6/26/2017

Lato, lato! Lato czeka!

Hej :)




Jak doskonale wiecie uwielbiam zaglądać do sklepu SheIn. Pomijam już fakt, że z nimi współpracuje - międzyczasie też często podglądam, co ciekawego się pojawiło, i niejednokrotnie wrzucam coś do koszyka. Regularne ceny nie zawsze są niskie, ale od czego mamy promocje, prawda? 😉 Można wtedy kupić fajnego ciuszka już za 30-40 zł, czyli tyle, co w sieciówce - a mam pewność, że pół miasta nie będzie biegać w takiej samej koszulce 😂



Dziś pokażę Wam, jakie cudeńka marka przygotowała na sezon letni - przesyłka wędruje do nas zazwyczaj około 2-3 tygodni, więc z pewnością zdążycie skorzystać z zakupów jeszcze w tym sezonie!



Na pierwszy strzał idzie prosty, ale uroczy t-shirt. Osobiście uwielbiam takie nieregularne kroje, lekko wydłużony tył doskonale sprawdzi się w połączeniu z legginsami czy innymi, mocno dopasowanymi spodniami - zwłaszcza, jeśli macie jakieś zastrzeżenia do wyglądu swojej... khm... pewnej części ciała 😜 Bluzeczka dostępna jest obecnie w kilku wzorach, ale ten "akwarelowy" dmuchawiec od razu wpadł mi w oko! Kupicie go -> TUTAJ <-






Sukienka? Jak dla mnie raczej tuniczka, co nie zmienia faktu, że zarówno krój jak i kolorki doskonale wpisują się w wakacyjny klimat 💕 Nieregularnie barwione materiały już od kilkudziesięciu lat powracają jak bumerang w letnich trendach - i wcale się nie dziwię! Od razu kojarzą się ze słońcem i plażą. A do tego ten ślicznie wykończony tył! Kupicie ją -> TUTAJ <-



Z kolei pod -> TYM <- linkiem znajdziecie mnóstwo pięknych strojów kąpielowych. Wybór jest tak oszałamiający, że nie mogłam się zdecydować, który z nich Wam pokazać, zresztą każda z nas ma inną figurę i preferencje, więc po prostu zaglądnijcie!

A na koniec:



Ja wiem, że kurdupel, do tego z szerokimi biodrami - nie wygląda idealnie w  -> takim fasonie <-  Ale jest to jedyny krój sukienek, w którym czuję się swobodnie. Zresztą - nie mam zamiaru całe lato kisić się w długich spodniach, zwłaszcza siedząc w domu nauczyłam się stawiać na pierwszym miejscu swoją wygodę. Ktoś pewnie pomyśli sobie: "Schudnij, będziesz miała większy wybór". Wiecie, nie jestem zadowolona z mojej wagi. Niestety pewnych rzeczy (a w sumie to kompilacji kilku różnych czynników) nie da się przeskoczyć tak, O! Pewnie kiedyś pojawi się wpis na ten temat. 


I jak, coś z listy wpadło Wam w oko? Jaki jest Wasz must have na lato i upały?




Buziaki :*

6/25/2017

Twin mani z Lakierkowo

Hejka:)

Wreszcie udało mi się znaleźć czas na pomalowanie paznokci 😁 Po całych tygodniach chodzenia z golasami to miła odmiana, prawda?

Co prawda nie obeszło się bez małej dawki motywacji i wspólnego dopingowania się - razem z Mariolką postanowiłyśmy, że przygotujemy twin-mani. Bez żadnego ustalania, wybierania - krótka piłka: ja przeglądnęłam jej bloga, ona mojego, wybrałyśmy jedno mani i aż do dzisiaj żadna z nas nie wiedziała, które zdobienia odtworzyła ta druga 💅

Jeśli nie wiecie - Lakierkowo jest nałogowym naklejkowcem 😂 Co prawda moje zbiory tez nie są małe, ale tak i tak miałam problem, by znaleźć zdobienie, które będę mogła odtworzyć. No i oczywiście - nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała dokonać niewielkiej modyfikacji.

Oryginalne zdobienie Mariolki wygląda tak:



Znajdziecie je -> TUTAJ <-

Wiecie co? Chyba przez te tygodnie niemalowania wyszłam z wprawy, albo po prostu wszystko się na mnie mściło, w odwecie za tak długą abstynencję 😅

Podejście pierwsze, czwartek późnym popołudniem. Maluję pazurki, wyschły - porządnie wyschły! Ok, to pora na naklejkę. Jednak mimo, że na arkuszu wydawała się dość niewielka - zajęła prawie pół paznokcia. Myślę trudno, może ją jakoś odkleję i próbuję dalej. Na szczęście zrobiłam tylko 1 paznokieć - lakier z całej płytki odszedł wraz z naklejką! Akurat międzyczasie wpadła na herbatkę moja psiapsióła, zeszło nam do późnych godzin, więc zostawiłam wszystko w cholerę i kończyłam w piątek.

Podejście numer dwa - po domalowaniu tego jednego paznokcia stwierdziłam, że zrobię upgrade zdobienia i przetestuję nowy top-coat: podobno magnetyczny, efekt kociego oka itd. Nie wiem, czy to wina złego, "zepsutego"czy jak go tam nazwać magnesu, ale jedyny efekt, jaki uzyskałam, to przyciemnienie bazowego lakieru i lekko metaliczny połysk. Efekt kociego oka = totalne zero, null.

