6/11/2016

Testuję z Diagnosis.pl - Krem na noc z 10% kwasem glikolowym

Hej hej :)

Wiosna już mija, słońce wysoko i mocno świeci, więc najwyższy czas zakończyć i podsumować moją tegoroczną przygodę z kwasami. O Emulsji GlySkin Care pisałam jakiś czas temu -> TUTAJ

W dzisiejszym wpisie chcę Wam opowiedzieć o kremie z tej samej serii - krem na noc z 10% kwasem glikolowym GySkin Care. Ja krem otrzymałam do testów dzięki uprzejmości firmy Diagnosis.pl, ale Wy możecie kupić go TUTAJ w cenie 50zł za opakowanie.







Cream 10. Krem pilingujący 10. Delikatnie złuszczający krem do twarzy na noc z estryfikowanym kwasem glikolowym w stężeniu 10%. Przeznaczony do cery suchej lub dojrzałej. Spłyca zmarszczki, nawilża oraz rozjaśnia przebarwienia skóry.


Krem zamknięty jest w poręcznej tubce o pojemności 30ml. Srebrna, lustrzana zakrętka nadaje mu eleganckiego wyglądu - na dodatek jest płaska, więc możemy krem postawić na sztorc, co jest przydatną sprawą, gdy chcemy zaoszczędzić miejsce w szafce czy na półce. Tuba wykonana jest z miękkiego plastiku, dzięki czemu bez problemu wyciśniemy zawartość. Otwór dozujący jest odpowiednio wyprofilowany, dawkuje idealną ilość produktu.


Krem ma delikatny, pudrowy aromat i białą barwę. Konsystencja jest zbita i treściwa, jest wydajny. Dobrze się rozprowadza, wchłania się bardzo powoli tworząc na powierzchni skóry tłustawą warstewkę. 


Według producenta krem jest przeznaczony do stosowania na noc, ale po uprzednim stosowaniu Emulsji miałam skórę już uwrażliwioną, więc nakładałam go popołudniami, początkowo na kilkanaście minut, stopniowo wydłużając ten czas do kilku godzin. Po kilku użyciach podrażniło mi troszkę okolice skrzydełek nosa, więc kolejne aplikacje wykonywałam już omijając ten rejon twarzy. Przy pierwszych użyciach tuż po nałożeniu czułam chwilowe pieczenie, lecz mijało ono bardzo szybko, później się już nie powtarzało.

Efekty? Jestem zachwycona. Czego nie usunęła emulsja, i co zdążyło się na powierzchni skóry nagromadzić w okresie pomiędzy stosowaniem jednego produktu a użyciem drugiego - krem pięknie usunął. Po kilku dniach regularnego stosowania stara, zszarzała skóra zaczęła się łuszczyć odsłaniając delikatną i mięciutką warstewkę nowych komórek. Przez parę dni chodziłam (a raczej chowałam się w domu) z nieestetycznymi płatami łuszczącej się skóry, ale delikatny peeling szybko się z tym rozprawił, i cieszę się teraz nową twarzą :) Przebarwienia potrądzikowe sporo zbladły, nie rzucają się już tak w oczy. Skóra jest przyjemna w dotyku, gładka i nawilżona.

Jako, że krem ma 6 miesięczny termin zużycia po otwarciu - chowam go do lodówki, by jesienią powtórzyć kurację :) 





Buziaki :*

2 komentarze:

  1. Fajnie że Ci podpasował :) . Mi raczej nie byłby potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie był koniecznością ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że ze mną jesteście :*