4/28/2016

Testuję z Diagnosis.pl - krem do rąk i paznokci Regital

Hej hej :)


Przyznaję się bez bicia - rzadko kremuję ręce, muszę stale nosić przy sobie krem, by o nim pamiętać. W związku z moją sklerozą szukałam czegoś w niewielkiej, poręcznej tubce. Dzięki współpracy z Diagnosis.pl stałam się posiadaczką kremu, który widzicie na poniższym zdjęciu - krem do rąk i paznokci marki Regital. 


Nawilżająco – odżywczy krem do rąk i paznokci przeznaczony do skóry delikatnej, przesuszonej, wymagającej intensywnej pielęgnacji.
KorzyściZawarty w kremie olejek rycynowy intensywnie nawilża, witamina E odżywia
keratyna odbudowuje skórę dłoni i paznokcie. Krem stosowany regularnie zmniejsza skłonność paznokci do rozdwajania. Starannie dobrany skład chroni dłonie i paznokcie przed wpływem czynników atmosferycznych, czy detergentów.






























Krem zamknięty jest w uroczym opakowaniu o pojemności 40 ml. Jak nie przepadam za kolorem różowym, tak jego szata graficzna bardzo przypadła mi do gustu, a pojemność jest idealna, by mieć go zawsze przy sobie. Opakowanie to miękka tubka, które nie sprawia problemów przy dozowaniu produktu. Krem jest zbity i treściwy, wystarczy odrobinka by pokryć całe dłonie. 

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę po otwarciu kremu to jego zapach - cudowny, kwiatowy, lekki zapach, który towarzyszy nam przez dłuższą chwilę po aplikacji. Krem, mimo, że zbity, to doskonale się rozprowadza, w związku z czym jest bardzo wydajny. Do tego szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej czy lepkiej warstwy - zaraz po aplikacji możemy wrócić do codziennych czynności, bez obawy, że ubrudzimy coś kremem. 

Po aplikacji skóra jest przyjemnie odżywiona, gładka i miła w dotyku. Łapię się na tym, że co chwilę wącham ręce, bo tak wspaniale pachnie ;) Przy regularnym stosowaniu paznokcie stały się zauważalnie twardsze, już nie wyginają mi się na wszystkie strony, jak to było dotychczas. Z pewnością chętnie do niego wrócę :) 




Buziaki :*

4/27/2016

Banggood - prezentacja przesyłki

Hej hej :)


W ciągu ostatniego tygodnia dotarły do mnie 3 paczuszki z Banggood - nie wiem, czemu wysłali każdą rzecz w osobnej przesyłce, rejestrowanej na dodatek, zamiast wszystko w jednej, no ale najważniejsze, że całe zamówienie w końcu do mnie dotarło :) 





Pędzelki - jestem zaskoczona ich jakością, nie spodziewałam się, że będą takie fajne :) Mięciutkie, dobrze nabierają cienie, nie miały charakterystycznego zapaszku, po praniu nic się z nimi nie działo. http://goo.gl/IY8Vi8



Na paznokciach będę dopiero dziś testować, ale na kartce wzory odbijają się bez zarzutu. Zresztą na płytki hehe nigdy nie narzekałam, i te się nie wyłamują. http://goo.gl/kMA47I



Tunika oversize ma fajny, przewiewny materiał. Z tyłu zapinana na mały guziczek, przy którym jest niewielka łezka. Równo uszyta, żadnych odstających nitek. Niestety nie ma jej już w sprzedaży, więc Wam bezpośredniego linku nie podam :(  ale macie tu link do całej kategorii, może Wam coś wpadnie w oko http://goo.gl/Kyjoaa

Jak Wam się podoba moje zamówienie? :) 



Buziaki :*

4/26/2016

Testuję z Drogeria.pl - zimne bandaże anty-cellulitowe

Hej hej :)




Wreszcie przyszła pora na kolejną recenzję produktu, który dostałam do testowania od Drogeria.pl. Niestety testy opóźniły się z powodu jakiegoś uczulenia, które mnie ostatnio dopadło, ale nareszcie się go pozbyłam, więc mogłam przetestować Zimne Bandaże, zabieg antycellulitowy firmy Marion - kupicie je TUTAJ w cenie 7 zł za opakowanie. 