Podejście trzecie: jak już wszystko było idealnie suche przyszła pora na naklejki. Wykorzystałam jakąś 1/2 ich szerokości, nadmiar odcięłam.
Same naklejki wydawały się ok (przy pierwszym podejściu chwyciły tak mocno, jakby co najmniej butapren lub super glue był pod nimi). W ogóle cieniutkie, mięciutkie, takie jakby lekko silikonowe. Ładnie się układały, bez problemu je dopasowałam. Na wierzch położyłam jeszcze warstwę topu i od razu poszłam robić fotki. I całe szczęście, że nie zwlekałam. Już po godzince naklejki zaczęły odłazić :/ Najpierw próbowałam je ratować - troszkę topu pod naklejkę, kolejna warstwa na wierzch. No i co? Guzik. Po kilku godzinach na paznokciach naklejek już nie miałam.

A są takie śliczne 😭 I na dodatek jeszcze kilka innych kolorków czeka w kolejce! Ehhh, mam nadzieję, że inne kolorki sprawdzą się lepiej, może faktycznie miałam taki pechowy dzień pod tytułem - nie tykaj się niczego!
Ale ok, rozpisałam się - więc pora na moje fotki 😏



Wiecie, co mnie niesamowicie wkurza w moich paznokciach (i palcach)? Mogę spędzić 2 dni na idealnym ich wyrównywaniu, na żywo - porównując jeden do drugiego są dokładnie takiej samej wielkości i kształtu. A na foto? Każdy wygląda inaczej. Nawet patrząc na 2 - 3 zdjęcia tego samego mani widać znaczące różnice w wyglądzie poszczególnych paznokci. Nie dość, że mam krzywe paluchy, więc w zależności od ich ułożenia perspektywa sypie się totalnie, to jeszcze płytka paznokcia również nie jest idealna. Przy jednym paznokciu jest bardziej płaska, przy innym bardziej wypukła. Przy kolejnym już w ogóle żyje swoim życiem.


No i co powiecie? Jak za frenchem nie przepadam, to taki stiuningowany wygląda nawet nawet 😋


Buziaki :*

6/06/2017

WYNIKI KONKURSU!

Hejka :)

Wszyscy się niecierpliwią, więc pora na ogłoszenie wyników konkursu ;)



Najpierw jednak - Kochani - czytajcie Regulaminy! Część zdjęć jest bez karteczki :( - a miałam wśród nich faworyta :( W regulaminie była tez informacja o wcześniejszym użyciu fotki, lub (nie daj Boże! - a też się zdarzyło) - skopiowaniu czyjejś pracy!!!

Na informacji o konkursie na Insta podobnie - link do posta konkursowego oraz link do bloga, to dla niektórych za mało. Sporo osób widzi magiczne słówko "Konkurs" i myśli, że wystarczy napisać "biorę udział" i załatwione. Pomijam dopytywanie się - jeszcze przed zakończeniem konkursu - o datę i miejsce podania wyników, co też było wyraźnie zaznaczone w regulaminie :/  



Dobra, koniec ględzenia! 

Nagrody są dwie ;) 

Przewidziana w poście konkursowym wędruje do..... (zaznacz fragment by odczytać ;)) 
> Mariola Mazur <  - za przywołanie wspomnień z dzieciństwa. Uwielbiałam rozrywać "kieszonki" i zgadywać, na jaki kolorek trafię :) 

A niespodzianka na pocieszenie wędruje do.....

> Agata Wierzgacz <


Czekam na Wasze adresy na mailu lub fejsiku!









Buziaki :*

6/03/2017

Lato! Lato wszędzie!

Hej hej :)



Przyszła w końcu pora pochwalić się nowymi nabytkami z SheIn. Paczuszka doszła do mnie w standardowym tempie, troszkę ponad miesiąc od złożenia zamówienia.  Czy tym razem jestem zadowolona? 

Na pierwszy ogień - koszulka. Tak, tak, znów HP 💜Poprzednia była bardziej uniwersalna, tylko "wtajemniczeni" wiedzą, że symbol na niej to Insygnia Śmierci - dla postronnego obserwatora jest to zwykły geometryczny nadruk 😉 Pokazywałam ją Wam -> TUTAJ <-

Najnowszy nabytek jest - jakże by inaczej - bordowy, a nadruk na nim od razu kojarzy się z Harrym:


Materiał, z którego uszyta jest koszulka to bawełna z dodatkiem czegoś sztucznego, ale jest całkiem przyjemna w dotyku, przewiewna. W rzeczywistości jest bardziej bordowa, niż to widać na fotce (coś dziś aparat nie chciał współpracować - lepsze zdjęcie -> TU <- ). Nie farbuje, odstających nitek czy krzywych szwów nie odnotowałam. Jak to stwierdziłam ostatnio - idealny mundurek do pracy 😂



Kolejna koszulka również jest typowo wakacyjna. Ma ciekawy - choć trochę sporny fason 😋 Moja obecna figura to klasyczna gruszka - w zależności od rozmiarówki ubrań pomiędzy "góra" a "dołem" mam 1 - 2 rozmiary różnicy. O ile koszulki kupuję nawet S-ki, zazwyczaj M-ki, to spodnie muszę mieć przynajmniej L-ki. Ten top - być może wizualnie poszerza mój tułów, ale z kolei sprawia, że moja figura wydaje się bardziej proporcjonalna. No i mimo wszystko widać, że krój jest bardzo luźny, motylkowy, dzięki czemu nie sprawia wrażenia, że mam balon zamiast brzucha😂. Dodatkowo wiązanie u dołu pozwala zwęzić i dopasować koszulkę. Przewiewny sztuczny jedwab oraz spore wycięcia na ramionach sprawiają, że jest idealna na upały!




Tak więc z opisywanej paczuszki jestem bardzo zadowolona. Teraz pora rozglądnąć się za lekkimi i wygodnymi gaciami na lato (spódnicom i sukienkom mówię stanowcze nie!) - może polecicie jakiś fajny sklep z przystępnymi cenami? :




Buziaki :*

5/14/2017

Jak wąż? Złuszczająca maska do stóp GlySkin Care

Hej hej :)

Przyszła dziś pora na kolejną recenzję - tym razem była to maska złuszczająca do stóp w popularnej ostatnio formie skarpetek. Żeby nie było zdziwienia, jak zobaczycie fotki 😉 To nie moje nogi są takie włochate 😂 Tym razem produkt od znanego Wam już bardzo dobrze Diagnosis wpadł w łapki (a raczej na stópki) mojego M. i to jego zobaczycie na zdjęciach.


