8/19/2017

Ambasadorka Kosmetyczna - Szampon Derma Plus z ekstraktem z goji

Cześć! 

Jakiś czas temu pokazywałam Wam na Facebooku nowy portal, który zrzesza osoby lubiące testować kosmetyczne nowości. Mi się udało załapać do jednej z pierwszych akcji, i wreszcie nadeszła pora, by napisać parę słów o produkcie, który wpadł mi w ręce 😊


Przesyłka dotarła do mnie bardzo szybko, jednak nie obyło się bez przygód – tu zażalenia oczywiście nie do samego portalu Ambasadorka Kosmetyczna, ale podwykonawcy odpowiedzialnego za pakowanie i wysyłkę. Pudełko, w którym został wysłany szampon było dopasowane wielkością dosłownie na styk (a nawet o kilka milimetrów za małe) – tuba z szamponem została wciśnięta do niego na siłę, bez żadnego dodatkowego zabezpieczenia – nawet głupich starych gazet nie uświadczyłam, nie mówiąc już o luksusie w postaci folii bąbelkowej. W związku z za małym opakowaniem zgrzew tuby podczas zamykania i oklejania paczki został wygięty, co zaowocowało pęknięciem opakowania. Oczywiście nie mogąc wykluczyć też innej opcji –  że pęknięcie nastąpiło jeszcze wcześniej i zostało po prostu niezauważone podczas pakowania – miałam pewne obawy przed użyciem produktu: no bo kto by mi zagwarantował, że opakowanie nie stało uszkodzone na magazynie, w nie wiadomo jakich warunkach, przez X czasu?

Nie mając pewności, jak wyglądały losy szamponu – oczywiście od razu spisałam z kurierem protokół szkody, i przesłałam do portalu informację o zaistniałej sytuacji. Kontakt przez fp Ambasadorki troszkę się przeciągnął z powodu szkolenia, na którym były dziewczyny, ale nie mogę powiedzieć – jak tylko wróciły do pracy, to zareagowały bardzo szybko. Już 2 dni robocze później miałam u siebie nowy szampon. I wiecie co? Za drugim razem nawet komuś udało wpaść się na jakże genialny i odkrywczy pomysł, że pakując kosmetyki należy taśmą klejącą zabezpieczyć korek przed przypadkowym otwarciem, a całe opakowanie produktu owinąć folią bąbelkową 😂

Dobra, opisałam małą przygodę związaną z paczuszką – to teraz pora, by zająć się dokładniej jej zawartością 😊


Co pisze o nim producent?


Szampon z wyciągiem z organicznych Goji jest delikatny do mycia, bogaty w antyoksydacyjne i odżywcze właściwości, zapewniając świeżość, wigor i nawilżenie. Do wszystkich rodzajów skóry i włosów. Dzięki ekstraktom z nagietka i oliwy z oliwek, ma działanie kojące i zmiękczające, odżywia, chroni skórę i włosy, zapewniając nawilżenie, miękkość i ochronę w codziennej pielęgnacji.
Składniki aktywne:
  • Ekstrakty organiczne jagody goji – antyoksydacyjne i odżywcze działanie
  • Nagietek, oliwa z oliwek – włściwości kojące i zmiękczające

Jak używać? 
Wmasować na wilgotne włosy i głowę aż do wytworzenia piany, a następnie spłukać.


Moje wrażenia:

Szampon zamknięty jest w niekoniecznie typowym, dla tego rodzaju produktów, opakowaniu – tubie o pojemności 250 ml. Według mnie, to bardzo wygodne rozwiązanie, bo chcąc go użyć nie musimy czekać, aż zawartość pojemnika słynie ku otworowi. W przypadku szamponu Derma Plus jest to o tyle ważne, że jego konsystencja jest bardzo zbita.  Na plus jest też "matowy" plastik, z którego wykonano opakowanie, dzięki czemu nie wyślizguje się ono z mokrych dłoni.

Jak wiecie z moich poprzednich wpisów – mam bardzo gęste i grube włosy, i zawsze myję je 2 razy. Omawiany szampon do pierwszego mycia się u mnie zupełnie nie sprawdza – jego budyniowa wręcz i mało pieniąca formuła sprawia, że zawartość tuby znika w zastraszającym tempie. Dlatego przy pierwszym myciu zostaje przy moim zwyklaczku z Biedry, który nie dość, że jest tani jak barszcz, to świetnie się pieni i jest wydajny, ale co najważniejsze: moje włosy po prostu go lubią. 


Przy używaniu Derma Plus do drugiego mycia jest już znacznie lepiej: wydajność znacząco wzrasta, przede wszystkim dzięki temu, że pieni się dużo lepiej. Bardzo ładnie pachnie, i po jego spłukaniu zapach jest wyczuwalny jeszcze dość długo. Oczywiście pod warunkiem, że nie użyjemy później perfumowanej odzywki 😉

No i tu dochodzimy do kolejnej kwestii – po użyciu szamponu włosy nie zachwycają miękkością i delikatnością, więc przydałoby się nałożyć coś po nim, mimo, że producent deklaruje na opakowaniu właściwości zmiękczające. Nie, nie ma wielkiej tragedii, jaką nie raz miałam okazję doświadczyć po innych szamponach, ale rozczesywanie nie jest idealne, a włosy w dotyku są średnio przyjemne. 

Jak widzicie w opisie – szampon zawiera w sobie kilka odżywczych dodatków. I jak w przeważającej większości przypadków (wyjątki mogę policzyć na palcach jednej ręki) zupełnie nie sprawdza się to na moich wybrednych włosach. Wspominałam Wam parę razy, że wszelkie maski i odżywki stosuję przed myciem, trzymając je na włosach jak najdłużej, a najlepiej toleruję zupełnie proste szampony, które mają za zadanie tylko oczyścić włosy i nie maja w składzie żadnych bajerów, a po szamponie staram się na włosy nie nakładać już zupełnie NIC. W przypadku szamponów z jakimiś ekstra składnikami zazwyczaj przygoda z nimi kończy się znaczącym przyspieszaniem przetłuszczania moich kudełków, i tak tez było tym razem.

