11/23/2017

Włosy: Spray STYLING EFFECT od Joanny – hit czy KIT?

Cześć!
Jeśli śledzicie mnie na Insta, to być może zauważyliście, że złapałam fazę na kręcenie loków. Co prawda moje włosy są dość oporne na stylizację, ale dużo pomogło mi ostatnie cięcie wykonane specjalnie pod tym kątem. Jednak by utrzymać moje gęste i ciężkie włosy w ryzach potrzebuję również wsparcia w postaci produktów do stylizacji. I dzisiaj parę słów o takim jednym gagatku. Czy się polubiliśmy?

Zazwyczaj włosy kręcone na noc, przeważnie w ślimaczki a'la Reni Jusis 😂, rzadziej na papiloty – już po paru godzinach zaczynały się prostować. Tradycyjna pianka, nawet nakładana bardzo  oszczędnie dodatkowo je obciążała, z żelem czy lakierem nie za bardzo mi po drodze. Kiedy ostatnia promocja w Rossmannie zagnała mnie w jego progi: w moje oczy wpadła zgrabna buteleczka z różowawym płynem w środku. Typowo wodnista konsystencja dawała nadzieję na lekka formułę. Jak się u mnie sprawdza Spray Styling Effect Joanna?


Według producenta mgiełka powinna pomóc nam uzyskać ładny kształt loków i je utrwalić. No to co, pierwsze podejście. Standardowo: wieczorem, po umyciu włosów zostawiłam je lekko wilgotne i wzięłam do rąk buteleczkę (w sumie dość poręczną) ze sprayem. Pierwsze psiknięcie i otulił mnie przyjemny, słodko-kwaskowaty zapach. ALE!!! Spray? Mgiełka? Nie! Dozownik tego produktu to jakieś nieporozumienie. Zamiast faktycznie tworzyć mgiełkę: skupia płyn i dozuje go wręcz punktowo, co powoduje zlepianie i obciążanie włosów. Mimo ponownego rozczesania włosów w celu rozprowadzenia produktu: zaowocowało to następnego ranka fryzurą a'la wku***ony Chopin. Część włosów faktycznie utworzyła przyjemne loczki, część tylko lekko się pofalowała, a reszta tworzyła smętnie zwisające strąki. Nie pozostało mi nic innego, jak umyć włosy i spłukać z nich preparat.

Nie jest to pojedynczy przypadek wadliwego działania rozpylacza. Zaczęłam grzebać w sieci i na wizażowym forum dziewczyny skarżyły się na to samo.

Wracając do samej zawartości tego felernego opakowania: ja radziłam sobie albo psikając 1 dozę na wilgotne dłonie, rozcierając go i delikatnie przeczesując włosy palcami. Albo wołałam kogoś do pomocy, żeby pryskał z większej odległości, niż sama mogę to robić. Tu jednak sporo produktu tracimy, bo osiada nie tylko na włosach, ale i dookoła. Teraz przelałam płyn do innej butelki. Bo nałożony poprawnie działa naprawdę fajnie! Jak do tej pory moje włosy prostowały się już popołudniem, a wieczorem po skręcie zostawały ledwie widoczne resztki. Teraz chodzę w lokach bite 2 dni – chociaż oczywiście wiadomo, że po nocy są one już mniej wyraziste niż pierwszego dnia. Chociaż taka mniej "wygłaskana" fryzurka również mi bardzo odpowiada.

No i cóż, mam mieszane uczucia wobec mgiełki. Bo mgiełka, sama w sobie działa naprawdę świetnie. A skoro na moich włosach, nieskorych do współpracy, się sprawdza, to przypuszczam, ze sprawdzi się u większości z Was. I za działanie dałabym 10/10, bo to naprawdę mój hit.