Opakowanie to dość duża saszetka, w której znajdują się dwa bandaże nasączone płynem o chemiczno - mentolowym zapachu. Używałam ich na brzuch, jeden bandaż wystarczył na jeden zabieg, dodatkowo pokryłam go folią spożywczą, by nie ubrudzić ubrania i móc swobodnie się poruszać. 




Bandaże są mocno nasączone, preparat natychmiastowo chłodzi skórę - przyznam się Wam, że nosząc go przez parę godzin było mi po prostu zimno ;) Zapach jest wyczuwalnie sztuczny, lecz dość przyjemny, przeważa w nim mentol, ale czuć też inne dodatki. 

Bandaże stosowałam przez dwa dni pod rząd. Po ich użyciu skóra jest widocznie naprężona, miękka i gładka, zapach preparatu utrzymuje się dobre parę godzin, aż do kąpieli.  Nie wystąpiło żadne podrażnienie. Przypuszczam, że seria takich zabiegów mogłaby zdziałać cuda, chociaż jakbym miała wybierać, to wzięłabym bandaże rozgrzewające, bo uczucie chłodu na skórze utrzymywało się jeszcze dość długo po ich ściągnięciu, a ze mnie jest straszny zmarzluch ;) 


Dziękuję Drogeria.pl za możliwość testowania :) 














Buziaki :*

4/21/2016

Maseczka do cery trądzikowej

Hej hej :)


Jakiś czas temu otrzymałam od Diagnosis.pl kilka kosmetyków do testowania, poniższa maseczka NovaClear Acne Mask jest jednym z nich. Użyłam już jej parokrotnie, więc najwyższa pora napisać o niej parę słów. 


Maska do cery tłustej i trądzikowej, zalecana do codziennej pielęgnacji skóry tłustej, ze skłonnością do zmian trądzikowych. Zawarty w Acne Mask Silicon Complex absorbuje nadmiar łoju, oczyszcza pory z obumarłych komórek i toksyn nadając skórze zdrowy i świeży wygląd. Inflacin® skutecznie łagodzi zaczerwienienia oraz zmiany zapalne na skórze. Kwas mlekowy odblokowuje pory i działa antybakteryjnie.


Maseczka zamknięta jest w wygodnej tubce o pojemności 50 g, zamykanej na mocny klik. Ma dość zbitą konsystencję, przejrzysto - biały kolor, bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny zapach. Jest dość wydajna, aplikuje się ją wygodnie. Po nałożeniu maseczki na twarz należy trzymać ją około 10 minut, w tym czasie maseczka wysycha przybierając biały kolor. Zmywanie jest bezproblemowe. 





Po zmyciu maseczki skóra jest mocno zmatowiona, przez jakiś czas dużo wolniej się błyszczy. Pory są zmniejszone i oczyszczone, skóra jest gładka w dotyku, nie występuje po niej uczucie ściągnięcia. Działanie maseczki widać gołym okiem, natychmiastowo poprawia się wygląd skóry, nie występują zaczerwienienia czy podrażnienia, więc maseczka jest doskonała zarówno na użycie jej przed jakimś ważnym wyjściem jak i do codziennego użytku.




Dziękuje firmie Diagnosis.pl za możliwość testowania :) 








Buziaki :*

4/18/2016

Naklejki wodne na paznokcie - Nails Sticker

Hej hej :)


Piszę tego posta po raz drugi - pierwszy, po zaplanowaniu opublikowania gdzieś zniknął, więc nie pozostaje mi nic innego, jak naklikać mniej więcej to samo jeszcze raz ;) 

Jak mam nadzieję wiecie - lubię grzebać przy paznokciach. Nie jestem w tym jakąś specjalistką, nie zawsze wychodzi idealnie czy chociażby tak, jakbym tego chciała, ale lubię to robić, a skoro już jest zrobione, to czemu nie pstryknąć paru fotek i Wam nie pokazać? :) 

Dziś wpis za sprawą współpracy, którą udało mi się nawiązać z firmą Naklejki wodne na paznokcie - Nails Sticker. W ramach współpracy mogłam sobie wybrać 10 wzorów z tych, które dostępne są TUTAJ - no zobaczcie same, jaki ogromy wybór. Sama spędziłam dobre dwie godziny na wybieraniu wzorów, bo co rusz podobał mi się inny, ale koniec końców - udało mi się zawęzić wybór do wymaganych 10 sztuk. 