Nie, nie znaczy to, że szampon jest zły! Na włosach wymagających dociążenia, bardziej zniszczonych z pewnością sprawdzi się dużo lepiej, i na pewno warto (jak zresztą większość kosmetyków) przetestować go na własnej skórze; a raczej w tym przypadku własnych włosach 😉





Buziaki :*

8/12/2017

Wypadek... a co z kasą?

Hej :)

Jakiś czas temu wałkowałam już temat składek OC, sensu ich płacenia itd. Dziś chciałam napisać parę słów o rzeczy, która umyka wielu osobom – albo po prostu nie maja czasu i nerwów, by w odpowiedni sposób zająć się sprawą.



W ostatnich wpisach wyjaśniłam już, czemu – według mnie – składki OC są konieczne (choć na ten moment niekoniecznie sprawiedliwie obliczane). No i właśnie - niestety czasem przychodzi moment, kiedy trzeba sięgnąć po kasę zgromadzoną na składkowym koncie sprawcy. Szkoda jest wyceniana, czekamy chwilę na decyzję i co? Okazuje się, że przyznane nam świadczenie jest niższe, niż się spodziewaliśmy.

Zazwyczaj jakoś wystarcza na naprawę samochodu, więc znacząca większość osób – mimo wątpliwości, co do wysokości otrzymanej kasy po prostu sobie odpuszcza, nie wnika w sprawę głębiej. Bo często czas poświęcony na „wytarganie” od TU wyższej kwoty okazuje się wart więcej, niż różnica, jaką można uzyskać.

Z jednej strony rozumiem, czemu ludzie dają sobie spokój i nie robią nic, by złożyć odwołanie od decyzji ubezpieczyciela.


Ale patrząc z innej perspektywy – gdyby wszelakie TU napotkały w końcu na zmasowany opór przeciwko zaniżaniu odszkodowań (bo w końcu, w takiej sytuacji oni również tracą czas i pieniądze na rozpatrzenie sprawy, więc de facto ich strata staje się wyższa, niż wypłacona ostatecznie różnica) – to może zaczęliby bardziej racjonalnie ustalać kwoty odszkodowań.

Sporo osób niestety nawet nie orientuje się, że mają prawo się odwoływać od takiej, niesprawiedliwej ich zdaniem decyzji, więc warto o tym mówić – i namawiać, by jednak walczyć. Może to być w perspektywie czasu korzystne zarówno dla samego poszkodowanego (no bo skoro raz się odwołał, to TU zastanowi się przy kolejnym incydencie, czy warto ryzykować ponowną walkę), jak i też – jak wspomniałam wyżej: jeśli wszyscy (albo chociaż spora grupa zainteresowanych) zaczną dochodzić swoich praw, to jest szansa, że całokształt takich spraw zacznie być rozpatrywany w sposób mniej krzywdzący dla osób ubiegających się o odszkodowanie.

Tak więc: drogi kierowco – poświęć kilka/kilkanaście minut, by napisać odwołanie. Albo zwróć się do firmy, która bez zbędnych formalności wypłaci Ci należną Ci różnicę i przejmie Twoją sprawę. Parę minut rozmowy, przesłanie kilku papierków a wszyscy wyjdą na plus. Przede wszystkim Ty, bo uzyskasz więcej pieniędzy na naprawę auta. A w perspektywie czasu może zyskać każdy, kto w przyszłości będzie się starać o wypłatę odszkodowania z OC. Owszem – płacisz, bo musisz. Ale jest to wolny rynek, TU jest masa; więc jeśli płacisz składki, to nie bój się wymagać i walczyć o swoje.





Buziaki :*



7/19/2017

Co w szafie piszczy?

Cześć🙋

Dzisiaj po raz kolejny pokażę Wam rzeczy, które dotarły do mnie z SheIn. Chwilę czekały, aż uda mi się je ubrać, wyprać - no i przede wszystkim znaleźć czas na fotki (w robieniu których jak zawsze towarzyszy mi Kala 😹)

W lecie uwielbiam nosić ubrania z przewiewnego pseudo-jedwabiu, szyfonu czy jak to tam to się fachowo nazywa 😋 Mają one niestety jedną POWAŻNĄ  wadę - lubią być bardzo mnące - a ja za żelazkiem nie przepadam 😂 Generalnie już podczas zakupów sprawdzam, jak bardzo podatny na gniecenie się jest dany ciuszek, i wybieram takie, które nie musza oglądać żelazka. Wbrew pozorom, takich rzeczy jest zdecydowana większość - wystarczy po praniu porządnie je strzepnąć i równo rozwiesić - najlepiej na wieszaku. Jednak w lecie cieniutkie, przewiewne tkaniny są idealne w noszeniu, więc przymykam oko na niedogodność - w razie konieczności odkopuję żelazko - a szczerze powiedziawszy nosząc taki ciuszek w domu - jakoś mniej przywiązuje do tego wagę, zwłaszcza, jeśli to jest tkanina, która po 5 minutach noszenia tak i tak się gniecie, mimo wcześniejszego prasowania.


Spytacie się pewnie, co na tym zdjęciu robi sukienka 😆 A no cóż - na ZDJĘCIU w sklepie wyglądała na dużo krótszą i prostszy/mniej luźny krój, więc stwierdziłam, że do legginsów będzie idealna. Niestety okazała się obszerniejsza, niż na to wyglądało, do tego nie wzięłam poprawki na fakt, że ze mnie jest kurdupel 😜 Jak do mnie dotarła okazało się, że sięga mi w kolano, a nawet minimalnie za. W sumie to jedyna długość sukienki, jaką skłonna jestem ubrać, więc tragedii nie ma.



Na plus na pewno jest cudowny dekolt - jest bardzo głęboki, ale uszyty zgrabnie, z widocznym na zdjęciu wiązaniem. Na pewno będzie z pod sukienki widać stanik - ale przy mojej miseczce B/C nawet bez stanika wygląda to naprawdę ładnie: zalotnie ale nie wulgarnie, nie świecę cyckami na prawo i lewo 😉 Długość w tym przypadku - mimo, że nieprzewidziana, okazała się ok.