Jednak kwestia dozownika znacząco psuje wizerunek produktu. Bo skoro jest dozownik, który ma tworzyć mgiełkę, to dlaczego nie spełnia swojej roli? Czemu, jako użytkowniczka sprayu, mam kombinować – "jak by go tu zaaplikować?". Jakieś dozowanie dłońmi, angażowanie osób trzecich. Przelewanie do innych opakowań. No porażka jakaś, Joanna się tu nie popisała! Za opakowanie dałabym 1/10, inaczej się nie da, bo większego kitu jeszcze nie spotkałam.

Więc średnia ocena to:


Ani nie polecę, ani nie odradzę. Świetne działanie produktu okupione będzie trudnością w jego używaniu. Jeśli dla pięknych loków jesteście skłonne pocierpieć: wypróbujcie, na skuteczności produktu nie powinnyście się zawieść.












11/19/2017

Pielęgnacja: Demakijaż - czy pamiętasz o 1 ważnej rzeczy?

Cześć!

Kontynuując serię na temat trądziku, dzisiaj chcę napisać o jednej, ważnej rzeczy. Ważnej nie tylko dla osób zmagających się z niedoskonałościami na co dzień – jest to równie istotna rzecz dla każdej kobiety, która się maluje, zwłaszcza gdy robi to codziennie. Demakijaż. Czy Ty też popełniasz ten jeden, tak istotny, błąd?

poprawny demakijaż

Demakijaż to podstawa!

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, na przykład po powrocie z imprezy, iść spać bez demakijażu? Ja przyznaję: tak. Jednak kiedy zainteresowałam się kosmetyką to bardzo szybko przestałam tak robić. Później kilka semestrów na kosmetyce (tak, zdarzyło mi się uczyć na Technika Usług Kosmetycznych, jednak ze względów osobistych musiałam przerwać prawie pod sam koniec) z bardzo wredną 😉😋, ale mądrą i doświadczona panią od dermatologii i przedmiotów pokrewnych sprawiło, że stałam się jeszcze bardziej świadoma odnośnie dbania o skórę i pielęgnacji. Oczywiście nie jestem specjalistką, ale jednak wiem troszkę więcej niż przeciętna Kowalska malująca się na szybko do pracy.
Makijaż sam w sobie nie jest zły, wbrew temu, co nadal niektórzy twierdzą. Nie sprawi, że w wieku 25 lat będziemy straszyć zmarszczkami. To źle dobrane kosmetyki i błędy popełniane podczas makijażu i demakijażu mogą zrobić nam krzywdę. Ciężkie kosmetyki, silikony nie pozwalają naszej skórze oddychać, "kisi się" ona pod często zbyt grubą warstwą makijażu. O doborze kosmetyków innym razem, dziś skupię się na demakijażu.


Rutyna demakijażu

Postanowiłam poruszyć temat po jednej z dyskusji na Facebook'owej grupie kosmetologicznej, gdzie zdecydowana większość dziewczyn pracuje w zawodzie od lat. Padło pytanie: czy Wasze klientki tez tak robią? Ogrom potwierdzających komentarzy mnie przeraził. A wszystko dzięki złej sławie (a czasem złemu zrozumieniu przez klientkę zaleceń) jednej substancji.
Robiąc demakijaż: sięgasz pewnie po mleczko, płyn micelarny lub coś w tym stylu. Wacik czysty, więc myślisz, że skóra też, więc bierzesz tonik, krem itd. Prawda? A nie zapominasz o czymś?

Woda zdrowia doda!

