11/23/2017

Włosy: Spray STYLING EFFECT od Joanny – hit czy KIT?

Cześć!
Jeśli śledzicie mnie na Insta, to być może zauważyliście, że złapałam fazę na kręcenie loków. Co prawda moje włosy są dość oporne na stylizację, ale dużo pomogło mi ostatnie cięcie wykonane specjalnie pod tym kątem. Jednak by utrzymać moje gęste i ciężkie włosy w ryzach potrzebuję również wsparcia w postaci produktów do stylizacji. I dzisiaj parę słów o takim jednym gagatku. Czy się polubiliśmy?

Zazwyczaj włosy kręcone na noc, przeważnie w ślimaczki a'la Reni Jusis 😂, rzadziej na papiloty – już po paru godzinach zaczynały się prostować. Tradycyjna pianka, nawet nakładana bardzo  oszczędnie dodatkowo je obciążała, z żelem czy lakierem nie za bardzo mi po drodze. Kiedy ostatnia promocja w Rossmannie zagnała mnie w jego progi: w moje oczy wpadła zgrabna buteleczka z różowawym płynem w środku. Typowo wodnista konsystencja dawała nadzieję na lekka formułę. Jak się u mnie sprawdza Spray Styling Effect Joanna?


Według producenta mgiełka powinna pomóc nam uzyskać ładny kształt loków i je utrwalić. No to co, pierwsze podejście. Standardowo: wieczorem, po umyciu włosów zostawiłam je lekko wilgotne i wzięłam do rąk buteleczkę (w sumie dość poręczną) ze sprayem. Pierwsze psiknięcie i otulił mnie przyjemny, słodko-kwaskowaty zapach. ALE!!! Spray? Mgiełka? Nie! Dozownik tego produktu to jakieś nieporozumienie. Zamiast faktycznie tworzyć mgiełkę: skupia płyn i dozuje go wręcz punktowo, co powoduje zlepianie i obciążanie włosów. Mimo ponownego rozczesania włosów w celu rozprowadzenia produktu: zaowocowało to następnego ranka fryzurą a'la wku***ony Chopin. Część włosów faktycznie utworzyła przyjemne loczki, część tylko lekko się pofalowała, a reszta tworzyła smętnie zwisające strąki. Nie pozostało mi nic innego, jak umyć włosy i spłukać z nich preparat.

Nie jest to pojedynczy przypadek wadliwego działania rozpylacza. Zaczęłam grzebać w sieci i na wizażowym forum dziewczyny skarżyły się na to samo.

Wracając do samej zawartości tego felernego opakowania: ja radziłam sobie albo psikając 1 dozę na wilgotne dłonie, rozcierając go i delikatnie przeczesując włosy palcami. Albo wołałam kogoś do pomocy, żeby pryskał z większej odległości, niż sama mogę to robić. Tu jednak sporo produktu tracimy, bo osiada nie tylko na włosach, ale i dookoła. Teraz przelałam płyn do innej butelki. Bo nałożony poprawnie działa naprawdę fajnie! Jak do tej pory moje włosy prostowały się już popołudniem, a wieczorem po skręcie zostawały ledwie widoczne resztki. Teraz chodzę w lokach bite 2 dni – chociaż oczywiście wiadomo, że po nocy są one już mniej wyraziste niż pierwszego dnia. Chociaż taka mniej "wygłaskana" fryzurka również mi bardzo odpowiada.

No i cóż, mam mieszane uczucia wobec mgiełki. Bo mgiełka, sama w sobie działa naprawdę świetnie. A skoro na moich włosach, nieskorych do współpracy, się sprawdza, to przypuszczam, ze sprawdzi się u większości z Was. I za działanie dałabym 10/10, bo to naprawdę mój hit.

Jednak kwestia dozownika znacząco psuje wizerunek produktu. Bo skoro jest dozownik, który ma tworzyć mgiełkę, to dlaczego nie spełnia swojej roli? Czemu, jako użytkowniczka sprayu, mam kombinować – "jak by go tu zaaplikować?". Jakieś dozowanie dłońmi, angażowanie osób trzecich. Przelewanie do innych opakowań. No porażka jakaś, Joanna się tu nie popisała! Za opakowanie dałabym 1/10, inaczej się nie da, bo większego kitu jeszcze nie spotkałam.

Więc średnia ocena to:


Ani nie polecę, ani nie odradzę. Świetne działanie produktu okupione będzie trudnością w jego używaniu. Jeśli dla pięknych loków jesteście skłonne pocierpieć: wypróbujcie, na skuteczności produktu nie powinnyście się zawieść.












0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*