Minusem jest podszewka. O ile zewnętrzna warstwa jest cienka i przewiewna, to nie wiem, kto wymyślił taką wredną podszewkę. Jest sztuczna, gruba i mięsista, jedynie minimalnie krótsza od samej sukienki - sprawia, że w sukience jest BARDZO gorąco. Idzie do przeróbki - na pewną ja skrócę na maxa, jednak zastanawiam się też nad wymianą jej na coś cieńszego i chłodniejszego w dotyku. 


Koszulka, to też takie pół na pół. Materiał podobny, jak w sukience, ale mniej przezroczysty. Do tego te cudowne kolorki 😍



Uroczo wiązany dekolt i coś, co bardzo lubię w tego typu ubraniach - fajnie regulowana długość rękawa. Byłoby super, gdyby nie fakt, że mam figurę typowej gruszki, a więc dół bluzeczki, zamiast sięgać mi za biodra, to się na nich opiera. Jasne, dam radę ją obniżyć do oporu, jednak opięty materiał niekoniecznie wygląda ładnie. Już lepiej prezentuje się, gdy tuż nad biodrami powstaje marszczenie. Takie 7/10 mogę jej jednak spokojnie dać!





Buziaki :*

7/17/2017

KOTY opanowały internet :) PLUS trochę ważnych informacji!

Hejka 😊

Na początek tygodnia 😭😱 przygotowałam wpis, który pokaże Wam, czemu warto mieć kociaka w domu.  I OSTRZEGAM - padnie też trochę wulgaryzmów, więc wrażliwcy niech od razu wyjdą. 


Zacznę od małej - choć bardzo ważnej dygresji, do której skłonił mnie fakt dyskusji, którą ostatnio obserwowałam pod jednym ze zdjęć na Instagramie. Sorry za wyrażenie (zamknąć oczy/nie patrzeć - KURWICA mnie wzięła i resztką sił przewinęłam dalej, co by bydła nie narobić. Pewna blogerka wrzuca zdjęcie kici. Słodkiej, jak to każdy kot. Spoko, mój Insta tez się zmienia w #catstagram 
Ale od komentarza do komentarza - czytam i się we mnie gotuje. Bo to już enty kot w ostatnim czasie - no bo auto rozjechało, bo ktoś otruł, bo ukradli, bo po prostu zniknął. Do kompletu - "dwa razy kociła nam się kicia", a na zdjęciu wraz z kocią mamą maluszki. 
FUCK. 
Koty to zwierzęta domowe. Mamy XXI wiek, i wydawałoby się, że dostęp do internetu powinien pomóc niektórym wyjść z ciemnogrodu. Teksty typu "zawsze wraca", "a bo małe są takie słodkie", "bo spadnie na 4 łapy", "bo ma 7 żyć" - niestety nadal królują :/  Bezpieczny kot = kot w domu. Nie, nie tęskni za wychodzeniem, jeśli go nie zaznał wcześniej. A nawet wychodzącego wcześniej przybłędę można przy niewielkiej dozie cierpliwości nauczyć, że siedzi się w domu, bo tu milutko jest i bezpiecznie. 

Kotki się kastruje (czyli nie przecina jajowody, jak przy sterylizacji - ale wycina wszystko) - bo każda rujka, ciąża zwiększa ryzyko ropomacicza, raka. Kastracja jest zabiegiem trochę poważniejszym, i jak przy każdej narkozie opatrzonym niewielkim ryzykiem - ale mimo wszystko jest to bezpieczniejsza i mądrzejsza opcja niż męczenie kotki rujkami (często permanentnymi) czy ciążami po 2 razy w roku. Bo "sex" dla kotki to cierpienie - zacytuję tu za vice.com:

Koci członek pokryty jest ok. 130 haczykami wyrastającymi w przeciwną stronę, które mierzą koło milimetra. Jeśli kotka spróbowałaby uciekać, to kolce wyszarpałyby dziury w ściankach jej pochwy
Koty są mniej narażone na choroby, ale jednak. Dodatkowo dochodzi tu kwestia znaczenia terenu, które może skończyć się sikaniem po kątach. U kota zabieg jest tańszy i łatwiejszy - generalnie 5 minut narkozy, ciach i po sprawie. Najczęściej nawet szyć nie trzeba.

Bo co roku giną kolejne kociaczki rozmnożone przez bezmyślnych "właścicieli" - mieniących się jeszcze bezczelnie kociolubami. Bo jak nie ten, to będzie kolejny. 

Kochasz kota - to o niego dbaj. A dbanie o niego, to nie tylko pełna miska (nie "czegoś" o nazwie karma tylko wysokomięsnej puchy lub BARFa). To przede wszystkim odpowiedzialność za jego zdrowie i życie. 

Ehhh... walka z wiatrakami 😭


Dobra, wyżaliłam się - jeśli potrzebujesz porady - pisz śmiało, albo dołącz do bardzo pomocnej i merytorycznej grupy na fejsie - KOTY


Dla rozluźnienia atmosfery, pokażę Wam troszkę fotek mojej Kali 😻 W planach mam założenie kamerki w domu (minimum jednej) - bo to, co ona czasem robi, to przechodzi ludzkie pojęcie 😂


Jak była maleńka, to uwielbiała mi tak towarzyszyć 😊 Zresztą teraz niewiele się zmieniło, poza tym, że jest większa, więc trochę niewygodnie się pracuje gdy wpakuje się pomiędzy mnie a monitor 😅
(tak, to jeszcze staaaare biurko umazane lakierami do paznokci 😜szło już w piec, więc nie chciało mi się bawić w notoryczne czyszczenie go acetonem - zresztą widać, jak wyżarty od niego już jest jego fragment😆)




Bo na świeżo wypranej rzeczy leży się najlepiej - to nic, że okudli ją z góry do dołu. No i jeszcze ten cieplutki grzejniczek 😉


 Gimnastyka zawsze się przyda, prawda? 😅


Kolejna wersja pt. - świeżo wyprana rzecz to najwygodniejsza miejscówka 😋


Jak jej tak wygodnie spać? 😏


Żul na kacu z dopalaczem w tle 😃


No tak, jak coś jest wyżej, niż na podłodze, to koniecznie trzeba to zrzucić 😂


Najlepszy punkt widokowy w pokoju - no bo przecież trzeba mieć na wszystko oko, prawda? 😉