Kontakt z firmą był szybki i sprawny, paczuszka dotarła do mnie po paru dniach. Oto, jak wyglądała jej zawartość:





Jak widzicie wybrałam dość różnorodne wzory, a bohaterem dzisiejszej notki będzie arkusik, który znajduje się mniej więcej po środku powyższego wachlarza, niby geometryczny, niby łuska, jakoś tak pierwszy mi wpadł w oko, więc na nim stanęło. Niestety zapomniałam zrobić zbliżenia na cały arkusik, przypomniałam sobie, jak już jedna ręka była zrobiona, więc wybaczcie braki, ale doskonale widać wzór i rozmiary arkusza:



Do tej pory używałam chińskich naklejek, jakie są dostępne na BPS czy aliexpres, z tymi pracuje się troszkę inaczej, ale o tym już za momencik. 

Zacznijmy od wielkości naklejek - są dużo większe niż ich chińskie siostry, nawet na mój wielki paznokieć u kciuka znalazł się rozmiar. Na dodatek mamy na arkuszu aż 12 naklejek, więc zakładając, że zdobimy wszystkie paznokcie (co mi się rzadko zdarza) to zostają nam dwie naklejki w zapasie, w razie jakiegoś wypadku przy pracy. 


Naklejki są bardzo cieniutkie, więc należy się z nimi obchodzić ostrożnie. Szybko odmakają i dobrze przylegają do płytki paznokcia. Wystarczy pomalować je topem, a nadmiar naklejki sam odchodzi bez zbędnego gmerania przy nich ;) Trzeba uważać przy pokrywaniu ich topem - niechcący docisnęłam pędzelek do naklejki i zrobiły się delikatne smugi. Wystarczy jednak nie żałować topu i malować trzymając pędzelek wręcz w powietrzu, a wszystko będzie ok.





 









Buziaki :*

4/17/2016

Twin mani z Klarą

Hej hej :)


Kolejna niedziela i kolejne twin mani :) Tym razem z Klarą - KLIK

Miałyśmy stemplować, jednak moje zbiory płytkowe okazały się zbyt skromne i nie znalazłyśmy wspólnych płytek, więc Klara znalazła w sieci manicure, które postarałyśmy się odtworzyć.

Nasza inspiracja wygląda tak:





Ja do swojego mani użyłam jedynego różowego lakieru jaki posiadam - staruszek już swoje odstał, więc malowało mi się nim dość ciężko, strasznie smużył i potrzebowałam aż 3 warstw, żeby jako tako pokryć płytkę paznokcia. Zrezygnowałam z negative space po ostatniej przygodzie z żółtym lakierem, który mimo bazy delikatnie odbarwił mi płytkę. Zamiast tego wszystkie paznokcie pomalowałam na różowo, na akcentowanych paznokciach namalowałam paski białą farbką akrylową. Kwiatki wykorzystałam z paczki naklejek wodnych, które jakiś czas temu zamówiłam na aliexpress :) 

Moje zdobienie wygląda tak:







No i na koniec manicure Klary - wybrała troszkę ciemniejszy odcień różu, no i przynajmniej na paznokcie, nie to co ja :P 











Buziaki :*

4/16/2016

"Tatuaż" na usta, czyli trwała pomadka nie pozostawiająca śladów.

Hej hej :)


Od jakiegoś czasu popularne są różnego rodzaju "tatuaże". "Tatuaż" na usta, "tatuaż" do brwi. Dziś będzie parę słów o tym pierwszym.

Na jakiej zasadzie to właściwie działa?




