1/21/2018

Makijaż: Micel dla wrażliwców. Czy faktycznie jest taki delikatny?

Cześć!

Długo było mi nie po drodze z płynami micelarnymi. Trochę ponad miesiąc temu nadarzyła się w końcu okazja do przetestowania jednego z nich: moja mama dostała na imieniny zestaw kosmetyków, w którym znalazł się płyn miceralny, przeznaczony również do demakijażu bardzo wrażliwych oczu. Jako, że moja mama nie maluje sie wcale, to oczywiście szybko sobie go przywłaszczyłam :) Jak się spisuje?


Producent obiecuje nam sporo:

Aktywny demakijaż. Delikatny płyn micelarny skutecznie usuwa makijaż i zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Odświeża i oczyszcza cerę, a jednocześnie pozostawia ją nawilżoną i gładką. Jego formuła jest bardzo łagodna dla skóry i oczu, płyn nie powoduje szczypania i zaczerwienienia. Demakijaż jest łatwy i komfortowy, nie wymaga intensywnego pocierania.

Jak się sprawuje Delikatny płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu?

Do opakowania i szaty graficznej nie można się przyczepić (no, może ten róż 😉, ale to oczywiście tylko i wyłącznie moja osobista niechęć do tego koloru). Buteleczka jest zgrabna, poręczna, a zamykanie mocne i trwałe. Geometryczno-kwiatowa grafika została umieszczona na spodniej warstwie naklejki na tyle opakowania: bardzo lubię takie rozwiązanie, bo dzięki ruchom płynu obrazek sprawia wrażenie wręcz trójwymiarowego. Informacji na opakowaniu jest sporo, ale podane są w zwięzły sposób, więc nie ma potrzeby godzinnego studiowania etykiety. Która, swoją drogą, doskonale znosi wilgoć panującą w łazience: napisy są trwałe a klej nie puszcza.

Skład też jest niczego sobie, krótki, z bezpiecznymi składnikami. Choć, jak wspominałam w jednym z wcześniejszych wpisów: mnie nie przekonuje informacja od producenta, że nie ma potrzeby zmywania go ze skóry; w końcu troszkę chemii tam jest, więc po co ją, z dnia na dzień, kumulować na powierzchni skóry? 


Z założenia płyn micelarny przeznaczony jest on do cery wrażliwej – i co istotne, także do wrażliwych oczu. Moje takie, poza okresem pylenia traw, takie nie są. Grzebanie w oczach podczas używania soczewek: żaden problem. Cień, który dostał się do oczy podczas malowania, ścierająca się z linii wodnej kredka? Zero podrażnienia. Rozmaite płyny, mleczka do demakijażu też nie robią na nich wrażenia. 

A Soraya? I tu olbrzymia niespodzianka: podczas pierwszego użycia oczy piekły mnie tak, jak jeszcze nigdy dotąd podczas demakijażu! Kolejne użycia bywały mniej lub bardziej przyjemne, ale zawsze jakiś dyskomfort odczuwałam. Skoro ja, mając normalne, dość odporne oczy odczuwałam pieczenie, to co może się dziać, kiedy ktoś faktycznie ma wrażliwe, skłonne do podrażnień oczy? Wolę nie myśleć, brrrr! 

Jeśli chodzi o sam demakijaż, to produkt też większego szału nie robi. Delikatny no-makeup usuwa w miarę dobrze, ale wystarczy troszkę więcej tuszu, ciemniejszy cień i zaczynają się schody. Nie ważne, jak długo trzymałam na powiekach mokry płatek kosmetyczny – nie ma szans, by produkt usunął wodoodporną maskarę. To już zwykłe, nawilżane chusteczki dla dzieci, którymi czasem "z pierwszego" ścieram mejkap potrafią sobie poradzić znacząco lepiej. 

Nie będzie niestety z tego miłości. Być może przemęczę się i dokończę opakowanie, ale na pewno do niego nie wrócę. Ani do niego, ani do innych wariantów: bo skoro wersja dla wrażliwców sprawia problemy, to jakoś nie mam ochoty sprawdzać wersji przeznaczonych do skór bardziej odpornych.













0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*