Tak. Ta wstrętna woda, która tak wysusza skórę 😉 Owszem, parując z powierzchni skóry "kradnie" nam z niej tak potrzebne nawilżenie, zmienia odczyn PH: ale po to właśnie jest tonik i krem używane później, by do tego nie dopuścić. Ale NIC nie oczyści naszej skóry tak dokładnie jak woda. Najpierw użyta wraz ze środkiem myjącym, później używana bardzo obficie do spłukania twarzy z resztek detergentu. Tu nawiążę jeszcze do poprzedniego wpisu (-> KLIK <-) i dodam, że najlepiej opłukiwać twarz po prostu nabierając wodę w dłonie, używając prysznica: wszelkie myjki, gąbki nawet przy odrobinie nieuwagi staja się siedliskiem bakterii!
Dlaczego jest to tak ważne?  Mleczka, żele czy nawet płyny micelarne zawierają rożne składniki. Bezbarwne, a więc niewidoczne na waciku, który daje nam złudzenie czystej skóry. Niektóre z nich owszem, mogą dobrze wpływać na naszą skórę, ale też w odpowiedniej ilości, a nie nakładane na twarz codziennie, warstwa po warstwie. Inne półprodukty kosmetyków konieczne są do poprawnego ich działania, ale dla naszej skóry już niekoniecznie. Kiedy zostawiamy je na twarzy mogą działać komedogennie, nasilać trądzik, z którym tak uparcie walczymy.


Myślicie, że piszę o oczywistej oczywistości? No jak się okazuje: nie! Dziewczyny mające (lub pracujące w) gabinety przytoczyły we wspomnianej dyskusji naprawdę niewyobrażalną masę podobnych przypadków u klientek. Pominę milczeniem powszechne używanie toniku jako środka do demakijażu. Ale zdecydowanym "hitem" są kobiety, które przedłużają sobie rzęsy.  Owszem, przez pierwsze 48h po zabiegu nie należy moczyć rzęs, aby klej dobrze związał. Ale ilość przypadków, kiedy dziewczyna wraca na ściągnięcie/uzupełnienie rzęs mając w nich wszystko: od resztek cieni po inne obrzydlistwa (czasem żyjące...)  jest przerażająca, a zdjęcia pokazujące fragmenty takich cudów – cóż, nie polecam oglądać po jedzeniu. "No bo przecież mówiła Pani, żeby ich nie moczyć" 😱 Jakoś 48h a kilka tygodni nie zrobiło im różnicy...

Tak więc – mimo nie zawsze pozytywnej opinii, jaką nie do końca słusznie dostała w ostatnim czasie woda – nie zapominajcie o niej!









11/13/2017

Pielęgnacja: TRĄDZIK? 3 proste kroki do poprawy stanu cery!

Cześć!
Chyba każdy z nas, na jakimś etapie życia, zmagał się z niedoskonałościami cery. Niektórzy krócej, niektórzy dłużej. Ja walczę uparcie ponad pół życia. Niejednokrotnie trafiałam na produkty, które początkowo działały świetnie, po jakimś czasie: jakby już mniej. Dodatkowo, jak chyba większość kobiet – co parę tygodni mam do czynienia z nasileniem trądziku na tle hormonalnym.

trądzik

Z systematycznością niestety u mnie różnie (a nawet źle 😂), ale odkąd pilnuję 3 prostych kroków to stan mojej cery uległ widocznej poprawie: i nawet ten raz w miesiącu nasilenie jest mniejsze niż dawniej.

HIGIENA

Używasz do twarzy ręcznika? I to pewnie więcej, niż 1 raz, prawda? No bo kto po jednym dotknięciu twarzy rzuca ręcznik do pralki? BŁĄD. Ręcznik po użyciu jest wilgotny i nawet, jeśli zdaje Ci się, że idealnie umyłaś twarz, to jakieś bakterie na nim osiadają. Na dodatek najczęściej wisi w wilgotnej łazience, stanowiącej doskonałe środowisko do namnażania drobnoustrojów. A nawet te "Twoje", normalnie bytujące na skórze każdego z nas mogą w nadmiarze zaszkodzić. No i łazienka to często pomieszczenie połączone z WC, tak? Nawet przy zamkniętej klapie (o otwartej już nie mówiąc!), kiedy spuszczasz wodę – jej drobinki wydostają się na zewnątrz i panosza się po całej łazience. Na ręczniku też!
Co zmienić? Używaj jednorazowego ręcznika papierowego 😊, przechowywanego w jak najlepszej izolacji od powyżej opisanych warunków. U mnie jest to szczelna szafka, umieszczona tuż nad grzejnikiem, gdzie wilgoć jest najmniejsza, w kącie łazienki, który jest najdalej od urządzeń sanitarnych.