Test jakości materaca 😆 To nic, że trzeba jeździć później turboszczotką po 2 razy dziennie 😐


Rasowy ćpun - na kocimiętkę nie reaguje, ale za krople żołądkowe da się pokroić. Ja już specjalnie zostawiam po ich użyciu łyżkę na biurku i czekam na moment, kiedy ją wyniucha. Później zaczyna szaleć, biegać po domu jak głupia i skakać gdzie się da i po czym/kim się da 😂


Bo jak coś leży na podłodze, to trzeba koniecznie sprawdzić, czy pod spodem nie czai się jakiś wróg 😋😋









Buziaki :*

7/15/2017

Porównanie maseczek oczyszczających do twarzy

Hejka :)

Jak może się już orientujecie - cały czas i niezmiennie, od... prawie 20 lat walczę z moją cerą. Problemy z nią zaczęły się u mnie w okresie dojrzewania - i mimo 30-stki na karku wciąż nie chcą ustąpić. Dermatolodzy, leki takie, siakie i owakie - efekty z reguły marne. Agresywne kuracje odpadają u mnie z innych względów, więc cóż, trzeba jakoś z tym żyć.

Ale to nie znaczy, że należy całkiem odpuszczać - kluczem do lepszego wyglądu zawsze jest pielęgnacja, jak najbardziej dopasowana do indywidualnych humorków Waszej skóry - nigdy nie zapominajcie o tym, że to, co doskonale sprawdza się u Waszej przyjaciółki/sąsiadki/siostry niekoniecznie będzie dobre dla Was: nawet, jeśli na pierwszy rzut oka wydaje Wam się, że macie identyczną skórę z identycznymi problemami.



Jestem wielką fanką różnego rodzaju maseczek. Bardzo lubię wszelakie glinki - i oczywiście najlepiej przygotować taką maseczkę samodzielnie, z półproduktów, ale czasem jednak stawiam na szybkie, gotowe rozwiązania. Dziś chcę Wam napisać o kilku maseczkach, które ostatnimi czasy testowałam.



Moja kolekcja maseczek jest dość spora: część pozycji pojawia się w mojej gromadce regularnie i chętnie do nich wracam; część okazuje się jednorazową przygodą. Dziś zajmiemy się kategorią maseczek oczyszczających, które przy moim rodzaju cery są niezbędną podstawą!

Na początek opiszę najświeższe wrażenia - maseczkę L'Oreal Pure Clay Detox mask. Ostatnio pokazywałam ją Wam na -> Instagramie <- Co prawda jak na maseczkę o nazwie "czysta glinka" skład jest dość długi😉, ale zdecydowaną większość składników możemy zaliczyć do tych bezpiecznych (sama nie znam się zbytnio na składach, ale staram się sprawdzać kosmetyki -> TUTAJ <-).


Co nam obiecuje producent?


Maska zawiera unikalne połączenie 3 mineralnych glinek, które absorbują zanieczyszczenia, pomagają redukować niedoskonałości i zmniejszają ilość wydzielanego sebum.
Formuła wzbogacona jest także o składnik pochodzenia roślinnego - węgiel, znany ze swoich właściwości oczyszczających i absorbujących. Detoksykująco-rozświetlająca maska Czysta Glinka to produkt, który sprawi, że Twoja cera znów odzyska blask! Dzięki jej natychmiastowemu działaniu, skóra jest oczyszczona z toksyn, staje się zdrowsza i rozświetlona.


Moje wrażenia:

Wow! Wow! Wow! Jak do większości, nawet tych polecanych wszędzie, maseczek - byłam dość sceptycznie nastawiona. W końcu znam moją skórę i wiem, że byle co na nią nie działa, taka z niej kapryśna księżniczka 😂 Na dodatek saszetka jest taka jakaś dziwna, i po jej otwarciu wydawało mi się, że maseczki jest w niej maławo i może jej braknąć na nałożenie porządnej warstwy na całą twarz. Jednak bardzo fajna, puchata i śliska konsystencja sprawia, że maseczka idealnie dozuje się na twarz w wystarczającej ilości. Do tego naprawdę sympatycznie pachnie! Trzymałam ją na twarzy troszkę dłużej, niż zalecane 10 minut - bo oczywiście międzyczasie się czymś zajęłam. Kolejny plus to bardzo łatwe zmywanie - troszkę wody, dwa machnięcia gąbką i po sprawie. Rzut oka w lustro - i oniemiałam: dawno, naprawdę dawno nie miałam po żadnej maseczce tak odświeżonej i promiennej cery. Zaskórniki w znacznej mierze oczyściły się prawie do zera, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Wszelkie zaczerwienienia i pryszcze zupełnie zbladły tak, że przestały rzucać się w oczy. Generalnie - cała twarz zrobiła się gładziutka jak po Fotoszopie, miękka, wyczuwalnie oczyszczona; prawie, że skrzypiąca w dotyku, ale nie w ten nieprzyjemny, ściągnięty sposób. Mój nowy hit!



Kolejna pozycja na liście to Bielenda - również z dodatkiem węgla. Chyba zauważyliście, jak bardzo popularny stał się ostatnio ten składnik?



Bielenda Carbo detox również dość niedawno pojawiła się na rynku - no i, jak to ja, koniecznie musiałam ją przetestować.

Od producenta:


Oczyszczająca maska węglowa o silnym działaniu detoksykującym błyskawicznie poprawia stan skóry mieszanej i tłustej; szarej, z przebarwieniami i rozszerzonymi porami. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę z toksyn, odświeża i zwęża pory. działa przeciwtrądzikowo, redukuje poziom sebum.
AKTYWNY WĘGIEL zwany czarnym diamentem w kosmetyce. działa antybakteryjnie. oczyszczająco i ściągająco. Dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry. Działa jak magnez: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Skutecznie oczyszcza zapchane pory. wyrównuje koloryt skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków.
GLINKA ZIELONA posiada silne właściwości ściągające. dezynfekujące i gojące. Skutecznie wchłania szkodliwe bakterie i toksyny z powierzchni skóry, oczyszcza i zamyka pory. zmniejsza wydzielanie sebum, wzmacnia i rozświetla skórę. Bogata w makro i mikroelementy, działa regenerują-co i odżywczo na skórę, dostarczając jej całe bogactwo pierwiastków.
EFEKT- oczyszczona, idealnie matowa, pełna blasku, świeża i gładka cera. Pory zwężone i mniej widoczne, niedoskonałości zredukowane.