"Skarpetki" złuszczające stały się ostatnio dość popularne - jeden zabieg trwający kilkanaście minut, do godziny, w zależności od preparatu, kilka dni i stópki delikatne jak u niemowlaczka. Już jakiś czas temu skusiłam się na nie - koniec końców stwierdziłam, że moje stopy nie są aż tak wymagające i produkt trafił w ręce M.



Zgrabny kartonik a w nim saszetka ze srebrnej folii, która skrywała zestaw potrzebny do wykonania zabiegu. Kartonik niewielki i zgrabny, z akcentami w jednym z moich ulubionych kolorów i holograficznymi detalami - co nawet udało się uwiecznić na fotce 😉

Co o produkcie pisze producent?


Opis produktu: Złuszczająca maska do stóp w formie skarpetek skutecznie usuwa zrogowaciały naskórek pozostawiając stopy gładkie, miękkie i delikatne. Wzbogacona aloesem, ekstraktem z ogórka, miodu, olejem lawendowym, kwasem hialuronowym oraz kwasami owocowymi formuła skutecznie likwiduje zgrubiałą i szorstką skórę stóp oraz poprawia poziom jej nawilżenia.
Korzyści:
Likwiduje zgrubiałą i szorstką skórę stóp
Poprawia nawilżenie
Prosta w użyciu

Sposób użycia:
Wyjmij produkt z opakowania i odetnij brzeg folii wg zaznaczonej linii.
Załóż foliowe skarpetki na stopy szczelnie je zamykając. Aby produkt lepiej przylegał do skóry, na foliowe skarpetki załóż skarpety bawełniane.
Po upływie 40 minut zdejmij foliowe skarpetki i dokładnie opłucz stopy.
Efekt złuszczania naskórka nastąpi po 7-10 dniach. (Aby przyspieszyć ten proces, możesz wymoczyć stopy w ciepłej wodzie po upływie 4 dni od zabiegu).
Proces złuszczania zrogowaciałego naskórka trwa około 2 tygodni, pozostawiając stopy gładkie, miękkie i delikatne.
Złuszczającą maskę do stóp stosuj nie częściej niż co 3 miesiące.


Zawartość srebrnej saszetki to dwie "zamknięte" skarpetki połączone wspólnym zgrzewem (taki motylek fajny, no nie? 😉). Radzę nie używać jednak wystających elementów do ich rozdzielania - lepsze będą nożyczki. Próba rozerwania ich skończyła się ich nadtargnięciem, więc ostrze lepiej sobie poradzi z precyzyjnym podziałem.


Same skarpetki są dość spore - myślę, że spokojnie zmieści się w nich stopa w rozmiarze 44-46. Szkoda, że górny brzeg nie posiada jakiegoś ściągacza czy troczków do zawiązania - owszem, wg zaleceń producenta należy założyć na wierzch zwykłe bawełniane skarpety, jednak uszczelnienie góry byłoby miłym dodatkiem.

Zawartość skarpet to średnia ilość płynu, który ma wykonać całą robotę. Uważam, że chociaż wnętrze jest dość mocno wilgotne - to mimo wszystko mogłoby go być troszkę więcej. Sam płyn, o dziwo, pachnie dość przyjemnie - połączenie świeżego, kwiatowo - owocowego zapachu z nutką mentolu i lekko wyczuwalnym chemicznym aromatem.


40 minut czekania pewnie skutecznie odstraszyło by M., więc dopiero po fakcie informowałam go: "jeszcze chwilka", "jeszcze 5 minut" 😂 Jednak dzielnie wytrzymał wymagany czas, a nawet kilka minut więcej.

Efekty:

Dość długo nie działo się zupełnie nic. Doczytywałam info w internecie (bo pudełko od razu wylądowało w koszu), podpytywałam się koleżanek. Dopiero po jakimś tygodniu od zabiegu zaczęło się delikatne łuszczenie skóry, niezbyt intensywne, raczej miejscowe niż opisywane czasem (i pokazywane 😖) w internecie schodzenie płatami. Przez kolejne dni konieczne było regularne używanie średnio intensywnego peelingu, by na bieżąco pozbywać się złuszczających się płatków.

W sumie, to konieczny w tym przypadku peeling zrobił spora robotę. Owszem, przypuszczam, że płyn zawarty w skarpetkach zadziałał mocniej niż zrobiłby to sam peeling, rozluźnił wiązania w głębiej położonych warstwach naskórka. Ale z kolei - peeling 2, 3 razy w tygodniu robiony na bieżąco pozwala na równie skuteczne kontrolowanie narastania kolejnych warstw martwego już naskórka. Tak więc moim zdaniem skarpetki jedynie przyspieszyły proces pozbywania się obumarłej skóry, ale fakt, że można je stosować tylko kilka razy w roku (no a co międzyczasie?) raczej nie sprawia, że wylądują na mojej liście hitów.

Owszem, mogą być jednorazowym boosterem w kryzysowej sytuacji, ale regularnej pielęgnacji to one raczej nie zastąpią.

Szukać możecie ich -> TUTAJ <- a ich koszt oscyluje w okolicy 20 zł.




Buziaki :*

5/05/2017

Pachnący KONKURS!!!

Cześć Wam!