Na usta nakładamy lekko galaretowatą substancję, która jest BARDZO napigmentowana. Na tyle mocno, że podczas 15-sto minutowej aplikacji oddaje sporo pigmentu skórze i pozostaje na niej w nienaruszonym stanie przez kilka godzin. Barwnik "wżera się" w skórę nadając jej kolor, jest na tyle stabilny, że nie pozostawia śladów na szklankach czy policzkach innych osób ;) W ciągu dnia stopniowo blednie, ale bez efektu wycierania, jaki zwykle serwują nam klasyczne szminki. 

Po upłynięciu określonego czasu (jak wyżej wspomniałam jest to zwykle koło 15 minut) "tatuaż" zasycha i odrywamy go delikatnie od ust w jednym kawałku. 

Poniżej widzicie zdjęcia przed, w trakcie aplikacji i po niej:







Zacznę od samej aplikacji - "tatuaż" jest dość gęsty, więc ciężko go równo rozprowadzić. Gdy to się już uda - przez co najmniej 15 minut musimy chodzić z lepką mazią na ustach, nie da rady zamknąć całkiem ust, nie da rady rozmawiać. Jest to dość denerwujące. 
Gdy "tatuaż" już zaschnie - ciężko go zdjąć w jednym kawałku, trzeba się sporo namęczyć, by z całych ust poodrywać małe kawałeczki. Gdy się nam już to uda - kolor, mimo poprawnej aplikacji nie jest idealnie równomierny, jest pełno plamek i prześwitów, mimo, że warstwa, którą nałożyliśmy była wszędzie tej samej grubości. Może i nie widać tego z daleka, ale po prawie pół godzinie męczenia się z aplikacją, noszeniem tego i zrywaniem liczyłam na lepszy efekt. 


O ile "tatuaż na usta" sprawdzić się może, gdy wychodzimy na cały dzień i nie mamy głowy myśleć o poprawkach, to jego długotrwała i męcząca aplikacja sprawia, że się po prostu odniechciewa. Efektu WoW też nie ma, więc się raczej nie zaprzyjaźnimy.







Buziaki :*

4/15/2016

Żel do mycia twarzy Iwostin

Hej hej :)


Jakiś czas temu zakupiłam w internetowej aptece i-apteka.pl między innymi żel do mycia twarzy marki Iwostin. Poużywałam go już trochę, więc pora naskrobać parę słów o nim.








Co mówi o nim opis na stronie apteki?

  • IWOSTIN Purritin żel do mycia twarzy skutecznie myje i oczyszcza skórę, jednocześnie zwalczając bakterie wywołujące trądzik. Ogranicza wydzielanie sebum, łagodzi podrażnienia i działa przeciwzapalnie.
Skład:Zincidone®, Cobiostab 400 (Diisethionate Hexamidine), Alantoina, wyciąg z aloesu, Physiogenyl®
Działanie:Kosmetyk charakteryzuje się nową ulepszoną formułą. Dokładnie oczyszcza skórę i usuwa zanieczyszczenia. W jego skład wchodzi Zincidone®, czyli innowacyjny kompleks cynku i molekuły PCA (sól cynkowa kwasu PCA), ułatwiającej jego wnikanie w skórę. Przyczynia się do unormowania pracy gruczołów łojowych i ograniczenia produkcji sebum oraz przeciwdziała tworzeniu się niedoskonałości skórnych. Cobiostab 400 (Diisethionate Hexamidine) blokuje namnażanie się drobnoustrojów Gram+ oraz Gram-, również Propionibacterium acnes (uznawanych za przyczyne trądziku) Wykazuje właściwości grzybostatyczne. Alantoina wyraźnie zmiękcza i wygładza skórę. Działa łagodząco na podrażnienia. Wyciąg z aloesu blokuje rozwój bakterii. Pobudza system immunologiczny oraz łagodzi odczyny zapalne. Sprzyja utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej. Physiogenyl® wykazuje właściwości pobudzające. Stymuluje wzrost i odnowę komórek. Zmniejsza zmiany skórne o charakterze trądzikowym. Przyczynia się do nawilżenia skóry.
Przeciwwskazania:- nadwrażliwość na substancje składowe produktu
Wskazania:Zaleca się wykorzystywanie żelu w ramach oczyszczania i pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej.
Sposób użycia:Stosować miejscowo. Niewielką ilość żelu rozprowadzić na wilgotnej skórze, rozmasować i dokładnie spłukać. Czynność powtarzać x 2/24h (rano i wieczorem).