Moje wrażenia:

Daje radę. Nie jest to hit na miarę opisanego wyżej L'oreala, ale jest całkiem, całkiem. Skóra jest odświeżona i w miarę sensownie oczyszczona. Przy regularnym stosowaniu (u mnie skończyło się na 3x pod rząd, co 2-4 dni) efekt jest całkiem zadowalający. Maseczka nakłada się i zmywa równie łatwo, do tego pachnie przyjemnie. 
Skład jest porównywalnie długi do tego L'orealowskiego, ale wg przytaczanej wyżej stronki - trochę gorszy, więc wrażliwcy i alergicy musza podejść do niej z większą ostrożnością. 



O Czarnej Masce pisałam już -> KIEDYŚ <- ale od tamtej pory - zwłaszcza po poznaniu powyższych pozycji, moje pozytywne odczucia wobec niej trochę osłabły. Nie, nie jest najgorsza: miałam okazję testować wiele masek, które nie robiły zupełnie nic. Ta, przy regularnym stosowaniu jakiś efekt daje, więc tragedii nie ma.


Ale czasem trzeba na szybko się ogarnąć - bo na przykład ostatnie paręnaście dni było bardzo zabieganych, że odkładałaś maseczkę na później i później. Wtedy Black Mask  raczej nie da rady. Ale jeśli systematyczność to Twoje drugie imię, i nie masz tak dużych problemów jak ja, to nie jest ona złym wyborem. Przypominam, że moje egzemplarze dotarły do mnie z Chin, gdzie zaczęła się ich kariera - nie namawiam do kupowania kosmetyków z Alie, zawsze to jest Wasz wybór i decyzja. Ja kupuję i testuję na własne ryzyko - ale jak na razie żadnej wpadki czy problemów nigdy nie miałam 😉



Na sam koniec - chyba jeden z najbardziej popularnych - i najdłużej będący na rynku: Garnier Czysta Skóra 3w1. Stosuję go regularnie od dobrych paru lat, zużyłam już dobrych kilka opakowań, na pewno z 5 czy 6.


Z reguły raz dziennie stosuję jako żel - dość mocno rozcieńczam wodą i myję nim twarz. Jako peeling + maseczka używam zazwyczaj co kilka dni, w combo: najpierw porządnie masuję twarz nierozcieńczonym produktem, po czym zostawiam go na twarzy do wyschnięcia.  Mimo, że jego zapach jest dość specyficzny, to mi akurat bardzo się podoba. Efekty - dość dobre, zwłaszcza przy regularnym użytkowaniu. Fajnie matuje cerę, choć działanie typowo oczyszczające wągry jest mniej widoczne, niż przy numerze jeden z tego zestawienia.




Testowałyście któryś produkt z tego zestawienia? A może macie jakiegoś ulubieńca, którego możecie mi polecić?



Buziaki :*

7/13/2017

Kraksa!!! Co Ci się należy?

Dzieńdobrywieczor :)

Niech ten tydzień się już skończy, serio! Nie mam sił już na nic, wszystko idzie jak po grudzie. Do tego mam parę pomysłów, które staram się sukcesywnie realizować po skończeniu pracy, ale czas, czas - ciągle go brakuje. Najlepiej, jakby doba miała z 50 godzin, a na sen wystarczały 4 😂

Ostatnio poruszyłam na blogu sprawę obowiązkowych składek oc, i tak jakoś wyszedł ostatnio w rozmowie ten temat, kiedy odwiedzili mnie znajomi - m.in. koleżanka, której niedawno ktoś pacnął w tył samochodu. 


W sumie pacnął, to za mało powiedziane - cały tylni zderzak poszedł w drzazgi a ona sama się lekko poobijała. 

W sytuacji, kiedy już dojdzie do wypadku, często skupiamy się na tym, żeby ogarnąć zniszczenia auta, a zapominamy, że kasiorka z odszkodowania z oc sprawcy może pokryć również inne wydatki, nie tylko te związane z samochodem. 

Jeśli na przykład pracujesz na komputerze, a zwichnięta w wypadku ręka uniemożliwia Ci przyjęcie zleceń, to również możesz się starać o zwrot utraconego dochodu. W skrajnych sytuacjach, gdy wypadek był naprawdę poważny - możesz ubiegać się nawet o rentę z tego tytułu, jeśli uszczerbek na zdrowiu jest znaczny i skutecznie ograniczył Twoje możliwości na rynku pracy, czy po prostu w codziennym funkcjonowaniu. 

Możliwości uzyskania zadośćuczynienia jest naprawdę wiele, ale często ludzie odpuszczają, bo zwykle postępowanie w takich sprawach jest maksymalnie przeciągane przez ubezpieczycieli, starają się zbyć osobę poszkodowana jak najniższą kwotą. Ostatnio czytałam o przypadku, kiedy - wg Umowy - kobiecie należało się około 30 tys. zł, a ubezpieczyciel z wielką łaską zaoferował 1 500 zł 😂 Dopiero po długim czasie przerzucania się papierkami, odwołaniami i tak dalej - dostała należne jej pieniądze. 


Na szczęście na rynku są firmy, które pomagają w takich sprawach - oczywiście, że pobierają prowizję, ale najczęściej rozliczają się za efekt swoich działań, biorąc jakiś % od wynegocjowanej kwoty. Jasne, że wychodzi wówczas troszkę mniejsza kwota na rękę, niż faktycznie należna, ale firma zdejmuje Ci z głowy załatwianie większości rzeczy - no i tak i tak jest to zazwyczaj kwota dużo wyższa, niż proponowana początkowo przez TU.