Wieczorową porą, na dobry początek weekendu - zgodnie z zapowiedzią, która jakiś czas temu pojawiła się na fanpage – ogłaszam KONKURS! 🏆


Jeśli jesteście ze mną już chwilkę, to wiecie, że uwielbiam wszystko, co pięknie pachnie - postanowiłam i Waszemu życiu nadać troszkę aromatu 😊

Do wygrania zestaw 12 kosmetyków ze zdjęcia - pod próbkami na dole ukryła się jeszcze maseczka nawilżająca - a próbek z pewnością jeszcze międzyczasie dorzucę; nie wykluczam również, że sam zestaw się powiększy o kolejne elementy: im więcej osób się zgłosi, tym większa szansa na powiększenie zestawu - lub pojawienie się nagrody pocieszenia dla drugiej osoby 👌


Zasady są proste:

❗❗ OBOWIĄZKOWO ❗❗

✅ musisz być publicznym obserwatorem bloga
✅ musisz odpowiedzieć na pytanie (zadanie) → Wiosna (lub) lato: pokaż/opisz co dla Ciebie jest kwintesencją tej pory roku.

Może to być piękna fotka (oczywiście Twojego! autorstwa oraz pstryknięta specjalnie na potrzeby konkursu - w rogu kadru umieść niewielką karteczkę z napisem "/pora roku/ z KR" ), może to być też wierszyk czy własnoręcznie przygotowana grafika. Jednak równie dobrze może to być po prostu kilku zdaniowa odpowiedź.

✅ w dowolny sposób udostępnij informację o konkursie (google+, facebook, baner na blogu -> w jego roli zdjęcie zestawu) i podaj link do udostępnienia.

DODATKOWO

🚩 polub moją stronkę na Facebooku (link po prawej stronie, na pasku bocznym)

PEŁNY REGULAMIN

https://goo.gl/rppgpE - biorąc udział w konkursie równocześnie oświadczasz, że zapoznałeś się z Regulaminem.






Buziaki :*

4/30/2017

Banggood - pierwsza część wiosennego zamówienia -> kolorowo!

Hejka :)



Czekam na drugą część paczki od Banggood i czekam - i doczekać się nie mogę. No więc na razie wrzucam pierwsze wrażenia na temat rzeczy, które zdążyły do mnie dotrzeć 😊
W pierwszej przesyłce znalazł się zestaw makijażowo - paznokciowy: farbki do ciała oraz lakier do stempli. Paczka, jak to przeważnie paczki z tamtych okolic - szła około miesiąca (no a druga nadal gdzieś krąży, choć wkrótce miną 2 miesiące 😔). Zabezpieczenie paczki - kawałek folii bąbelkowej i tyle; na szczęście nic się nie uszkodziło ani nie wylało. 



Szczerze? Mam bardzo mieszane uczucia do tych dwóch rzeczy. 

Po pierwsze: farbki. Opakowanie z mocnego, acz wizualnie tandetnego plastiku. Zwykła kasetka podzielona na 12 kwadratów - z których będzie ciężko wydłubywać farbkę, gdy będzie jej mniej. Plusem jest spora ilość farbki - każde okienko zawiera jej prawie 11 g. 

Nastawiałam się na używanie ich (po zagruntowaniu sypkim cieniem) jako eyelinerów. Niestety pigmentacja pozostawia wiele do życzenia 😕 Zobaczcie sami na fotkę poniżej - nabrałam na palce naprawdę sporą ilość farbki, a i flesh podbił dość mocno intensywność kolorów. Do typowych malowanek na całej twarzy jakoś ujdą - zwłaszcza po wzmocnieniu ich klasycznym cieniem - ale nie są rewelacyjne. 



Lakier do stempli - w słoneczno - żółtym kolorze, w sam raz na poprawienie humorku w taką szarugę, jaka ostatnio panuje za oknem. Zgrabna i pojemna (10 ml) buteleczka, wygodnie trzyma się ją w dłoni. Pędzelek dość szeroki, co jest dużym atutem, gdy pokrywa się lakierem płytkę do stempli. 



No i co? No i też nie za ciekawie. O ile sam kolor naprawdę bardzo mi się podoba, to już efekty po jego użyciu niekoniecznie. Z powodu totalnego skrócenia pazurków (przy krojeniu cebuli nóż nie obszedł się z jednym z nich łaskawie😉) - swatcha zrobiłam na wzorniku. Efekt niestety nie powala. Na białym podkładzie jest ok - ale na jasnym tle nawet "zwykłe" lakiery często dają radę. Na czarnym tle - efekt jest słaby, kolor wygląda, jak za mgłą.😞 Niby jako bazę do mani stosuję głównie jasne lakiery, ale na coś innego też mam czasem ochotę. A tutaj - nic z tego. 


Podsumowanie

Tak więc ten... No jakoś zużyję te produkty, zmarnować się nie zmarnują. Ale liczyłam na widoczniejsze efekty. Liczę też na to, że druga paczka w końcu dotrze, a zawartość będzie bardziej zadowalająca. 😉 Rzeczy z zupełnie innej bajki, ale co zamówiłam, to przekonacie się, jak już będę je mieć u siebie!



Buziaki :*

4/24/2017

Czy pamiętasz?

Cześć!

Pamięć. Coś, bez czego nie da się funkcjonować - zwłaszcza w obecnym, pełnym informacji świecie. Czy zastanawialiście się kiedyś nad jej fenomenem?



Co to właściwie jest pamięć? Wikipedia mówi, że: 

Pamięć – jedna z funkcji ludzkiego umysłu, zdolność poznawcza do przechowywania, magazynowania i odtwarzania informacji o doświadczeniach. Pamięć jest przedmiotem badań psychologii kognitywnej.
Pamięć można rozpatrywać i klasyfikować pod różnym względem, ale dziś nie o tym 💾

Zwykle przyjmuje się, że pierwsze wspomnienia jakie zachowujemy na późniejsze lata to wydarzenia, które wydarzyły się, gdy mieliśmy około 5 lat. Jednak nie jest to regułą, dlatego nie warto przemilczać wspomnień dziecka, liczyć na to, że "jest za małe, żeby zapamiętać", że to niemożliwe, by takie czy inne wydarzenie, osoba zapadły mu w pamięć. Niestety taka ignorancja może wyrządzić spore szkody w psychice małego człowieka. 