trądzik młodzieńczy


PEELING

Nieważne, jak bardzo nasilony jest Twój trądzik (i czy w ogóle go masz). Peeling to jedna z najważniejszych podstaw pielęgnacji. Nasza skóra cały czas "pracuje" – pojawiają się nowe komórki, wierzchnie obumierają i się złuszczają. A złuszczając się: zatykają pory, tworząc idealne warunki do powstawania zaskórników (tzw. trądzik zaskórnikowy) i pryszczy. Do tego nieoczyszczona z obumarłych komórek powierzchnia znacznie gorzej wchłania składniki z kremów czy maści.
Przy zmianach ropnych zalecany jest peeling enzymatyczny, jeśli ich nie masz: możesz pozwolić sobie na ten mechaniczny, drobinkowy. Ja jestem strasznie "gruboskórna", i ogólnie nie lubię się z peelingami enzymatycznymi, bo mam wrażenie, że wcale u mnie nie działają. Dlatego stawiam na oczyszczanie mechaniczne. Jeśli pojawia się u mnie ropna zmiana: po peelingu stosuję starą, nie do końca zalecaną już metodę – przecieram twarz spirytusem salicylowym. ALE! Po kilku minutach tonizuję skórę, po czym mocno ja nawilżam, żeby uniknąć negatywnych skutków stosowania spirytusu. Pamiętaj jednak, że to, że sprawdza się to u mnie, nie znaczy, że sprawdzi się u Ciebie. Dlatego w przypadku zmian ropnych: raczej peeling enzymatyczny, bo nie rozprowadza bakterii po całej twarzy.

nawilżanie skóry

NAWILŻANIE

Rano, pod makijaż: krem matujący. Wieczorem – maseczka oczyszczająca (zazwyczaj również matująca). Efekt: słabo nawodniona skóra, która broni się, wydzielając jeszcze więcej łoju. I tak kółko się zamyka. Jeżeli koniecznie musisz matowić skórę: szukaj kremów równocześnie nawilżających, postaw na naturalne, mineralne lub roślinne pudry, jak chociażby 100% ryżowy. Dopóki mój młynek nie umarł, robiłam taki puder sama: ryż intensywnie płukałam i suszyłam, po czym mieliłam i przesiewałam przez drobne sitko. Efekt? Mat 2x trwalszy (ale nie mega mocny i płaski) niż po jakichkolwiek drogeryjnych mieszankach, pewność, że skład w 100% naturalny. Wbrew pozorom: po zmieleniu ryż nie bieli, jest transparentny. Wracając do nawilżania, moimi ulubieńcami są 2 produkty: czysty kwas hialuronowy oraz taniutka maseczka z Rival de Loop (Rossmann). Nie używam jej jednak zazwyczaj jako maseczki: ponieważ nie trzeba jej zmywać, to często używam jej zamiast kremu na noc. rano twarz jest odczuwalnie nawilżona, miękka i przyjemna. Moje cudo!


Odkąd regularnie pilnuję tych 3 rzeczy: mój trądzik naprawdę daje się okiełznać. Nie jest idealnie, bo walczę z hormonami, do tego z różnych powodów nie mogę pozwolić sobie na silne antybiotyki czy sterydy. Ale różnica jest zauważalna gołym okiem, i koleżanki się mnie pytają, czy wreszcie trafiłam na jakiś fajny kosmetyk lub maść 😃





11/10/2017

Lifestyle: Grosik do grosika, czyli jak w prosty sposób oszczędzić i dorobić!