Summa summarum - jesteś tak czy inaczej na plus, fachowcy na pewno znacząco przyspieszą sprawę w porównaniu do sytuacji, gdybyś się nią zajmował samodzielnie, więc w podobnej sytuacji warto rozejrzeć się za takim wsparciem.

Miejmy nadzieję, że nikomu z nas nie okaże się ono konieczne, ale informacje o różnych możliwościach zawsze warto znać i je gdzieś zakodować, by w razie potrzeby nie zostać "wyryskanym", jak to się u nas, w Małopolsce mówi 😉







Buziaki :*

7/09/2017

Sposoby na upał + nowe nabytki na lato

Hej :)

Co roku smucę się, gdy nadchodzi chłodny już zazwyczaj listopad i z utęsknieniem zaczynam odliczanie do marca-kwietnia, kiedy zaczyna się znów robić znośnie. Jestem strasznym zmarzluchem (choć jakiś czas temu Wam wspominałam, że tej zimy mi się coś poprzestawiało, i notorycznie robiłam z pokoju lodówkę 😂, o co oczywiście toczyłam wojny z M., który nienawidzi chłodu).



Jednak gdy nadchodzi to upragnione lato - szybko zaczynają męczyć mnie zbyt wysokie temperatury. Takie okolice 25 stopni są dla mnie idealne, powyżej zaczynam się już męczyć, chwila na słońcu sprawia, że robi mi się słabo i w ogóle mam dość.

Więc jak przetrwać?

Dużo pić! Najczęściej sięgamy po chłodne, orzeźwiające napoje - ale jeśli powietrze jest suche, to lepszym sposobem będzie wypicie dość ciepłej herbatki, która w naturalny sposób usprawni procesy termoregulacji w organizmie. Odpuśćmy też sobie procenty i słodkie, gazowane napoje. Zapotrzebowanie na płyny znacząco się zwiększa, więc pamiętajcie, że zwyczajowe 1,5 litra to zdecydowanie za mało!

Odpowiednie ubranie. Coś, co u nas jest dość błędnie postrzegane - im cieplej, tym bardziej się rozbieramy. Ok, fajnie w lecie odsłonić trochę ciała, złapać odrobinkę opalenizny. Ale kuse ciuszki wcale nie bronią nas przed upałem. 



Na temperatury 20-25 stopni wycięte koszulki są jeszcze ok - właśnie ostatnio dotarły do mnie dwie powyższe -> TA <-  zielonkawa, oraz -> DRUGA <- czarna. Troszkę było z nimi przebojów - jest to część zamówienia, która pokazywałam Wam już dawno temu. Zamówienie wysłano w 2 paczkach, i niestety ta ubraniowa zaginęła. Oczywiście bez problemu została nadana nowa - jednego topu nie mieli akurat na stanie, więc dostałam kilka innych rzeczy do wyboru i to nawet wykraczających poza pierwotną kwotę zamówienia.

Jak widzicie - obie koszulki łączy motyw koronki - seledynowa bluzeczka jest bawełniana, szeroka koronka na dole bardzo fajnie wygląda 💖 Czarna jest bardzo milusia - niby sztuczny, ale przyjemny, chłodny materiał. Co prawda okazała się niewiele za duża, ale skrócenie ramiączek i minimalne zwężenie w okolicy biustu wystarczyły i teraz jest moim ulubieńcem!

Wracając do tematu - gdy przychodzi taki prawdziwy upał - najlepiej podpatrzeć typowy strój mieszkańców tropików. Czy się rozbierają? NIE! Bardzo cienka, przewiewna bawełna - ale z długim rękawem, i najlepiej biała. Sprawdzi się znacznie lepiej niż bezpośrednie wystawianie skóry na działanie słońca. 

Generalnie potu nie powinno się notorycznie ocierać, bo to właśnie on podczas parowania chroni nas przed przegrzaniem. Jednak - nie czarujmy się - klejąca skóra, do tego w wysokiej temperaturze szybko zmieniająca zapaszek nie należy do przyjemności. Ani dla nas, ani dla otoczenia (o czym niestety nadal sporo osób zapomina 😤). Jeśli np spędzamy dzień w pracy - logiczne, że chłodny prysznic raczej odpada. Z pomocą przychodzą nam wówczas różnego rodzaju mgiełki odświeżające. Najlepiej przechowywać je gdzieś w ciemnym kąciku, by były jak najchłodniejsze. Często mamy dostęp do pomieszczenia socjalnego wyposażonego w lodówkę - może nie na stałe, ale chociaż na kilkanaście minut warto buteleczkę umieścić własnie tam. Sama uwielbiam oczarowy spray od Fitomedu do twarzy, który spokojnie można używać na makijaż. Nawet, jeśli ma temperaturę otoczenia, to od razu orzeźwia! Z pomocą w szybkim odświeżeniu się przyjdą nam również nawilżane chusteczki - ja najczęściej kupuję te najzwyklejsze, przeznaczone dla niemowląt. 


Kolejna ważna rzecz - zasłonięcie i zamknięcie okien. Obecnie rolety odsuwam tylko z samego rana, dom wietrzę porządnie tylko wczesnym rankiem i późnym wieczorem, gdy powietrze jest wilgotne od rosy. U mnie dodatkowa kwestią jest alergia - w suchy, słoneczny dzień pyłki fruwają, więc otwarcie okna = atak alergii i kilka godzin męczarni. W dzień otwieram balkon jedynie w czasie i tuż po deszczu. W czasach, gdy jeszcze używałam firanek/zasłon (bo od jakiegoś czasu odpuściłam je sobie całkiem - i w moim pokoju nie mam obecnie nawet karnisza) dobrym sposobem jest zmiana zasłon na dość grube, bawełniane i zwilżanie ich wodą, która parując ochłodzi powietrze. Zasłonięte taką zasłoną okno można wówczas uchylić niezależnie od temperatury, więc zapewniamy sobie dostęp do świeżego i nawilżonego dodatkowo powietrza. 

Na koniec - chyba najpopularniejsza para - wiatrak i pyszne lody 😍 Na Instagramie pokazywałam Wam już parokrotnie pyszności z lokalnej, sezonowej lodziarni. 100% naturalnych składników, kawałki owoców i chrupiące wafelki.


