10/17/2016

OPI - This Cost Me a Mint - czyli jak się zawiodłam na marce

Hej hej :)


Nie tak dawno temu opisywałam Wam mój pierwszy lakier do paznokci OPI - piękny kolorek, ale z trwałością u niego nie było jakoś szczególnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego cenę. Dziś będzie o kolejnym lakierze tej firmy - równie śliczny kolorek, choć całkiem odmienny.

This Cost Me a Mint to piękna, pastelowa mięta pomieszana z pistacją. Ładny i uniwersalny kolor, będzie świetnym tłem pod zdobienia, no popatrzcie same:




Duża (15 ml) buteleczka jest bardzo charakterystyczna dla marki. Konsystencja lakieru jest idealna, pędzelek dokładnie taki, jakie lubię - średnio gruby i dość długi. Krycie, jak na pastele nie jest tragiczne - pierwsza warstwa wygląda brzydko, ale druga na szczęście ładnie się poziomuje i wyrównuje niedoskonałości poprzedniej, więc wystarczają właśnie te dwie warstwy. Kolor jest piękny - mój M. przesłał mi zdjęcie z lotniskowej drogerii i od razu wiedziałam, że właśnie ten, a nie inny. 

No właśnie - cena. Jakoś miałam zakodowane w głowie, że OPI są dość drogie, nawet nie sprawdziłam ceny na Allegro tylko bez zastanowienia kazałam M. kupić go na lotnisku. Zapłacił 15$ (!!!) - jak się później okazało słono przepłacił, bo za tę cenę na Allegro mam dwie sztuki :( Choć z drugiej strony nie żałuję, bo mam pamiątkę z dalekiego Singapuru :D 

I w nawiązaniu do ceny - mimo wszystko OPI do grupy tanioszków nie należą, więc spodziewałabym się jakości lepszej niż u niedrogich Wibo czy Lovely. Przy pierwszym OPI łudziłam się jeszcze, że może moje paznokcie mają zły dzień, że może za długo je moczyłam we wodzie itd. Ale dzisiejszy kolor również mnie zawiódł pod tym względem na całej linii - na drugi dzień (a malowałam paznokcie późnym popołudniem) starte końcówki, trzeciego dnia odpryski. Wspomniane Wibo trzymają się u mnie tyle samo albo i dłużej. Owszem, mam trudną płytkę, której żaden lakier nie trzyma się wyjątkowo długo, 3 dni to taki standard, kiedy lakier u mnie wygląda jeszcze ładnie. Ale po OPI spodziewałam się czegoś więcej. 

Kolory mają piękne <3 I oba moje, i wiele innych, które ostatnio oglądałam na Allegro. Ale co z tego, jak z moimi paznokciami wyjątkowo się nie lubią. Za tę cenę mogę mieć kilka sztuk tanich lakierów, które wytrzymują u mnie równie długo, albo i dłużej. 


Na koniec jeszcze fotki, jak wyglądał This Cost Me a Mint u mnie na pazurkach - miałam je wtedy wyjątkowo długie, ostatnio musiałam znów ściąć na zero i czekam aż odrosną choć trochę, by pokazać Wam pewne śliczne naklejki ;) 










Buziaki :*

10/12/2016

Hu, hu, ha - zbliża się zima zła :(

Hejka :)

Dziś przychodzę do Was z postem, który czekał na opublikowanie ponad tydzień - jakoś nie mogłam się zebrać do jego napisania. Chcę Wam pokazać parę rzeczy, które wpadły mi w oko w sklepie SheIn - mimo paru rozczarowań (wynikających głównie z mojego roztrzepania i niedoczytania szczegółów) bardzo lubię ten sklep i chętnie zaglądam do niego gdy tylko pojawiają się nowości. 

Jako, że zima za pasem to zaprezentuję dziś kilka sweterków, które chętnie bym przygarnęła - wypłata w tym miesiącu skromna, więc ograniczę się do jednego, który pokażę Wam za jakiś czas.



sweterek beżowy
Uwielbiam takie trochę dłuższe fasony i długaśne rękawy, którymi mogę otulić moje wiecznie zmarznięte dłonie ;) Uniwersalny kolor sprawdzi się w wielu zestawieniach a przepleciony pasek nadaje sweterkowi uroku.





Niby nie przepadam zielonym kolorem, ale ten fason bardzo przypadł mi do gustu. Będzie doskonały na przejściowe dni, kiedy jest niby ciepło - niby zimno. Słodkie są te falbanki <3



sweter bordo
Mój ukochany ostatnio kolor - może kojarzycie, że w ostatnich miesiącach pokazywałam Wam sporo rzeczy w podobnych odcieniach. Zdetronizował nawet mój ulubiony dotychczas fiolet! Do tego te rękawy - są świetne!



sweterek z ozdobnymi plecami
G-e-n-i-a-l-n-y! Kocham połączenie mięsistej dzianiny z delikatną koronką - świetnie ze sobą kontrastują, nadając ubraniom niepowtarzalnego charakteru. Do tego fakt, że zdobienie jest na plecach - bardzo lubię takie smaczki, ujawniające się dopiero po ściągnięciu kurtki czy płaszcza.



