11/29/2017

Makijaż/pielęgnacja: Czy dziecko powinno się malować? I kiedy to "dziecko" a kiedy już "nastolatka"? Na ile pozwolić naszej młodej damie?

Cześć!

Normalnie dawno mi się nie zdarzyło, bym pisała posta tak w biegu, na gorąco. Bo po raz kolejny na facebookowej grupie związanej z makijażem zaczęła się g...oburza, dziewczyny podzielone na dwa obozy i wojna ;) Więc z miłą chęcią wtrącę swoje trzy grosze (czego też nie omieszkałam się uczynić we wspomnianym poście na grupie).


Makijaż. We współczesnym świecie chyba każda kobieta, chociaż raz na jakiś czas, robi sobie full mejkap. Czasem w ramach wyjątku, na imprezę, czasem chodzi w nim codziennie. I nie jest to wynalazek naszych czasów – nasze matki też się malowały, nasze babcie już też, chociaż w mniejszym stopniu. Czy jest więc coś dziwnego w tym, że młoda kobietka naśladuje swoją mamę, starszą siostrę czy sąsiadkę? No chyba nie. Dziś na fejsie rozpętała się burza: bo trzynastolatka wstawiła swoją fotkę w pełnym makijażu. Do oceny makijażu, żeby posłuchać rad co może poprawić, by dowiedzieć się z czym ma problem. Komentujące kobiety podzieliły się na dwa obozy – jedne konstruktywnie oceniały wykonanie makijażu, inne wylewały wiadro pomyj i rzucały tekstami: "że gówniara do książek a nie do pędzli", "że kto to widział w tym wieku".

Według mnie: dopóki nie przesadza: chodząc w ciemnym smoky do szkoły (choć tu też uważam, że to sprawa pomiędzy nią, rodzicami a szkołą – która czasem w to ingeruje), to czy naprawdę jest to takie złe? Jeśli (tak, jak wspomniana dziewczynka) nastolatka ma do tego dryg, talent, to czemu ma nie ćwiczyć swoich umiejętności? Czemu zamiast porad czyta falę hejtu? Czy serio kobiety nadal potrafią być tak ograniczone, że uważają, że nauka i makijaż nie mogą iść ze sobą w parze? I czy naprawdę, z ręką na sercu, mogą powiedzieć, że w tym wieku same nie kombinowały już z makijażem?


Opowiem na swoim przykładzie: mając niecałe 12 lat zaczęłam mieć problemy z trądzikiem. I tak, używałam słynnego Constance Carol – oczywiście 3 tony za ciemnego, bo mi nie miał kto doradzić – żeby choć trochę ukryć pryszcze i poprawić swoje samopoczucie. Mało tego, rzęsy też już wtedy zaczęłam malować. I wiecie co? Nie byłam w szkole jedyną dziewczynką w tym wieku, która  zaczynała się malować. Połowa mojej klasy, nie mówiąc już o roczniku wyżej, zaczynała swoją przygodę z makijażem (Bosh, jak my wtedy wyglądałyśmy😂😆). I wiecie co? Nie przeszkodziło mi to przez kolejne X lat mieć świadectwa z czerwonym paskiem, nie przeszkodziło w wygrywaniu olimpiad, nie przeszkodziło w zdaniu egzaminu na koniec gimnazjum najlepiej z mojego rocznika.

Teraz mamy internet, Facebooka, tematyczne grupy. Czemu nie doradzić takiej dziewczynce, by robiła to lepiej, niż my w jej wieku? Czy naprawdę zamiast tego ma czytać przykre komentarze kierowane w jej stronę? Prawda jest taka, że jeśli dziewczynkę ciągnie do makijażu, to nadal będzie to robić, ale być może gorzej, bo nie usłyszy cennych porad. Ba! Nawet, jeśli mama jej zabroni się malować, to pewnie zrobi to w szkolnym WC, kosmetykami pożyczonymi od koleżanki.



Przechodząc do tematu pielęgnacji: bo usuwanie zbędnego owłosienia pod tę kategorię można podciągnąć. Obecnie praktycznie każda kobieta depiluje się w mniejszym lub większym zakresie. I odnośnie nastolatek – tu też mam podobne zdanie. Jeśli dziewczynka weszła już w okres dojrzewania i źle się czuje ze zbędnym owłosieniem, to czemu jej zabraniać coś z tym zrobić? Mało tego: sądzę, że każda matka powinna w tym czasie porozmawiać z córką, nauczyć ją obsługi maszynki (te moje pocięte nogi 😉), czy wręcz czasem zaingerować. Bo chociażby szkoła, wspólna szatnia, przebieranie się na WF. Nastolatki potrafią być...niemiłe, delikatnie mówiąc. Więc dziewczynka sama powinna podjąć decyzję, czy chce usuwać owłosienie, czy już, czy za jakiś czas.

Ja zaprzyjaźniłam się z maszynką od razu, gdy pierwsze włoski zaczęły się u mnie pojawiać. A co lepsze: z powodów rodzinnych mieszkałam wówczas z moją siedemdziesięcioletnią babcią. I wiecie co? Złego słowa od niej nie usłyszałam, jak to czasem starsze kobiety potrafią. Pierwszą maszynkę kupiłam sobie sama, z kieszonkowego, a babcia gdy tylko to zobaczyła – przy najbliższej wizycie na hurtowni chemiczno-kosmetycznej osobiście kupiła mi ich zapas. Nie musiałam pytać, prosić. Po prostu mi je dała, nie wnikając w to, w jakim zakresie ich używam.

Odnośnie wspomnianej niżej ingerencji – tak, sądzę, że czasem matka powinna włączyć myślenie, wysyłając dorastającą córkę na basen czy kąpielisko. W te wakacje, będąc nad pięknie zagospodarowanym do celów rekreacyjnych stawem w mojej okolicy spotkałam się z sytuacją, gdzie pomyślałam sobie "co jej matka ma w głowie?". Ja, jako strachliwiec, siedziałam sobie w płytszej części "basenu", który im dalej od brzegu, tym jest głębszy. Tuz obok mnie pojawiła się trójka nastolatków, chyba rodzeństwa. Chłopak i dziewczyna gdzieś w wieku 18-20 lat wraz z młodszą siostrą. Dziewczynka miała może 10-12 lat, ubrana była w jednoczęściowy strój kąpielowy: dość wysoko wycięty w okolicach pachwin. Naprawdę, nie trzeba było się wpatrywać, bo rzucając kątem oka te parę metrów dalej widziałam doskonale, by dostrzec gęste, ciemne włosy wychodzące z pod stroju 😱. Nie, nie uważam za konieczne, by taka dziewczynka robiła sobie pełną depilację okolic intymnych. Ale delikatna ingerencja i okiełznanie owłosienia byłyby naprawdę wskazane. Lub po prostu zmiana ubioru na zdecydowanie bardziej zabudowany. A o to powinna zadbać matka (lub w ostateczności starsza siostra). Bo matka chyba widziała ja w tym stroju? No bo idąc na basen, kąpielisko: przynajmniej ja nie uważam za przyjemność oglądanie czyjegoś owłosienia łonowego.











0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*