Jako wyjątek od tej reguły przedstawię siebie. Nie, żeby się chwalić - bo w końcu żadna w tym moja zasługa, że mam taką a nie inną pamięć. Tylko i wyłącznie po to, by pokazać Wam, że to naprawdę możliwe. 
Moje najwcześniejsze wspomnienia? Pamiętam "karuzelę" w mojej głowie, gdy w domu dziadków spadałam ze schodów - dziadek mieszkał na piętrze i mimo pilnowania mnie, bym sama się nie zbliżała do schodów, to zdarzało się że niepostrzeżenie wymykałam się za idącym do siebie dziadkiem, lub po prostu wspinałam się po schodach wiedząc, że on tam jest. Gdy przywołuje to wspomnienie mam przed oczami szary beton schodów, po których szłam na czworakach. "Widzę" siebie, próbującą wstać po wejściu na półpiętro i ten moment zachwiania, gdy okazało się, że robię to za szybko... Mój wypadek miał miejsce, gdy miałam około dwóch latek. 
Zdziwieni? Cóż, z jednej strony traumatyczne wydarzenia mają większą szansę na zakodowanie się w pamięci. Ale podam inny - jeszcze wcześniejszy - przykład. Już jako nastolatka opisałam matce scenkę, która tkwiła gdzieś w mojej głowie: wąski korytarz z podłogą wyłożoną zwykłymi, płaskimi kamieniami. Szłam (a raczej dreptałam) obok kogoś: na pewno kobiety, bo miała na sobie długą, kolorową spódnicę - której się przytrzymywałam. Miała laskę która rytmicznie stukała po posadzce. Twarzy i innych szczegółów nie pamiętam - po prostu z perspektywy dziecka ich nie widziałam. Wiecie, co się okazało? Tą kobietą była moja prababcia: "babcia Stuk-stuk" jak ją podobno wówczas nazywałam. Zmarła gdy miałam 2 latka - a ostatni raz widziałam ją kilka miesięcy wcześniej. Nigdy później nie byłam w tym domu - już wówczas na tym samym podwórku stał nowy dom, a stary był ruiną nadającą się tylko do rozbiórki; jednak, jak to bywa w przypadku starszych osób babcia uparcie nie chciała go opuścić. 

Wspomnień z przed 4 urodzin mam naprawdę sporo - tato, leżący ze mną na kanapie pod oknem i czytający mi bajki. Wspólna wyprawa do wesołego miasteczka i diabelski młyn, do którego matka bała się wsiąść, więc w podniebną podróż wyruszyliśmy tylko z tatą. Spacer po (jak się później dowiedziałam) lesie w okolicach śląskiej Pogorii - ciemna sukieneczka, jaką miałam na sobie i moje marudzenie, żeby tato mnie wziął na ręce, bo "nóżki mnie bolą". 

Gdy więc dziecko wspomina coś, czego według Ciebie nie powinno pamiętać - nie maskuj zdziwienia ignorowaniem go, nie traktuj sprawy na zasadzie: dziś pyta, za tydzień zapomni. Może zapomni - a może nie. A żal, że bagatelizujesz jego ciekawość, pytania może zostać już na zawsze. 

Jak to jest u Was? Jakie jest Wasze pierwsze wspomnienie? 

4/19/2017

Testuję z Diagnosis - szampon Dermastic przeciw wypadaniu włosów

Dzieńdoberek 💜

Jakiś czas temu dotarła do mnie kolejna już przesyłka od Pana Piotra z firmy Diagnosis. Minął już rok, odkąd współpracujemy, więc miałam przyjemność przetestować sporą część asortymentu sklepu. Choć ceny nie zawsze należą do najniższych, to przekonałam się, że produkty ze sklepu są warte każdej złotówki!

Dziś przyszła pora napisać o jednym z produktów, które tym razem do mnie trafiły.


Jako, że jesienią/zimą dopadły mnie problemy z wypadaniem włosów, czego efektem było ich znaczne skrócenie w marcu - do testów wybrałam szampon marki Demastic przeciw wypadaniu włosów, z nadzieją, że wraz z innymi bajerami do pielęgnacji ograniczą sypanie się włosów. Problem był spory - po zakupie turboszczotki do odkurzacza zebraliśmy z włochatej wykładziny w pokoju wielki kłąb moich włosów. Szczotka - czyszczona codziennie - wyglądała, jakbym przez miesiąc jej nie ruszała, po każdym myciu włosów w wannie odpływ zapychały włosy 😖

Co o szamponie pisze producent?


Opis produktu
Specjalistyczny Szampon przeciw wypadaniu włosów został opracowany dla kobiet i mężczyzn z problemem przedwczesnego wypadania włosów. Składniki odżywcze kompleksu BaicapilTM (kiełki soi i pszenicy bogate w cukry, tarczyca bajkalska, arginina) chronią komórki mieszków włosowych przed starzeniem dzięki czemu wydłużają fazę anangenową wzrostu włosów. BaicapilTM dodatkowo pobudza aktywność i żywotność istniejących mieszków stymulując wzrost nowych włosów oraz zwiększając ich objętość. Skuteczność kompleksu BaicapilTM została potwierdzona badaniami in vitro, in vivo przeprowadzonymi pod kontrolą dermatologiczną.
Sposób użycia
Nanieś szampon na mokre włosy, a następnie intensywnie masuj okrężnymi ruchami do wytworzenia piany. Po umyciu włosów spłucz ciepłą wodą. W celu uzyskania lepszego efektu wzmocnienia włosów zaleca się stosowanie Szamponu z Serum oraz Plastrami przeciw wypadaniu włosów Dermastic.
Składniki
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Propylene Glycol, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Polyquaternium-10, Disodium EDTA, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Arginine, Lactic Acid, Glycine Soja Germ Extract, Triticum Vulgare Germ Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Gluconolactone, Aloe Barbadensis Leaf Juice.
Jak widzicie na zdjęciu, szampon zamknięty jest w poręcznej, smukłej butelce o pojemności 200 ml. Szata graficzna bardzo mi się podoba, napisy się nie ścierają, butelka nie wyślizguje się z mokrych dłoni. No i coś, co uwielbiam w płynnych kosmetykach (zobaczcie zdjęcie poniżej) - dozownik w formie uchylnego "dzióbka". Cena 30 zł - może nie należy do najniższych, ale czy warto? O tym już za chwilę.


