9/19/2015

Syrenka?

Hej hej :)

Miałam szczery zamiar wykonać wczoraj dla Was manicure w kolorze niebieskim - w ramach nadrabiania wyzwania tęcza. Z pudełeczka, w którym mieszkają sobie moje lakiery wyciągnęłam buteleczkę lakieru marki Misslyn. Pięknie mieniący się kolor, zasługuje na nazwę, jaką mu nadano: Mermaid. 

Zresztą zobaczcie same, jak cudownie wygląda, na dodatek zdjęcia nie oddają rzeczywistego wyglądu w 100%, na żywo ma poświatę w zielonkawym kolorze, która cudownie błyszczy.





Zadowolona z wyboru siadłam przy biurku i zaczęłam malować: pierwsza warstwa, druga warstwa, trzecia, czwarta.... Tak, aż 4 warstwy, a na upartego przydałaby się i piąta. Koszmar. Schło to wieczność, a na koniec sama strzeliłam sobie w stopę - pokryłam całość topem wydłużającym trwałość (nie wysuszaczem) i to był mój błąd. Top rozmiękczył wszystkie warstwy do spodu, powstała na paznokciach ciastolina, która po pół godzinie nie wykazywała oznak przeschnięcia. 
Po prawie godzinie myślałam, że już jest ok i siadłam do komputera. Okazało się, że nie jest ok, całość dalej była plastyczna, nabawiłam się odgnieceń, rys i Bóg wie czego. Zmyłam w cholerkę.

Kolorek mi się bardzo podoba, wypróbuję go jeszcze w roli topu, by uzyskać efekt syrenki, już nawet mam w głowie lakier, który posłuży mi za bazę. Jednak samodzielnie - nigdy więcej.



Buziaki :*

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że ze mną jesteście :*