11/02/2017

Uroda (zdrowie): Dlaczego NIE odradzam kosmetyków, które mnie uczuliły?

Cześć!

Alergia. Prędzej czy później jakiś jej epizod przytrafi się większości z nas. Jest to (często silna) reakcja organizmu na obcą substancję: mogąca się objawiać na różne sposoby. Od delikatnego zaczerwienienia skóry, poprzez czerwone "placki", łuszczenie się skóry, opuchliznę – aż po duszności i wstrząs anafilaktyczny zagrażające nie tylko naszemu zdrowiu, ale również życiu. Dzisiaj skupię się na alergii kontaktowej, o której w blogosferze słyszymy najczęściej.


Sama od dziecka jestem alergiczką. Na szczęście (ze względu na moją miłość do kosmetyków): jestem uczulona głównie na pyłki prawie wszystkiego, co jest zielone i kwitnie. Drzewa, trawy to moi wrogowie. Koty również 😂 ale o sposobie na życie z alergią i kotem równocześnie napisze innym razem. Dzisiaj: alergia kontaktowa.

Co to właściwie jest alergia?

Jest to "przesadzona", zbyt ostra reakcja organizmu na jakąś substancję. Traktuje on ją jako wroga, którego trzeba się pozbyć, zniszczyć. I jak zazwyczaj w takich przypadkach pojawia się miejscowy stan zapalny z charakterystycznymi "bonusami" w postaci zaczerwienienia, łzawienia oczu, czasem kataru, czy bąbli na skórze – i swędzenia.

Czy alergia jest raz na zawsze? Czy nie mając alergii możemy czuć się bezpieczni? NIE! Oczywiście, producenci kosmetyków czy nawet farb do włosów wspominają, żeby wykonać przed pierwszym użyciem próbę uczuleniową (a w przypadku farb: każdorazowo, nawet jeżeli stosujemy dokładnie tę samą farbę od lat). Taka próba to zazwyczaj posmarowanie się gotowym produktem na niewielkim obszarze skóry: najlepiej w zgięciu łokcia, gdzie skóra jest dość delikatna. Nie myjemy tego miejsca jak najdłużej, by składniki mogły swobodnie wniknąć. Jeśli jest ok – działamy.

Kiedy pojawia się alergia?

Nasze pierwsze spotkanie, już podczas próby uczuleniowej, może pokazać, że z tym produktem nam nie po drodze. Ale niestety, z uczuleniami jest tak, że mogą pojawić się po miesiącu, dwóch czy nawet roku stosowania tego samego produktu, nawet jeśli producent w międzyczasie nie grzebał w składzie. To czy dostaniemy uczulenia i kiedy to zupełna loteria. Chociaż osoby ze zdiagnozowaną alergią na konkretne składniki wiedzą, czego muszą unikać, więc pozornie mają łatwiej, ale nie wyklucza to pojawienia się nagłej alergii na coś zupełnie innego, a wyciszenia tej na składnik, który do tej pory dawał nam najbardziej w kość.

Takie przykłady z mojej walki z alergią. Rumianek. Dawniej mogłam pomarzyć o używaniu szamponu chociażby z niewielkim jego dodatkiem. Obłędne swędzenie skalpu i konieczność szybkiego, kilkukrotnego mycia głowy czymkolwiek innym, by jak najszybciej doczyścić jakieś resztki ze skóry. Teraz? Regularnie robię płukanki z czystego ziółka, bez żadnych objawów ubocznych. A tak śmiechowo: wiecie, co mnie uczula, choć na szczęście objawy znikają po kilku-kilkunastu minutach? WODA!. Ta konkretna woda, którą mam w studni: chociaż była badana i nie zawiera nic dziwnego, czy podejrzanego. Prysznic czy nie daj Boże dłuższa kąpiel to wielkie, czerwone, silnie swędzące placki, co ciekawsze: głównie na plecach. Żadne emolienty, wapna, tabletki nie pomagają: po każdym myciu przez kwadrans lub dłużej męczę się ze świądem, wydającym się wręcz nie do zniesienia.

Kosmetyki i uczulenie – nie słuchaj, sprawdź sam!

Wracając do tego wpisu: natchnęła mnie do niego, już jakiś czas temu, notka opublikowana na jednym z fanpage, które śledzę. Dziewczyna (którą zresztą wirtualnie bardzo lubię i często podglądam) kupiła nowy produkt popularnej, polskiej marki. Użyła go na noc (jak sądzę: bez wcześniejszej próby uczuleniowej) i kolejnego dnia napisała na fanpage post. Że produkt uczula, że go nigdy nikomu nie poleci, a wręcz przeciwnie: każdemu będzie odradzać. Sorry, ale takie podejście jest dla mnie bez sensu, zupełnie nielogiczne i pozbawione medycznych podstaw.
Czy ja, mając nietolerancję laktozy, mam zabraniać ludziom picia "prawdziwego" mleka (choć ono akurat i z innych powodów niekoniecznie jest dla ludzi wskazane) i zakazać jego sprzedaży? Czy moje uczulenie na szałwię ma być powodem do wycofania jej z rynku, upraw itd? No raczej nie!

Pamiętaj: to, że CIEBIE coś uczuliło, nie znaczy, że uczuli kogoś innego. Możesz być ta pechową, 1 na 100, czy nawet 1 na 10 000 osobą, której zdarzy się psikus. Dla pozostałych 60% osób będzie to fajny średniak, a dla reszty użytkowników: hit ponad hity.

Mimo, że jestem alergiczką to nie obawiam się testować nowych rzeczy, bo wiem doskonale, że moment pojawienia się alergii to zupełna loteria. Jasne, przy kosmetykach robię próbę uczuleniową – i tu też rada dla Was: próbę róbcie jak najwcześniej w ciągu dnia, nigdy na noc. Polecam wczesny ranek, by mieć cały dzień na obserwacje. Pracujące osóbki: tak, wiem, nowość kusi 😉Ale poczekajcie do pierwszego wolnego dnia i dopiero zacznijcie przygodę z nowym kosmetykiem. Bo zazwyczaj reakcja alergiczna pojawia się bardzo szybko, maksymalnie w ciągu kilku godzin. Więc smarując się jakąś nowością późnym wieczorem: możecie po prostu przez sen przegapić pierwsze, a co gorsza nasilające się objawy. Co może być szczególnie niebezpieczne w przypadku smarowideł używanych w okolicy oczu lub gardła.












0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*