Co ja mogę o nim powiedzieć?

Żel zamknięty jest w wygodnej, dość miękkiej tubce o pojemności 100ml zamykanej na porządny klik - mamy pewność, że nie otworzy się sam i się nie wyleje. Żel ma lekko wodnistą konsystencję, ale nie spływa z twarzy. Ma delikatny, przyjemny zapach. Bardzo dobrze się pieni co sprawia, że jest wydajny. 
Skóra po nim jest miękka, dobrze oczyszczona. Nie występuje, tak jak po niektórych żelach uczucie ściągnięcia, twarz jest przyjemnie oczyszczona ale nie podrażniona. Odkąd go używam mam na twarzy dużo mniej "niespodzianek" niż zwykle, skóra nie świeci się już tak szybko, jak do tej pory - widać więc, że doskonale pełni swoją funkcję. 


Wreszcie znalazłam fajny żel, który spełnia obietnice producenta, więc z pewnością kupię kolejne opakowania.

Co do samej i-apteka.pl - przesyłka była bardzo szybka, oprócz zamówionych rzeczy otrzymałam próbki dobrane do mnie na podstawie zamówienia, więc duży plus :) Ceny są przystępne, więc pewnie jeszcze nie raz zrobię tam zakupy. 



Buziaki :*

4/13/2016

Współpraca "współpracy" nie równa, czyli o tym, jak firmy robią sobie reklamę naszym kosztem

Hej hej :)


Niniejszym postem dołączam do grona dziewczyn, które tak jak i ja uznały, że to przegięcie. Pisałam już na fanpage, ale nie wszystkie tam zaglądacie, więc postanowiłam, że i tutaj skrobnę parę słów.

Na początek parę faktów - pisząc posta, robiąc zdjęcia poświęcam swój czas. To nie jest tak, że pstryk, pstryk, klik, klik i napisane. Do tego dochodzi czas poświęcony na testowanie danego produktu, oczekiwanie na odpowiednie światło do zdjęć, odpowiednia ich oprawa. Podobnie na fanpage - trzeba wymyślić posta, zrobić lub znaleźć odpowiednie zdjęcie, odpisywać na komentarze. To dla nas przyjemność, ale również praca i poświęcony czas. To nie jest tak, że nagle mamy tysiąc fanów bez robienia niczego lub z wymian (choć i takie "artystki" się zdarzają niestety). 
Sporo osób traktuje nas jako wiarygodne źródło wiedzy czy miejsce, gdzie po prostu mogą coś ciekawego przeczytać, podyskutować z innymi użytkownikami.

W związku z zainteresowaniem czytelników i interakcjami z nimi stanowimy doskonałe źródło na dotarcie do potencjalnego klienta - w wyniku czego w grę zaczynają wchodzić prawa rynku i samo miejsce na blogu czy fanpage zaczyna kosztować - w zależności od zasięgów stawki za baner wynoszą od 30 zł w górę.

Jakiś czas temu pewien sklep ogłosił akcję "prezentową" dla blogerek. Wymagania - wrzucić na bloga baner sklepu, wrzucić informację na fanpage z podlinkowaniem sklepu. Dla dziewczyn biorących udział w tym "konkursie" miała być paczka próbek różnego rodzaju. Kosmetyki w ofercie mają ciekawe - myślę spróbuję, może akurat coś mi przypadnie do gustu i kupię. Coś mnie tknęło już w zeszłym tygodniu, gdy otrzymałam maila, że się załapałam do "paczki". Informacja brzmiała, że "koperta bąbelkowa" została wysłana. "Paczka" przyszła w poniedziałek. Celowo użyłam cudzysłowa, bo malutką kopertę trudno nazwać paczką. Otwieram kopertę i co widzę - całe 8 sztuk próbek - 4x szampon, 1x odżywka do włosów i trzy żele pod prysznic. Przy moim zapotrzebowaniu taka ilość wystarczy mi maksymalnie na jeden raz. Przypuszczam, że wartość znaczka przewyższyła koszt próbek. 

