4/16/2016

"Tatuaż" na usta, czyli trwała pomadka nie pozostawiająca śladów.

Hej hej :)


Od jakiegoś czasu popularne są różnego rodzaju "tatuaże". "Tatuaż" na usta, "tatuaż" do brwi. Dziś będzie parę słów o tym pierwszym.

Na jakiej zasadzie to właściwie działa?




Na usta nakładamy lekko galaretowatą substancję, która jest BARDZO napigmentowana. Na tyle mocno, że podczas 15-sto minutowej aplikacji oddaje sporo pigmentu skórze i pozostaje na niej w nienaruszonym stanie przez kilka godzin. Barwnik "wżera się" w skórę nadając jej kolor, jest na tyle stabilny, że nie pozostawia śladów na szklankach czy policzkach innych osób ;) W ciągu dnia stopniowo blednie, ale bez efektu wycierania, jaki zwykle serwują nam klasyczne szminki. 

Po upłynięciu określonego czasu (jak wyżej wspomniałam jest to zwykle koło 15 minut) "tatuaż" zasycha i odrywamy go delikatnie od ust w jednym kawałku. 

Poniżej widzicie zdjęcia przed, w trakcie aplikacji i po niej:







Zacznę od samej aplikacji - "tatuaż" jest dość gęsty, więc ciężko go równo rozprowadzić. Gdy to się już uda - przez co najmniej 15 minut musimy chodzić z lepką mazią na ustach, nie da rady zamknąć całkiem ust, nie da rady rozmawiać. Jest to dość denerwujące. 
Gdy "tatuaż" już zaschnie - ciężko go zdjąć w jednym kawałku, trzeba się sporo namęczyć, by z całych ust poodrywać małe kawałeczki. Gdy się nam już to uda - kolor, mimo poprawnej aplikacji nie jest idealnie równomierny, jest pełno plamek i prześwitów, mimo, że warstwa, którą nałożyliśmy była wszędzie tej samej grubości. Może i nie widać tego z daleka, ale po prawie pół godzinie męczenia się z aplikacją, noszeniem tego i zrywaniem liczyłam na lepszy efekt. 


O ile "tatuaż na usta" sprawdzić się może, gdy wychodzimy na cały dzień i nie mamy głowy myśleć o poprawkach, to jego długotrwała i męcząca aplikacja sprawia, że się po prostu odniechciewa. Efektu WoW też nie ma, więc się raczej nie zaprzyjaźnimy.







Buziaki :*

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*