Wiatrak niestety muszę sprawić sobie nowy - mój obecny nie ma tej siateczkowej osłonki, skrzydełka są zupełnie na wierzchu, więc wolę nie ryzykować, że mój szalony kot się na nie nadzieje 😉


A Wy, jak się chłodzicie w czasie upałów? A może inaczej - czego staracie się wówczas unikać?


Buziaki :*

7/06/2017

No to jazda!

Hej :)

We współczesnym świecie - chyba już w prawie każdym domu jest przynajmniej jeden samochód. A często i dwa, trzy - każdy domownik ma swoją maszynę. Wiadomo, auto na powietrze nie jeździ, niekoniecznie poruszanie się nim wychodzi taniej, niż komunikacją (pod)miejską, no ale nie czarujmy się - jest to niebywała wygoda. Jedziesz dokładnie tam, gdzie chcesz i wtedy, kiedy chcesz. Co prawda korków magicznie nie ominiesz, ale mimo wszystko jesteśmy w stanie precyzyjniej zaplanować podróż. 


Jednym z największych kosztów, a raczej najbardziej odczuwalnym jest składka OC. Zazwyczaj jest to jednorazowy, a więc dość mocno odczuwalny wydatek - ok, zwykle jest możliwość rat, ale wychodzi to cenowo mniej korzystnie. Tak... własnie zbliża się nam ten dzień, kiedy trzeba sięgnąć po zapasy gotówki, by opłacić składkę😓, więc stwierdziłam, że skrobnę kilka zdań na ten temat.

Oczywiście nie mam zamiaru negować konieczności jej stosowania - no bo przecież w razie jakiejś kolizji ktoś musi pokryć koszty napraw czy leczenia: i chyba logiczne, że w takiej sytuacji źródłem finansowania są odszkodowania z OC sprawcy wypadku. Szkoda tylko, że firmy ubezpieczeniowe nie do końca sprawiedliwie traktują kierowców w momencie wyliczania im składek - przynajmniej w moim osobistym odczuciu. 

Tak na naszym przykładzie podam ciekawostkę - niektórzy ubezpieczyciele (informacja z marca) wymyślili sobie, że jeśli zmieniasz auto częściej, niż co 12 miesięcy, to nie należą Ci się już pełne zniżki. Nie ważne, że jeździsz bezpiecznie, że nawet najmniejszej stłuczki nie miałeś, a auto wymieniłeś tylko ze względu na własne widzi-mi-się. Zupełnie nie mam pomysłu, czym się kierują takie firmy wprowadzając takie zastrzeżenie. Do tego - nie jest to stała procedura wszystkich ubezpieczycieli, tylko niektórzy z nich wymyślili sobie taki warunek: więc jeśli od wielu lat opłacacie ubezpieczenie w tej samej firmie, a zmieniliście ostatnio auto w miarę szybko po wcześniejszym, to radzę uważnie sprawdzić nową umowę 😉 Generalnie - polecam zawsze porównać przynajmniej kilka ofert (a sporo stron www zdecydowanie ułatwia, a wręcz odwala za nas, całą tę procedurę). Może się okazać, że "nasza" firma po cichu, z miesiąca na miesiąc podnosi składki, i mimo, że rok - dwa lata temu cena była ok, to na ten moment rażąco odstaje od konkurencji. 



Gdzieś tam obiło mi się o uszy, że punkty karne mają być brane pod uwagę przy obliczaniu wysokości składki. I wiecie co? Jeśli to będzie zrobione z głową i przemyślane, to jestem za. Wiadomo, że otarcie komuś zderzaka na parkingu raczej powinno iść w niepamięć - ale sama znam parę osób, które notorycznie maja punkty na granicy maksimum, i dopiero jak grozi im ich przekroczenie, to zaczynają jeździć jak ludzie, a nie jak bezmózgi. I właśnie tacy ludzie powinni solidnie dostawać po kieszeni - za notoryczne przekroczenia drogowe, które zagrażają innym i mogą być przyczyną wypadku. Jasne, jednorazowy incydent każdemu może się zdarzyć. Bo spóźnienie na ważne spotkanie, bo naprawdę totalnie podły dzień i chwila zagapienia. Jeden mandat nie czyni z kierowcy najgorszego drania. Ale recydywiści? Niech szeroko otwierają portfeliki, a osoby jeżdżące w zgodzie z przepisami powinni dostać dodatkową zniżkę. 


W ramach kolejnej ciekawostki na koniec wpisu - z moim M. znamy się 5 lat (właśnie parę dni temu stuknęła nam taka "okrągła" rocznica od pierwszego spotkania). W tym czasie "woziłam się" z nim już.... paroma różnymi autami 😅 Takie małe zadanie dla Was - zgadnijcie, ile pojazdów mieliśmy przez te 5 lat 😉








Buziaki :*

6/28/2017

Prezentowo! Propozycje prezentów dla dzieci.

Hej!

Pomiędzy pracą a pracą udało mi się w końcu poszperać w odmętach internetu, no i – przede wszystkim – zajrzeć tutaj 😊
Jeśli śledzicie mojego fejsa (link po prawej, zapraszam!) to wiecie, że dziecka raczej nie planuję, choć cudze uwielbiam. Ukochaną „ciocią” zawsze można pobyć, dzieciak ma radochę, ja zresztą też – wspólne malowanki, układanie klocków; zawsze to jakiś pretekst by bezkarnie poprojektować budowle z lego 😉 Zbliżająca się 30 na karku sprawia, że większość znajomych zdążyła już powiększyć swoje rodzinki, więc czasem trzeba szarpnąć się na jakiś drobiazg dla dzieciaczka.


