9/23/2017

Lifestyle: Gdy wpadniesz w błędne koło...

Cześć!

Internet. Według danych GUS-u z końcówki ubiegłego roku wynika, że dostęp do niego jest w ponad 80% gospodarstw domowych.  Tyle zmienił w naszym życiu – wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Dostęp do sklepów, informacji – i pieniędzy.


Każdemu z nas może przytrafić się sytuacja, kiedy nagle okazuje się, że potrzebujemy pewnej kwoty pieniędzy. Najtańszą opcją jest oczywiście wtedy znany i sprawdzony bank. Jednak są osoby, którym żaden bank nie udzieli już pożyczki. Bo mają już jakąś, której spłata pożera sporą część dochodów, bo z jakiegoś powodu trafiły do BIK – czyli na swego rodzaju "czarną listę" osób, które były lub są niewypłacalne, lub istnieje bardzo duże ryzyko, że takimi się staną. 

Z "pomocą" chętnie przychodzą wtedy różnego rodzaju firmy udzielające pożyczek. Czemu pojawił się cudzysłów? Bo oferty firm, które nie są bankami często wprowadzają w błąd, przedstawiają cudowne oferty, a rzeczywistość okazuje się później zdecydowanie mniej różowa.


Są osoby, które po prostu przyzwyczaiły się do lekkomyślnego stylu życia i wygody korzystania z karty i szybkich pożyczek, dostępnych na wyciągnięcie ręki, na dosłownie dwa kliki na komputerze. Nie chcą myśleć o tym, że mogą nagle zostać bez pracy, potrzebować drogiego leczenia. Bo nie trzeba czekać do dziesiątego, bo nowy laptop czy modny telefon zawsze się przyda.

Oczywiście, są sytuacje, kiedy zadłużyć się musimy. Bo zepsuł się sprzęt, którym zarabiamy na życie, więc jego brak = brak szansy na dochód. Niespodziewana choroba, która nie poczeka, aż zwolnią się jakieś terminy w państwowych placówkach. Naprawdę, życie bywa nieprzewidywalne.

Zarówno w jednej jak i drugiej sytuacji może zdarzyć się, że nagle okazuje się, że zadłużenie przerosło nasze możliwości, tracimy płynność finansową, a dług rośnie w zastraszającym tempie. Odnośnie pierwszej sytuacji – jakoś nieszczególnie żal mi takich ludzi; w drugim przypadku, kiedy zadłużenie jest w dużej mierze niezawinione, i było ostatnią deską ratunku: wiecie, każdy z nas może się znaleźć kiedyś w takiej sytuacji. Ustawodawca podobnie podzielił dłużników, i tej drugiej grupie umożliwił jakiś czas temu skorzystanie z opcji, jaką jest upadłość konsumencka



Dawniej upadłość mogły ogłosić tylko firmy, zmieniło się to dopiero w 2009 roku. Jak to wygląda w praktyce? W przypadku upadłości konsumenckiej tylko sam dłużnik może zgłosić się do sądu z wnioskiem, jego wierzyciele nie mogą go do tego zmusić. Ale w sytuacji podbramkowej często jest to naprawdę sensowne rozwiązanie. Sąd, jeśli uzna, że problemy finansowe faktycznie były w dużej mierze niezawinione, to ogłasza upadłość i dzieli obecny majątek dłużnika pomiędzy wierzycieli – zapewniając jednak środki do godnego życia, kontynuowania pracy, opłacenia mieszkania na dłuższy okres. Jeśli dług nadal nie zostaje pokryty, sąd zazwyczaj ustala plan spłaty zadłużenia, jednak niezależny jest on od kwoty długu, ale od realnych możliwości osoby ogłaszającej upadłość. Taka spłata nie trwa jednak w nieskończoność, ale maksymalnie kilka lat. Po tym okresie, nawet jeśli wierzyciele nie odzyskali swoich pieniędzy w całości, to reszta długu jest umarzana, a konsument może zacząć żyć z czystym kontem. 

Mimo, że omawiana ustawa weszła w życie już ponad 8 lat temu, to świadomość o jej zaletach nie jest wciąż zbyt duża. A szkoda, bo sporo jest osób, którym takie rozwiązanie mogłoby pomóc – a zamiast z niego skorzystać pogrążają się co raz bardziej w niekończącej się spirali zadłużenia. 

Mam oczywiście nadzieję, że ani mi, ani Wam nigdy się nie przyda ta wiedza, jednak warto edukować ludzi i przedstawiać im możliwości wyjścia z problemów. 










0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*