Jako, że moje włosy są bardzo gęste, to zawsze myję je przynajmniej dwa razy. Do pierwszego mycia używam najzwyklejszego szamponu z Biedry.

Swoją drogą moje włosy najbardziej lubią takie zwyklaczki bez zbędnych dodatków, wszelakie odżywki czy maski zawsze stosuję przed myciem - nosząc je na włosach minimum dwie godzinki - zastosowanie czegokolwiek PO szamponie sprawia, że moje włosy bardzo szybko się przetłuszczają. I zazwyczaj to samo się dzieje, gdy szampon ma cokolwiek dodatkowego w składzie. W tej kategorii jednym z zaskoczeń był szampon kokosowy, o którym pisałam -> TUTAJ <- który mimo odżywczych dodatków nie przyspieszał w żaden sposób przetłuszczania.

Kolejny szampon ze od Diagnosis - i kolejne zaskoczenie. Mimo właściwości pielęgnacyjnych moje włosy utrzymują świeżość równie długo, co po zwykłym szamponie. Sam szampon jest praktycznie bezzapachowy, dość rzadki i przezroczysty.


Bardzo dobrze się pieni - jeśli używam go czasem już do pierwszego mycia, to wiadomo, trzeba go nabrać minimalnie więcej. Jeśli dopiero do drugiego to wystarcza naprawdę odrobinka. Tego typu szampony z zasady po rozprowadzeniu i spienieniu na włosach trzymam przynajmniej kilka minut nim je spłukam, by miały chociaż tę chwilkę na zadziałanie.

Efekty?

Włosy wypadają zauważalnie mniej. W pewnym stopniu na pewno miało na to wpływ odciążenie cebulek - po pozbyciu się prawie 2/3 z długości. Jednak szampon na pewno miał na to spory wpływ - wymaga jednak regularnego stosowania, gdy odstawiłam go na kilka tygodni włosów w wannie czy na szczotce znów zaczęło pojawiać się ich więcej, jednak nie tak dużo, jak wcześniej.

Jak wspomniałam - pieni się doskonale, co ma niebagatelny wpływ na jego wydajność. Butelkę 200 ml mam i mam, i jakoś skończyć się nie chce. Cena 30 zł wydaje się więc w miarę adekwatna do wydajności i działania, które jest dość zauważalne.

Dodatkowo po umyciu nim włosy są miękkie, nie plączą się, łatwo się rozczesują.




Buziaki :*

4/16/2017

W oczekiwaniu na lato ❣ - SheIn wishlist

Cześć!

Święta, Święta, i już prawie po 😊 Dziś chyba pobiłam rekord w "obżarstwie" śniadaniowym 😉 Zjadłam - UWAGA - pół jajka z łyżeczką majonezu i dosłownie 2 kęsy kromki z pastą jajeczną i dwoma plasterkami wiejskiej 😂



Tak to jest, jak się mnie nie obudzi wcześniej, tylko prosto z łóżka goni do jedzenia. Owszem, mój organizm w ciągu 1 - 1,5 godziny po pobudce domaga się jedzenia (zwykle są to 2 kromki z wędlinką i serem żółtym) - ale pierwsze pół godziny po wstaniu - cofa mnie na myśl o jedzeniu, zjem kęsa - dwa i jestem przejedzona 😋 W sumie - nie ma tego złego - Świąteczne śniadanie nie odłoży się w boczkach (no bo w cyckach oczywiście nigdy nie chce 😣)

Jeszcze odnośnie śniadania - w mojej rodzinie tradycją była zwykła, prosta pasta ze startych jajek + chrzan + majonez/śmietana = i tyle. Odkąd Święta spędza z nami M. - robi coś podobnego - ale z dużą ilością drobno startego sera żółtego. Niby nic, niby niewiele zmienia to smak pasty, ale pokochałam tę wersję, której wcześniej zupełnie nie znałam!


Jakie jest Wasze ulubione danie wielkanocne?





Dziś - tak zupełnie luźny wpis - kolejne propozycje z SheIn - tym razem już typowo letnie. Jedna z rzeczy już do mnie jedzie - ciekawe, czy zgadniecie która? 😏


Pierwsza pozycja to typowo wakacyjna sukienka - co prawda model zupełnie nie na moją obecną figurę, no ale cóż - popatrzeć i pomarzyć wolno, no nie? 😉Bardzo fajne kolorki, stonowane - nie za bardzo neonowe, ale też nie są zupełnie blade. W sklepie jest też model z bardzo podobnym wzorem, jednak trochę różniący się fasonem (bardziej dopasowany w talii), więc jeśli wzorek, tak jak mi, wpadł Wam w oko, to możecie wybrać krój bardziej współgrający z Waszymi preferencjami.






Kolejna jest bluzka w ciekawym kolorze - i z równie oryginalnym krojem. Niby i wycięcia na ramionach, i do tego jeszcze wiązanie, ale wg mnie fajnie to ze sobą współgra. No i ten kolorek 💜 Typowa musztarda, nie taka... sraczkowata 😂 jak to nie raz bywa, energetyczna, doskonała na ciepłe dni. 