Oczywiście pierwszą rzeczą, jaka przychodzi ludziom do głowy jako prezent dla dziecka, to zabawka. Nie ważne, że dwudziesta, pięćdziesiąta, setna. Bo najprościej, najszybciej – i z głowy. A dziecko, zwłaszcza małe – bardzo szybko nudzi się zabawkami. I im ma ich więcej, tym mniej zainteresowania kieruje na konkretną. Owszem, zwykle dzieciaczki mają 1 – 2 ulubione przedmioty, maskotki, ale większa ilość zabawek to tylko chwilowe zainteresowanie, burdel na kółkach, do tego w przypadku małych mieszkań kłopot z ich przechowywaniem.
Przy kolejnej okazji na wręczenie drobiazgu stwierdziłam, że postawię raczej na coś nie do końca szablonowego. Z jednej strony – dziecko nie od razu będzie miało świadomość po co to i na co 😉, ale sądzę, że za jakiś czas, jak podrośnie, doceni drobiazg, który może być używany przez wiele lat, lub być po prostu pamiątka z dzieciństwa na całe życie. W poszukiwaniu czegoś „innego” trafiłam na stronkę Murrano. Specjalizują się oni w różnorodnych prezentach, nie tylko dla dzieci.


Sam sklep jest bardzo przyjemny w odbiorze, produkty są czytelnie posegregowane, więc łatwo znaleźć interesujący nas towar.
Ja zagłębiłam się w kategorię Prezent na roczek, choć ta nazwa jest lekko myląca, bo można tu znaleźć sporo rzeczy, które sprawdzą się na zupełnie inne okazje 😊
Prezenty o zabarwieniu religijnym jakoś do mnie nie trafiają, głównie ze względu na moje osobiste przekonania w tej kwestii. Chociaż przyznam się, że np. taki aniołek w różnych formach mi się bardzo podoba – chyba przez fakt, że nie jest przypisany do konkretnej religii, a współcześnie jest często traktowany dość luźno, powiedziałabym, że wręcz stał się częścią popkultury.
O, na przykład ten, uroczy, prawda?




Co prawda w dzisiejszych czasach większość zdjęć przechowujemy w formie cyfrowej, ale osobiście uważam, że choćby kilkanaście fotek, tych najpiękniejszych, z najważniejszych chwil – warto wydrukować. A skoro już są w papierowej formie, to przyda się miejsce do ich przechowywania 😊 Uroczy misiowy album ze zdjęcia poniżej jest doskonałym miejscem, by umieścić w nim fotografie z okresu wczesnego dzieciństwa.
Osobiście posiadam sporą kolekcję papierowych zdjęć i noszę się z zamiarem, by je posegregować wg mojego wieku i umieścić w adekwatnych do niego albumach. Sięgając wtedy po albumy od razu wiadomo co w którym się znajduje, i zachodzi wówczas fajna korelacja pomiędzy okładką a zawartością.


Nie będę Was zamęczać milionem zdjęć i propozycji 😉 Więc na koniec jeszcze jeden śliczny drobiazg – który po niewielkiej przeróbce może być noszony przez całe życie. Bransoletka z opcjonalnym grawerem jest delikatna ale zarazem słodka i kobieca. Co prawda jest regulowana tylko do max. 15 cm – ale jubiler bez problemu poradzi sobie z jej przedłużeniem, a wzór sprawdzi się doskonale zarówno u małej dziewczynki, jak i też u dorosłej kobiety.






Co sądzicie o moich propozycjach? Podobają się Wam tego typu prezenty, czy jednak przy trafiających się okazjach stawiacie na coś bardziej popularnego?





6/26/2017

Lato, lato! Lato czeka!

Hej :)




Jak doskonale wiecie uwielbiam zaglądać do sklepu SheIn. Pomijam już fakt, że z nimi współpracuje - międzyczasie też często podglądam, co ciekawego się pojawiło, i niejednokrotnie wrzucam coś do koszyka. Regularne ceny nie zawsze są niskie, ale od czego mamy promocje, prawda? 😉 Można wtedy kupić fajnego ciuszka już za 30-40 zł, czyli tyle, co w sieciówce - a mam pewność, że pół miasta nie będzie biegać w takiej samej koszulce 😂



Dziś pokażę Wam, jakie cudeńka marka przygotowała na sezon letni - przesyłka wędruje do nas zazwyczaj około 2-3 tygodni, więc z pewnością zdążycie skorzystać z zakupów jeszcze w tym sezonie!



Na pierwszy strzał idzie prosty, ale uroczy t-shirt. Osobiście uwielbiam takie nieregularne kroje, lekko wydłużony tył doskonale sprawdzi się w połączeniu z legginsami czy innymi, mocno dopasowanymi spodniami - zwłaszcza, jeśli macie jakieś zastrzeżenia do wyglądu swojej... khm... pewnej części ciała 😜 Bluzeczka dostępna jest obecnie w kilku wzorach, ale ten "akwarelowy" dmuchawiec od razu wpadł mi w oko! Kupicie go -> TUTAJ <-






Sukienka? Jak dla mnie raczej tuniczka, co nie zmienia faktu, że zarówno krój jak i kolorki doskonale wpisują się w wakacyjny klimat 💕 Nieregularnie barwione materiały już od kilkudziesięciu lat powracają jak bumerang w letnich trendach - i wcale się nie dziwię! Od razu kojarzą się ze słońcem i plażą. A do tego ten ślicznie wykończony tył! Kupicie ją -> TUTAJ <-



Z kolei pod -> TYM <- linkiem znajdziecie mnóstwo pięknych strojów kąpielowych. Wybór jest tak oszałamiający, że nie mogłam się zdecydować, który z nich Wam pokazać, zresztą każda z nas ma inną figurę i preferencje, więc po prostu zaglądnijcie!

A na koniec:



Ja wiem, że kurdupel, do tego z szerokimi biodrami - nie wygląda idealnie w  -> takim fasonie <-  Ale jest to jedyny krój sukienek, w którym czuję się swobodnie. Zresztą - nie mam zamiaru całe lato kisić się w długich spodniach, zwłaszcza siedząc w domu nauczyłam się stawiać na pierwszym miejscu swoją wygodę. Ktoś pewnie pomyśli sobie: "Schudnij, będziesz miała większy wybór". Wiecie, nie jestem zadowolona z mojej wagi. Niestety pewnych rzeczy (a w sumie to kompilacji kilku różnych czynników) nie da się przeskoczyć tak, O! Pewnie kiedyś pojawi się wpis na ten temat. 


I jak, coś z listy wpadło Wam w oko? Jaki jest Wasz must have na lato i upały?




Buziaki :*