10/27/2017

Paznokcie: Pierwsze spotkanie z frezarką - jak się do niej przekonać?

Cześć!

Hybrydy i żele już na stałe zagościły na naszych paznokciach – i coraz częściej robimy je sobie same, w zaciszu własnego domu. Wśród użytkowniczek hybryd niestety nadal bardzo popularne jest usuwanie ich acetonem. Ja jednak od samego początku zadecydowałam, że tylko frezarka! Dlaczego?


Dlaczego aceton szkodzi?

Bo to czysta chemia, po prostu. Przykre jest to, że nawet – wydawałoby się: mające się znać na rzeczy stylistki – używają jeszcze w salonach acetonu. Bo szybciej, bo w międzyczasie może zająć się czymś innym, bo wychodzi tanio. Porządna frezarka jednak troszkę kosztuje, do tego dbanie o higienę frezów to też dodatkowy koszt. A aceton bardzo negatywnie wpływa zarówno na płytkę paznokcia jak i skórę, która ma z nim styczność. I jest jedną z przyczyn powstania mitu, że "hybrydy niszczą paznokcie", choć oczywiście nieumiejętne używanie frezarki może również skończyć się małymi wypadkami. 

Wbrew Waszym obawom (bo zarówno pod wpisem na blogu, jak i gdzieś na Facebooku spotkałam się z komentarzami, że się po prostu boicie spróbować): nie trzeba od razu rzucać się na głęboką wodę i kupować na początek świetnej, polecanej – ale zarazem bardzo mocnej frezarki z najlepszymi: bardzo ostrymi i skutecznymi frezami. Owszem, im mocniejsza frezarka i lepsze frezy, tym praca idzie szybciej,
Ale osobiście wolałam na początek wydać kilkanaście złotych na coś słabszego, poświęcić na zdejmowanie hybrydy parę minut dłużej, ale zarazem zminimalizować ryzyko wypadków i dać sobie czas na oswojenie się z pracą na takim sprzęcie. I po kilkunastu użyciach mogę już Wam powiedzieć coś niecoś na temat maleństwa, które kupiłam na Aliexpress za naprawdę nieduże pieniądze.


Powyższa frezar(ecz)ka kosztuje na Aliexpress około 2-3$. W komplecie z nią są frezy ze zdjęcia + jeszcze jedna końcówka, coś w stylu bardzo grubego filcu, która możemy używać do polerowania naturalnej, "gołej" płytki paznokcia, wcierania w nią olejków, kremów itp. Moja niestety jest już odbarwiona od stosowania rozmaitych mikstur, więc niekoniecznie ładnie wygląda, ale cały zestaw możecie zobaczyć chociażby -> TUTAJ <-
Sama frezarka ma niecałe 17 cm długości, trzyma się ją dość wygodnie, chociaż nim się wprawimy, to pracując dłużej, zwłaszcza nad prawą ręką, może troszkę boleć palec od wciskania guziczka uruchamiającego. Zasilana jest na 2 standardowe paluszki AA, które spokojnie wystarczają na wiele użyć.

Dodatkowo dokupiłam osobno troszkę frezów, na początek również z tej niższej półki cenowej. W droższe inwestuję powoli, stopniowo dokupując 1 czy 2 sztuki co jakiś czas, na razie w zupełności wystarczają mi te. Pierwsza fotka to -> TEN <- zestaw.
Zdjęcie poniżej, to dwa osobne zamówienia, niestety z rozpędu usunęłam z historii zamówień oryginalne linki, ale podrzucam do takich samych:
– po lewej dwie sztuki -> TEGO <- frezu
– po prawej -> TEN <- oraz -> TEN <- frez



Kolejne frezy ze zdjęć, to między innymi (wymienię najważniejsze, nie wszystkie testowałam, niektóre okazały się zbędne):

+ (1 zdjęcie, pierwszy od lewej) metalowy, szpiczasty frez z lekko chropowata powierzchnią. Ostro zakończony kształt sprawia, że idealnie sprawdza do podważania i odsuwania skórek, jego nierówna powierzchnia ładnie ściera błonki narastające na płytkę. Do tego specyficzna struktura powierzchni nie "łapie się" samej płytki paznokcia, więc raczej trzeba być cudotwórczynią i użyć chyba całej siły, by w jakikolwiek sposób naruszyć nim powierzchnię paznokcia. Bardzo podobnie działa frez z dolnego zdjęcia o takim samym kształcie, lecz już wykonany z kamienia. Używam ich zamiennie i sprawdzają się doskonale!

+ wszystkie walcowate frezy (zarówno te proste jak i lekko rozszerzające/zwężające się) to frezy, których używam do samego ściągania hybrydy. Te większe idą na pierwszy ogień, te cieńsze są dokładniejsze: idealne, żeby dojechać do samych skórek.

+ pozostałe frezy zazwyczaj używam do wygładzenia powierzchni płytki, jej zmatowienia, czasem do skracania paznokci.


Najważniejszy wg mnie tip na początek przygody?

– nawet używając X-hybrid, które w teorii są 3w1, nakładam na płytkę bazę, również ze względu na to, że utwardzam ją później warstwą hardiego. Ucząc się obsługi frezarki: te 2 dodatkowe warstwy są o tyle ważne i pomocne, że nie ma konieczności ściągać ich do zera, więc wystarczy zdjąć sam kolor, a resztę wygładzić. Stanowią więc one taką amortyzację dla frezu, robią za barierę ochronną pomiędzy kolorem a płytką.

Tak jak wspomniałam na początku – słabsza frezarka i delikatniejsze frezy to oczywiście dłuższy czas pracy w porównaniu z mocniejszymi modelami, ale do domowego użytku, raz na te 2 tygodnie, to te parę minut dłużej nie zrobi wielkiej różnicy, a przynajmniej bez stresu sprawdzicie, jak się wam pracuje, "wyczujecie" specyfikę sprzętu. Dodatkowo: większość frezów (a przynajmniej te, które w sumie zupełnie losowo kupowałam) pasują do większości modeli frezarek, więc możecie stopniowo inwestować w lepsze końcówki (które czasem kosztują i kilka razy więcej niż powyższa frezarka), a po zmianie sprzętu na mocniejszy będą Wam służyć nadal.

To jak, przekonałam którąś z Was, że nie warto się bać? Jeśli macie dodatkowe pytania odnośnie rozpoczecia przygody z tym maleństwem, to śmiało piszcie w komentarzach!









0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*