Trzecia propozycja to niby taka zwykła koszulka (i chyba Was nie dziwi, że jest czarna?). Ale jednak ten niewielki nadruk nadaje jej uroczego charakteru. No przecież wiecie, że uwielbiam koty! Takie tam kilka kreseczek w kontrastowym kolorze, a całkowicie odmienia zwykły t-shirt, prawda? 




Na koniec - kolejny typowo wakacyjny motyw - kolorowe owocki 🍍 Nadadzą swobodnego, wesołego charakteru każdej stylizacji! Piękne są, prawda?





No i jak? Który model Wam się najbardziej podoba? A na który stawiacie, że już przeze mnie zamówiony? 😉



Buziaki :*

4/02/2017

Nowości z SheIn. HP ❤️ oraz kolorowy misz - masz

Cześć Wam :) 




Nareszcie znalazłam chwilę, aby pochwalić się ostatnimi nabytkami z SheIn
Paczka dotarła do mnie już jakiś czas temu, ciuszki (a raczej jeden z nich) już w użyciu, ale jakoś nie miałam weny, by coś na ich temat napisać. 

Jeśli śledzicie mojego Instagrama (@kociolekrozmaitosci) - to pierwszą koszulkę już widzieliście :) 



-> KLIK <-

Tak, tak: stara ja uwielbiam Harry'ego Pottera 💝 Mimo wszystko wyrosłam już z rzeczy z kolorowymi grafikami, zdjęciami itp. A więc ten t-shirt jest I-D-E-A-L-N-Y. Prosty, skromny wzorek, który tylko fanowi Harry'ego skojarzy się odpowiednio: dla mugola będzie to zwykły geometryczny nadruk 😉
Sam materiał jest bardzo przyjemny - cienka, oddychająca bawełna, rękawki wykończone są wąskim, wywiniętym mankietem. Jest troszkę odstających nitek, ale na szczęście nie rzucają się w oczy i nie snują, więc ich nie ruszam, co by nie uciąć za dużo :) 



Druga bluzka zamówiona była z myślą o wiośnie. Jednak ostatnio coś mi się poprzestawiało: ja, wieczny zmarzluch, siedząc przy biurku i mając tuż za plecami grzejnik ubierałam się w grubaśne swetry + coś pod spodem. Od parunastu tygodni (jeszcze nim wiosna zaskoczyła nas dość wysokimi temperaturami) chodzę po domu w koszulkach na ramiączkach lub z krótkim rękawkiem. Bluzka poczeka więc na dzień pod tytułem "zamarzam". 






-> KLIK <- 


Tu problemu z żadnymi nitkami nie ma, uszyta jest równo ze sztucznego, ale przyjemnego, "chłodnego" materiału. Bardzo lubię zestawienia różnych faktur czy wzorów, więc od razu wpadła mi w oko :) 


Która Wam się bardziej podoba? A u Was jak - wiosenne nowości już w szafie? Pochwalcie się w komentarzach!



Buziaki :*

3/31/2017

Twin mani z Elizą - Mani Swap Party

Cześć, 

już kilka razy wpadałam do Was z twin mani, dziś pora na kolejne. Jednak akcja jest troszkę szerzej zakrojona ;) Elizka z bloga Me,myself and my nails zebrała więcej dziewczyn, wylosowała każdej parę i odtwarzałyśmy nawzajem swoje zdobienia. 

Wersja Elizy jest bardzo kolorowa:





Ja ostatnio, mimo wiosny za oknem wole spokojniejszą tonację, więc na kolor bazowy zdobienia wybrałam kolorek podobny do tego z serdecznego palca Elizy. Co prawda jej wpada bardziej w śliwkę, a mój to coś koło przybrudzonego granatu, ale chyba widać jakieś podobieństwa ;) 

Jest to w sumie druga wersja mani - pierwsza była bliższa oryginałowi, jednak mam za mało typowo stemplowych lakierów a zwykłe okazały się zbyt mało kryjące, by zrobić nimi kropeczki, dlatego też postanowiłam odbiec od oryginału trochę bardziej, niż to początkowo miałam w planach. 


Generalnie - pomalowałam paznokcie pierwszy raz od nie pamiętam kiedy, więc to już spory sukces :D 







Postaram się przez weekend coś napisać, o ile nie będę odsypiać ostatnich dwóch, BARDZO szaleńczych i zapracowanych tygodni.






Buziaki :*

3/12/2017

Widoki na wiosnę, czyli co mi wpadło w oko w Banggood. Wishlist.

Hejka!

Wpadam dziś do Was z wishlistą z firmy Banggood. Jak kojarzycie - miałam już styczność z tą firmą, dziś postanowiłam ponownie przeglądnąć, czy coś ciekawego nie wpadnie mi w oko. 

Rozglądam się już powoli za wiosenno - letnimi ciuszkami, bo jak wiemy zanim przesyłka dojdzie, to zdąży się dookoła nas zrobić zielono i kwieciście (choć niekoniecznie na to czekam - uroki alergii na pyłki -> byle do lata 😂)


Na pierwszy strzał idzie koszulka w jednym z moich ulubionych kolorów. Jeżeli zaglądacie na bloga, to wiecie, że w mojej szafie dominują szare i bordowe ciuszki. Koszulka poniżej uwiodła mnie koronkowymi wstawkami, które też bardzo lubię. Będzie idealna na cieplejsze dni.


-> KLIK <-

Kolejna koszulka jest w najbardziej uniwersalnym kolorze świata 😉 Jeśli mnie wystarczająco znacie, to już wiecie, co mnie w niej uwiodło! Tak! "Koronka" - piękna kwiatowa aplikacja w okolicy dekoltu - no -> ZOBACZCIE <- sami na zdjęciach na stronie sklepu: na zbliżeniach widać, jak dokładnie został przygotowany ten wzór!