Firma osiągnęła cel - za marne grosze jej baner wisiał na wielu blogach i fanpage'ach przez ponad miesiąc albo i dłużej. Owszem, nie wymagali recenzji, właśnie napisali u mnie na fp, że to po prostu "prezent" - tylko, że za ten prezent płaciłyśmy miejscem reklamowym na naszych blogach i fanpage. 

Ktoś powie, że jesteśmy chciwe, zachłanne i liczymy na darmochę. Nie, nie na darmochę - liczyłyśmy po prostu na uczciwą rekompensatę za użyczenie powierzchni reklamowej.

Zastanawia mnie podejście takiej firmy - czy wykupując AdWords lub ogłoszenie w lokalnej gazecie też w zamian ofiarują kilka próbek?



Inny przykład, tym razem nie mój, a koleżanki. Pewna firma wkleiła zdjęcie znanego produktu BB - zdjęcie jak zdjęcie - nie da się po nim rozpoznać gramatury opakowania, wszystko zależy od ujęcia, perspektywy, kompozycji fotki. Ogłosili, że wybrane osoby otrzymają produkt DO RECENZJI. Jakież było zdziwienie, gdy produktem okazała się próbka wystarczająca na raptem kilka użyć. Powiedzcie mi, jak w takiej sytuacji można napisać rzetelną recenzję? No nie można. Kolejna firma, która liczy na reklamę ofiarując niepełnowymiarowe produkty.  

Nie tylko ja jestem oburzona, tu macie linki do wpisów innych dziewczyn:

http://blond-love.blogspot.com/2016/04/nie-zadzieraj-z-blogerka-czyli-o-dwoch.html

http://zakochanawkolorkach.blogspot.com/2016/04/dzisiaj-z-grubej-rury-czyli-jak-nie.html




Buziaki :*

Kwasem go - czyli testuję z Diagnosis.pl

Hej hej :)


Wiosna to ostatni dzwonek na kwasy. Korzystając z okazji, że odezwał się do mnie producent kosmetyków, firma Diagnosis.pl wybrałam sobie do testów emulsję do twarzy właśnie z kwasami. Jako, że przez całą zimę stosowałam słabsze kwasy, wybrałam emulsję o stężeniu 10% - pamiętajcie, że taka dawka na sam początek przygody z kwasami jest za silna, i należy zacząć od mniejszego, 3-5% stężenia. 







Emulsja GlySkin Care zapakowana była w kartonik, który skrywał buteleczkę o pojemności 100 ml. Butelka zaopatrzona jest w wygodną i higieniczną pompkę, która ułatwia dozowanie produktu. Sama emulsja jest kremowa, półpłynna, ma biały kolor i delikatny, lekko kwaskowaty zapach. 

Pierwsze użycie to tylko dwie godziny, po tym czasie należy zmyć emulsję z twarzy. Jeśli nie wystąpi podrażnienie lub reakcja alergiczna - możemy nałożyć emulsję na całą noc. Jeśli zależy nam na delikatnym działaniu wystarczy użyć jej co kilka dni - ja się nastawiłam na intensywne złuszczanie, więc stosowałam ją codziennie. Po drugim użyciu skóra zaczęła się złuszczać, po kolejnych chodziłam jak wąż zrzucający skórę ;)

Było warto poświęcić te parę dni bez makijażu i bez wychodzenia z domu - blizny potrądzikowe się sporo rozjaśniły, stały się gładsze i mniej widoczne. Oczyściły się pory twarzy i również nie rzucają się tak bardzo w oczy jak poprzednio. Skórę mam mięciutką i gładką w dotyku. Wreszcie, po wielu poszukiwaniach trafiłam na kwas idealnie dobrany do mojej cery.


Nie bójcie się kwasów - stosowane z głową, w odpowiednim stężeniu działają cuda, czego przykładem jest ta właśnie emulsja :) 

Firma Diagnosis.pl jest producentem tych kosmetyków, możecie je spotkać w drogeriach i aptekach - zarówno stacjonarnych jak i internetowych.






