4/13/2016

Współpraca "współpracy" nie równa, czyli o tym, jak firmy robią sobie reklamę naszym kosztem

Hej hej :)


Niniejszym postem dołączam do grona dziewczyn, które tak jak i ja uznały, że to przegięcie. Pisałam już na fanpage, ale nie wszystkie tam zaglądacie, więc postanowiłam, że i tutaj skrobnę parę słów.

Na początek parę faktów - pisząc posta, robiąc zdjęcia poświęcam swój czas. To nie jest tak, że pstryk, pstryk, klik, klik i napisane. Do tego dochodzi czas poświęcony na testowanie danego produktu, oczekiwanie na odpowiednie światło do zdjęć, odpowiednia ich oprawa. Podobnie na fanpage - trzeba wymyślić posta, zrobić lub znaleźć odpowiednie zdjęcie, odpisywać na komentarze. To dla nas przyjemność, ale również praca i poświęcony czas. To nie jest tak, że nagle mamy tysiąc fanów bez robienia niczego lub z wymian (choć i takie "artystki" się zdarzają niestety). 
Sporo osób traktuje nas jako wiarygodne źródło wiedzy czy miejsce, gdzie po prostu mogą coś ciekawego przeczytać, podyskutować z innymi użytkownikami.

W związku z zainteresowaniem czytelników i interakcjami z nimi stanowimy doskonałe źródło na dotarcie do potencjalnego klienta - w wyniku czego w grę zaczynają wchodzić prawa rynku i samo miejsce na blogu czy fanpage zaczyna kosztować - w zależności od zasięgów stawki za baner wynoszą od 30 zł w górę.

Jakiś czas temu pewien sklep ogłosił akcję "prezentową" dla blogerek. Wymagania - wrzucić na bloga baner sklepu, wrzucić informację na fanpage z podlinkowaniem sklepu. Dla dziewczyn biorących udział w tym "konkursie" miała być paczka próbek różnego rodzaju. Kosmetyki w ofercie mają ciekawe - myślę spróbuję, może akurat coś mi przypadnie do gustu i kupię. Coś mnie tknęło już w zeszłym tygodniu, gdy otrzymałam maila, że się załapałam do "paczki". Informacja brzmiała, że "koperta bąbelkowa" została wysłana. "Paczka" przyszła w poniedziałek. Celowo użyłam cudzysłowa, bo malutką kopertę trudno nazwać paczką. Otwieram kopertę i co widzę - całe 8 sztuk próbek - 4x szampon, 1x odżywka do włosów i trzy żele pod prysznic. Przy moim zapotrzebowaniu taka ilość wystarczy mi maksymalnie na jeden raz. Przypuszczam, że wartość znaczka przewyższyła koszt próbek. 

Firma osiągnęła cel - za marne grosze jej baner wisiał na wielu blogach i fanpage'ach przez ponad miesiąc albo i dłużej. Owszem, nie wymagali recenzji, właśnie napisali u mnie na fp, że to po prostu "prezent" - tylko, że za ten prezent płaciłyśmy miejscem reklamowym na naszych blogach i fanpage. 

Ktoś powie, że jesteśmy chciwe, zachłanne i liczymy na darmochę. Nie, nie na darmochę - liczyłyśmy po prostu na uczciwą rekompensatę za użyczenie powierzchni reklamowej.

Zastanawia mnie podejście takiej firmy - czy wykupując AdWords lub ogłoszenie w lokalnej gazecie też w zamian ofiarują kilka próbek?



Inny przykład, tym razem nie mój, a koleżanki. Pewna firma wkleiła zdjęcie znanego produktu BB - zdjęcie jak zdjęcie - nie da się po nim rozpoznać gramatury opakowania, wszystko zależy od ujęcia, perspektywy, kompozycji fotki. Ogłosili, że wybrane osoby otrzymają produkt DO RECENZJI. Jakież było zdziwienie, gdy produktem okazała się próbka wystarczająca na raptem kilka użyć. Powiedzcie mi, jak w takiej sytuacji można napisać rzetelną recenzję? No nie można. Kolejna firma, która liczy na reklamę ofiarując niepełnowymiarowe produkty.  

Nie tylko ja jestem oburzona, tu macie linki do wpisów innych dziewczyn:

http://blond-love.blogspot.com/2016/04/nie-zadzieraj-z-blogerka-czyli-o-dwoch.html

http://zakochanawkolorkach.blogspot.com/2016/04/dzisiaj-z-grubej-rury-czyli-jak-nie.html




Buziaki :*

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*