Przepadam za niby-sportowymi fasonami - wbrew pozorom nadają się na wiele różnych okazji. Udany mariaż klasycznego swetra ze sportową bluzą bardzo mi się spodobał. Troczki podkreślające talię to coś, co bardzo lubię. Kieszeń też się przyda - jak się kręcę po domu, to lubię mieć telefon pod ręką ;)

I jak się Wam podobają moje propozycje? :)
Buziaki :*

10/09/2016

SERUM LUKRECJA GŁADKA NAWILŻAJĄCO-WYGŁADZAJĄCE DO CERY MIESZANEJ

Hejka :)


Od dłuższego czasu mam okazję sprawdzać, jak na mojej skórze sprawdza się kolejne serum w mojej kolekcji. Niedawno opisywałam Wam serum, które stosuję na noc, dziś serum "dzienne". 

Bardzo polubiłam (a zwłaszcza moja skóra) taką formę kosmetyków, jednak dla mojej kapryśnej cery sam krem to za mało ;) 




Jak możecie zobaczyć poniżej - serum ma bardzo fajny, krótki skład:



Skład: kompleks ziołowy (lukrecja gładka, len zwyczajny, aralia), woda różana, kwas hialuronowy, pantenol, witamina B3 (niacynamid), magnezium PCA, sorbitol, glukoza, lecytyna, olejek cytrynowy.



Co obiecuje producent?


Działanie. Badania dermatologiczno-aplikacyjne wykazały, iż już po 2-tygodniowej aplikacji skóra pozostawała nawilżona przez dłuższy czas, była widocznie wygładzona, a naskórek zdrowo napięty. Większość probantów potwierdziła działanie nawilżające już po pierwszej aplikacji. Badania aparaturowe (obraz mikroskopowy odcinka skóry przed i po zastosowaniu) potwierdziły redukcje suchych miejsc, wzrost nawilżenia i wygładzenia skóry. Serum doskonale się nadaje pod makijaż, który wygląda świeżo wyjątkowo promiennie.


Tak jak wspomniałam na początku wpisu - tego serum używam na dzień, pod Mój krem 11, który Wam nie tak dawno temu opisywałam. Oba kosmetyki doskonale ze sobą współgrają i potwierdzę słowa producenta - takie zestawienie bardzo fajnie sprawdza się pod makijaż, nic się nie waży ani nie roluje. 

Co do samego Serum - opakowanie jest proste i zgrabne, bardzo poręczne. Jest niewielkie, zawiera tylko 15 ml produktu, jednak jest on bardzo wydajne dzięki pompce, która odmierza malutkie, ale wystarczające na pokrycie twarzy, dawki serum. Ma ono półprzezroczystą, białą barwę i rzadką konsystencję. Przyjemny, delikatny zapach umila jego aplikację. Wchłania się bardzo szybko, więc tuż po jego aplikacji można nakładać na twarz ulubiony krem.

Po paru tygodniach stosowania serum moja cera jest miła i miękka w dotyku, gładka, rozszerzone pory uległy znacznemu zmniejszeniu. Na dodatek przestałam się borykać z przesuszonymi skórkami wokół skrzydełek nosa i na krawędziach policzków. Moja skóra bardzo je lubi, więc trafia na moją prywatną listę kosmetyków MustHave :) 

Serum kupicie na stronie Fitoteki, a dokładnie TUTAJ w cenie 26 zł za buteleczkę.

Buziaki :*

10/07/2016

Novaclear - Acne Cream

Hej hej :)



Jakiś czas temu pokazywałam Wam zawartość paczki od www.Diagnosis.pl - jeśli jej nie pamiętacie, to poniżej fotograficzna ściąga ;) 



Już prawie wszystkie produkty doczekały się na blogu recenzji, dziś przyszła pora na ostatni z nich.





Będzie dziś mowa o kremie do twarzy marki Novaclear - Acne Cream - kupicie go TUTAJ w cenie 30 zł za tubkę.

Krem do twarzy, zalecany do codziennej pielęgnacji skóry tłustej, ze skłonnością do zmian trądzikowych. Zawarty w Acne Cream kwas salicylowy (2%), złuszczając delikatnie obumarły naskórek, zapobiega blokowaniu porów i powstawaniu nowych wyprysków, pozostawiając skórę czystą i wygładzoną. Obecny w preparacie Inflacin® skutecznie łagodzi zaczerwienienia oraz stany zapalne na skórze. Squalane zapewnia właściwe nawilżenie skóry.



Krem dostępny jest, jak widzicie, w poręcznej tubce o pojemności 40 ml. Jest dość rzadki, więc naciskając na tubkę trzeba uważać, żeby nie przesadzić z ilością kremu. Ale po paru dniach się przyzwyczaiłam, że trzeba go dozować raczej ostrożnie ;) Acne Cream ma białawy kolor i specyficzny, lekko chemiczny zapach - nie pachnie jakoś pięknie, ale źle też nie jest. 

Stosuję go na noc już od jakiegoś czasu - dzięki lejącej konsystencji jest bardzo wydajny i wystarczy odrobina, by pokryć nim całą twarz. Wchłania się dość szybko, a zapach błyskawicznie się ulatnia. 

Jak wspominałam w poprzednich postach (myślę nad wpisem podsumowującym) - zmieniłam ostatnio większość kosmetyków pielęgnacyjnych, bo już nie dawałam sobie rady z moją cerą. Teraz jest dużo lepiej, i jakąś część zasług na pewno mogę przypisać temu kremowi. Na twarzy pojawia mi się mniej niespodzianek, a te, które zdążą się ujawnić znikają znacznie szybciej niż do tej pory. Skóra jest ukojona i nawilżona, znacznie gładsza niż dotychczas. 

Krem działa, jest tani i wydajny - czego chcieć więcej? :)