Spodni raczej nie zamawiam na tego typu stronach (ten mój wielki tyłek i ich chińska rozmiarówka😋), ale ten model wpadł mi w oko, więc chociaż go nie zamówię, to postanowiłam Wam pokazać. Uwielbiam tego typu spodnie - zwłaszcza odkąd moja praca polega na całodziennym siedzeniu przed komputerem, to stawiam przede wszystkim na wygodę. Ten fason właśnie taki jest: komfort przede wszystkim. 


-> KLIK <-


Ostatnia koszulka zaintrygowała mnie nietypowo wykończonym dołem. Dwie warstwy materiału (koronka!), asymetria - no sami powiedzcie, czy nie wygląda to ciekawie? Na dodatek kolorki są bardzo uniwersalne, więc z pewnością każdy dopasuje w swojej szafie coś, co będzie do niej idealnie pasować!

-> KLIK <- 




Która z moich propozycji się Wam najbardziej podoba? Co Was w niej uwiodło?








Buziaki :*

3/05/2017

Fitomed - Fitoteka - Maseczka - Peeling K+K

Witajcie, 

korzystając z wolnej chwili zapraszam Was na baaaaardzo zaległy post ;) 


Jakiś czas temu (a w sumie to bardzo dawno temu) otrzymałam od Fitomed/Fitoteka do testów mgiełkę do twarzy i scrub. O mgiełce pisałam ostatnio, dziś przyszła pora na peeling do twarzy. Jak wiecie - wciąż zmagam się ze zmianami trądzikowymi, bliznami po nich i peeling to jeden z tych kosmetyków, których u mnie nie może zabraknąć, choć, jak to u mnie bywa - nie zawsze pamiętam lub mam czas by używać naprawdę regularnie i systematycznie: ale staram się!


Produkt kupicie TUTAJ - w cenie 27 zł. Stosunek ceny do wydajności taki sobie, wiadomo, każdy produkt w końcu dobija do dna, ale ten mógłby się kończyć troszkę później ;) 

Co o "Maseczce - Peelingu: pisze sam producent?


Składniki: kwas mlekowy 4%, korund.

Działanie: przeciwzmarszczkowe, złuszczające, rozjaśniające
Przeznaczenie: Polecamy stosować maseczkę do cery mieszanej, tłustej i trądzikowej (bez czynnych wykwitów ropnych), oraz do cery tłustej, zmęczonej i dojrzałej. Doskonale sprawdza się w okolicach skroni, spłyca tak zwane „kurze łapki”. Nie zaleca się stosowania do cery suchej, łuszczącej się i naczynkowej, a także pod oczy.
Stosowanie: Cera tłusta i mieszana. Zaleca się stosować raz-dwa razy w tygodniu. Maseczkę nałożyć na twarz i delikatnie wymasować skórę. Przed masowaniem kosmetyk można potrzymać na twarzy ok. 2 minut. Po tych czynnościach dokładnie umyć cerę letnią wodą. Posmarować lekkim kremem odżywczym lub nałożyć maseczkę odżywczą.
Cera tłusta trądzikowa. Początkowo stosować raz dziennie. Jeżeli zmiany trądzikowe są nasilone, skórę zaleca się tylko delikatnie pocierać, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wykwitów. Po oczyszczeniu twarzy przypudrować zmiany glinką zieloną, tlenkiem cynku lub talkiem. Gdy stan cery zacznie się poprawiać (po ok. 5-7 dniach), stosowanie maseczki można zmniejszyć do stosowania profilaktycznego, zapobiegającego powstawaniu wyprysków (raz na dwa-trzy dni).





Szczerze powiedziawszy - przy tego typu produktach wolę opakowanie typu tubka, grzebanie palcem w słoiku mnie denerwuje. Jednak nie jest to jakiś ogromny minus - zaletą jest to, że cały czas mamy na oku ilość, jaka została nam jeszcze do wykorzystania. Słoiczek o pojemności 50 ml wykonany jest z mocnego plastiku a etykieta wydrukowana na tyle porządnie, że nie przeszkadza jej wilgoć w łazience - jakby nie patrzeć zawsze sporo wyższa niż w reszcie domu. 

Zapach jest taki jakiś - nijaki. Ani to ziołowy, ani chemiczny, coś pomiędzy. Generalnie dość neutralny, niemęczący i znikający wraz ze zmyciem produktu z twarzy. Konsystencja jest nietypowa - niby zbita, ale zarazem dobrze się rozprowadza; wynika to z faktu połączenia drobnych ostrych ziarenek z lekko wodnistą fazą. Mój egzemplarz jest czysto białego koloru, ale producent zaznacza, że barwa Maseczki - peelingu może się nieznacznie różnić w zależności od partii. 






Jest to produkt dla fanek bardzo ostrych zdzieraków - gdy masujemy nim twarz naprawdę czuć działanie peelingujące (jako maseczki nie używałam). Starałam się używać go dość regularnie, pierwsze efekty zauważyłam po jakichś dwóch tygodniach używania go codziennie - co drugi dzień. Skóra stała się gładsza, przyjemniejsza w dotyku. Zmiany trądzikowe pojawiają się rzadziej, niż do tej pory i znikają zdecydowanie szybciej, nie są tak rozległe jak do tej pory to bywało. 

Redukcji blizn raczej nie zauważyłam, może te najdrobniejsze stały się mniej dostrzegalne - no ale po kosmetykach raczej cudów się w tej kwestii nie spodziewam (w planach mam jakieś zabiegi w gabinecie, więc pewnie za jakiś czas pokażę Wam efekty). 

Podsumowując - dobry produkt, choć średnio wydajny i cena mogłaby być minimalnie niższa. Ale mimo wszystko polecam, choć jak ostrzegałam wyżej - raczej dla wielbicielek mocniejszych wrażeń ;) 






Do następnego!