ciąża w wyniku gwałtu
Jeżeli dwoje dorosłych ludzi wspólnie podejmuje decyzję o współżyciu, to mimo stosowania antykoncepcji zawsze muszą mieć świadomość, że może ona zawieść i kobieta zajdzie w ciążę. Ale w sytuacji, kiedy decyzja o seksie nie była wspólna, kiedy ciąża jest wynikiem przestępstwa, kiedy kobieta jest już wystarczająco udręczona faktem, że została ofiarą: to czemu ma być zmuszana do rodzenia dziecka, które jest wynikiem przestępstwa? Dziecka, które każdego dnia będzie jej przypominać o tragedii, jaka ją spotkała?



Ruchy pro-life i kościół, a pod ich naciskami wkrótce pewnie i rząd chcą sprowadzić kobietę do roli chodzącego inkubatora. Jej życie (a czasem i losy innych członków jej rodziny) stawiają niżej niż życie nienarodzonego jeszcze dziecka. Czy według Was jest to fair z etycznego i moralnego punktu widzenia? Skoro tak ostro walczą o życie, niech każde z nich stawiają na równi! Szalę tu powinny przeważać zarówno względy medyczne, jak i też świadoma i dobrowolnie wyrażona wola kobiety. Nikt przecież do aborcji kobiet nie ZMUSZA, prawda? Jeśli kobieta zechce urodzić dziecko, mimo groźby swojej śmierci: nikt jej nie może tego zabronić, nakazać jej aborcji. A fakt jest taki, że niezależnie od obowiązującego prawa: jeżeli kobieta – nawet przy obecnym stanie prawnym – ma "widzi-mi-się", żeby usunąć ciążę, to tak i tak zrobi to, tyle że nielegalnie**. Pieniądze w takiej sytuacji czynią cuda, podróż do kraju, gdzie prawo jest mniej restrykcyjne również nie jest trudna. W momencie, kiedy prawo zostanie zaostrzone – śmiem twierdzić, że wiele kobiet decydując się na ratowanie własnego życia: zarazem zaryzykuje je dokonując aborcji pokątnie: za pomocą ryzykownych sposobów odnalezionych w sieci, czy też u lekarza, który tak naprawdę nie ma wystarczającej wiedzy i doświadczenia czy warunków, by wykonać zabieg w sposób bezpieczny. Podziemie aborcyjne już pewnie zaciera rączki z radości, że przybędzie im pacjentek, i kasy...

Tak więc zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych, to nie tylko jeszcze większe ryzyko dla kobiet. To męczarnie, jakie przeżywa takie donaszane "na siłę" dziecko, które nie ma szans na przeżycie, czy normalne funkcjonowanie po urodzeniu.

Owszem, zdarzają się źle postawione diagnozy i dziecko, które miało być zdrowe: okazuje się chore, i na odwrót. Ale duża część winy leży tu po stronie rządu i NFZ, którzy nie dokładają wszelkich starań, by zagwarantować kobietom darmowy, swobodny, i co ważne: szybki dostęp do wszelkich możliwych, najnowocześniejszych metod badań, by z jak największą starannością można było ocenić stan zdrowia płodu.


*
Co prawda mimo wielu badań i postępów medycyny nadal jest ciężko to ustalić z większą dokładnością i stuprocentową pewnością, ale wbrew temu, co uparcie twierdzą działacze pro-life: płód przypuszczalnie (co do czego zgadza się zdecydowana większość badaczy tego tematu) zaczyna odczuwać ból dopiero gdzieś w okolicy 7 miesiąca ciąży. Tak więc prawidłowo i odpowiednio wcześnie przeprowadzona aborcja nie powoduje najmniejszego bólu u płodu, który w tym momencie nie ma wystarczająco wykształconego układu nerwowego, by cokolwiek poczuć. Za to w kolejnych tygodniach ciąży, która nieuchronnie ma się zakończyć porodem zdeformowanego, chorego dziecka to kilkanaście tygodni cierpień tego maleństwa. Czy to jest etyczne i takie "miłosierne": pozwalać na wiele tygodni bólu, tylko po to, by dziecko "pobyło" na świecie kilka godzin, może parę dni? Z których większość to będzie dalszy ciąg bólu...


Ludzie wychodzą na ulicę: i nie, nie tylko kobiety. Na szczęście coraz więcej mężczyzn interesuje się tą sprawą i dołącza do swoich żon, dziewczyn, sióstr, by głośno powiedzieć NIE planowanym zmianom. Bo skoro teraz jest – w moim odczuciu – sprawiedliwie, bo kobiety (i ich partnerzy) mają wybór,  to czemu banda z Wiejskiej i pro-life'owcy chcą zmuszać nas, kobiety do cierpienia, zmuszać do niego nienarodzone dzieci, których czas jest policzony nie w miesiącach ale godzinach, zmuszać mężczyzn do patrzenia, jak ich partnerki i dzieci cierpią, a oni mogą tylko bezsilnie się temu przypatrywać?

Po co zmieniać coś, co od tylu lat (w miarę**) działa?









0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*