Buziaki :*

4/10/2016

Twin mani z Adą

Hej hej :)


Jak zwykle wszystko pod górkę. Mani miało wyglądać całkiem inaczej, ale ostatnio sama siebie pobijam w gapiostwie. Zapomniałam odkleić folii od naklejek wodnych i poszły się paść :/ Więc postawiłam na farbki, nie do końca jest to to, o czym myślałam, ale niech już będzie :P 

Jako inspirację miałyśmy to zdjęcie:






Moje mani prezentuje się tak:








Ada wymyśliła podobnie - też kropeczki, tylko większe i na ciemnym tle:




Po więcej zdjęć i szczegóły zdobienia zaglądajcie TUTAJ :) 



Jak Wam sę podobają nasze kropkowe mani?





Buziaki :*

4/09/2016

Fioletlove

Hej hej :)


Jeśli czytacie mojego bloga już jakiś czas to wiecie, że uwielbiam kolor fioletowy w każdej postaci. Wczoraj, po baaardzo długim czasie udało mi się w końcu zrobić parę fotek makijażu :) Wiem, opuściłam się, ale jeśli się już malowałam to zapominałam pstryknąć zdjęcie. Teraz postanowiłam to nadrobić i udało mi się zmalować smoky w moich ulubionych kolorkach specjalnie na potrzeby bloga :) 



Wykonanie makijażu jest bardzo proste - załamanie powieki zaznaczam chłodnym odcieniem brązu i dokładnie rozcieram, żeby stworzyć delikatne przejście koloru. Zewnętrzny i wewnętrzny kącik zaznaczam czarnym matowym cieniem i również porządnie blenduję. Na koniec środek powieki zaznaczam sporą ilością fioletu. 




Dolną powiekę robię analogicznie, pomijając jedynie czarny cień w wewnętrznym kąciku. Na koniec kreska, tusz do rzęs - i gotowe :) 







Buziaki :*

4/06/2016

Wiosennie czyli pastelowy żółty od Paese

Hej hej :)


Przychodzę dziś do Was z recenzją :) Lakier do paznokci Paese, o którym dziś będzie mowa nosi numerek 381 - jest to przygaszona, przełamana lekko oliwką pastelowa żółć - kolor idealny na wiosnę. 




Widzieliście go ostatnio w tym zdobieniu - niestety zapomniałam zrobić zdjęć solo, ale jaki taki pogląd macie - zresztą na paznokciach wygląda identycznie jak w buteleczce.




Buteleczka o pojemności 9 ml ma kształt prostopadłościanu - do kwadratowej nakrętki trzeba się przyzwyczaić, ale generalnie nie jest źle. Pędzelek jest równo ścięty, dość długi i wąski - maluje się nim wygodnie, z łatwością dociera do linii skórek.
Lakierem maluje się dobrze, nie smuży jak wiele jasnych lakierów, dwie warstwy są wystarczające by pokryć płytkę paznokcia bez prześwitów. Niestety z trwałością już jest trochę gorzej - wytrzymał na moich wymagających paznokciach dwa dni bez uszczerbku, na trzeci dzień pojawiły się już odpryski.

Kolorek ładny, dobrze się maluję, więc za tę cenę można wypróbować, choć szału nie robi ;) 


Buziaki :*

4/04/2016

BP - 73 Review - Płytka do stempli z różami

Hej hej :)

W końcu mamy upragnioną wiosnę. A jak wiosna to na paznokciach zaczynają królować kwiaty. Uwielbiam ❤
Płytkę, którą chcę Wam dzisiaj pokazać kupiłam jakoś jesienią na promocji. Przeleżała grzecznie całą zimę i teraz wreszcie weszła do użytku.






Jak widzicie płytka zawiera cztery całopaznokciowe wzory i cztery drobniejsze. Poza małym kwiatuszkiem, który znalazł się na niej jakby przypadkiem - wzory to różne wariacje na temat róży. Boczne wzory są odrobinę mniejsze, mają wymiary 1,5 cm x 2 cm, środkowe mają wymiary 1,5 x 2,2. Niby niewielka różnica, ale na paznokciach robi swoje. 






Testowe mani widzieliście wczoraj, w twin mani z Dominiką - po więcej zdjęć - >KLIK 




Płytka jakością nie odbiega od pozostałych z pod szyldu Born Pretty Store - wzory są doskonale wyżłobione, odbijają się bez problemu. No choćbym chciała to nie mam się do czego przyczepić ;) 



Płytkę możecie kupić TUTAJ - obecnie kosztuje prawie 3$ ale często można ją dorwać w promocji. 


Na koniec przypominam o moim kodzie - dzięki niemu uzyskacie 10% zniżki na nieprzecenione produkty :) 









Buziaki :*

4/03/2016

Twin mani z Dominiką

Hej hej :)


Uwielbiam malować paznokcie, ale czasem brak weny. Postanowiłam więc zafundować sobie mentalnego kopa w d... wiecie co, i na facebookowej grupie lakieromaniaczek zaprosiłam dziewczyny do twin mani.



Co to właściwie jest twin mani? Wybieramy wspólnie jakąś płytkę i konkretny wzór z niej, i tworzymy z nim mani. Bardzo fajnie ukazuje to na jak wiele sposobów można eksploatować jeden wzór. 
Można też wybrać jakieś zdjęcie z sieci - albo gotowego mani, albo jakąś ciekawą grafikę czy fotkę i inspirując się nią tworzymy manicure.

Twin mani z Dominiką z bloga Mirrorowisko należy do kategorii pierwszej - sprawdziłyśmy jakie mamy "wspólne" płytki, wybrałyśmy wzór i do dzieła. 


Pomysł przyszedł mi do głowy od razu - gorzej z wykonaniem. Malowałam paznokcie gadając z koleżanką przez telefon, sprawdzając facebooka, pisząc w messengerze. Jak tylko paznokcie wyschły poszłam się kąpać - świetny sposób na doczyszczenie skórek. Tylko, że w tym zamieszaniu nie pociągłam topem akcentowanych paznokci :D Tak, blondynka ze mnie, wiem. Farbki pięknie się odmoczyły i na drugi dzień musiałam od nowa stemplować i wypełniać wzór.


Przechodząc do mojego zdobienia - najpierw pomalowałam paznokcie dwiema warstwami lakieru Paese w ciekawym, żółtawym odcieniu. Na tym namalowałam farbką akrylową biały wzorek - kratkę, z którą miałam problem by ją uchwycić na fotkach. Na dwa akcentowane paznokcie wystemplowałam wybrany przez nas wzór. Potem zaczęła się zabawa w kolorowanie, i przy okazji test nowego, bardzo precyzyjnego pędzelka. Jak widzicie udało mi się nie zamalować wystemplowanych konturów, więc pędzelek zdał egzamin na 5+

Dobra, pora na zdjęcia mojego mani: 







A teraz pora na mani w wykonaniu Dominiki - jej post znajdziecie TUTAJ. Koniecznie zajrzycie!






I jak Wam się podobają takie wspólne malowanki? :) 











Buziaki :*

4/02/2016

Pachnąco: Vanilia Bourbon

Hej hej :)


Już od paru dni zbieram się, by napisać Wam o kolejnym wosku, który przywędrował do mnie z www.goodies.pl


Wosk o nazwie Vanilla Bourbon kupicie TUTAJ w cenie 8 złotych za krążek

Wosk z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu tajemniczej, słodkiej mieszanki z odrobiną mocnego bourbona i grubą warstwą kremu posypanego wanilią.

Zacznę od tego, że wosk jest bardzo intensywny, 1/3 tarteletki spokojnie wystarcza na jednorazowe palenie. Zapach szybko wypełnia całe pomieszczenie i unosi się w nim długo po zgaśnięciu tealighta. Porcję wosku bez problemu można zapalić drugi raz, aromat jest wówczas delikatniejszy ale nadal wyraźnie wyczuwalny.

Vanilla Bourbon przypadnie do gustu wszystkim fankom mocnych, słodkich aromatów. Nuty bourbona idealnie komponują się z kuszącą wanilią tworząc ciekawy duet :) 

Uwielbiam tego typu kompozycje ❤ i z pewnością jeszcze nie raz go kupię :) 




Buziaki :*