Cześć!
Internet, jak ja go kocham! Spędzam w nim sporo czasu, większość zakupów robię on-line, skrzynka mailowa zawsze działa w tle. Czemu by z tego nie skorzystać i nie dorzucić do domowego budżetu paru grosików? Choćby na kolejne zakupy ;) 


Na początek moje nowe odkrycie - serwis Cahback'owy TIPLI. Co to właściwie jest Cahback i jak działa? Serwis tego typu podpisuję umowę ze sklepem i otrzymuje rabat na zakupy. Dzieli się tym rabatem z użytkownikami, oferując (w wypadku TIPLI) 1 – 25% zwrotu kosztów zakupu. Jako, że 11.11 na Aliexpress to szał zakupów: warto się zarejestrować od razu! 10 zł zwrotu na początek, 10% zwrotu za zakupy na Alie, więc przy załadowanym koszyku może wyjść z tego ładna sumka. Od sierpnia już raz wypłaciłam uzbierany cashback. W programie jest sporo popularnych sklepów: drogerie, zooplus, sklepy z dodatkami do domu itd. Polecam zainstalować dodatek do przeglądarki (kolejna kasa za jego dodanie): na każdej stronie objętej programem wyświetli Wam się okienko do przejścia poprzez TIPLI. I o tym trzeba pamiętać – nie wchodzimy bezpośrednio do sklepu, tylko poprzez stronę lub wtyczkę Tipli: w końcu jakoś muszą odnotować skąd było wejście, prawda?
W zeszłym roku testowałam podobny program, ale minimum do wypłaty dużo większe, i mimo dodatkowych ankiet do wypełniania: jeszcze nie udało mi się nic wypłacić!



Teraz przechodzimy do działu ANKIETY online. Przerobiłam wiele programów, polecam te, gdzie szybko i łatwo można zebrać punkty, i nie ma problemu z "wstrzeleniem się" do grupy docelowej. Taka uwaga: nie podawajcie danych wziętych z kosmosu – w kolejnych ankietach (a czasem w tej samej) może pojawić się podobne pytanie i rozbieżności są wychwytywane, co może skutkować usunięciem z panelu. TIP: Warto założyć osobną skrzynkę e-mail tylko na takie rzeczy. Wtedy wszystko czytelnie, sprawdzacie sobie raz na dzień czy dwa (większość ankiet ma parę dni ważności, ale czasem warto się spieszyć, bo są np. limity liczby uczestników). Uczestnicy są też "przesiewani pod kątem grupy docelowej, ale zazwyczaj są to 2-3 pytania i minutka czasu, a jeśli się nie zakwalifikujecie, to tez otrzymacie niewielką ilość punktów za samą chęć udziału. Ilość punktów zależy zazwyczaj od serwisu i stawki za daną ankietę.
Większość ankiet można wypełnić na smartfonie (choćby jadąc autobusem czy czekając w kolejce do lekarza), tylko do niektórych konieczny jest komputer.

CASHBACK 2 -> KLIK

Działa na tej samej zasadzie, co powyższa strona. Wysokość % zwrotu się różni, część sklepów jest rożna. Przed zakupami w sieci: sprawdź obie strony i sprawdź, gdzie jest korzystniej :)
ANKIETY 1  – wersja standard oraz Klub Widza. 
Aby otrzymać zaproszenie: napiszcie do mnie na priv (mail lub fb podając maila do rejestracji).
Standard: pytania z różnych dziedzin, 25–60 pkt za ankietę – wypłata 250 pkt = 25 zł na PayPala lub w formie bonu do Empiku. Tu nie musisz pilnować limitu punktów, raz w miesiącu obsługa sprawdza, kto przekroczył próg i otrzymujesz maila z pytaniem o wybór sposobu rozliczenia. Na początku ankiety przychodziły z różną częstotliwością, ostatnio jest ich więcej. Za niezakwalifikowanie się do ankiety od 2 do bodajże 7 punktów.
Jak widzicie: 2 miesiące i już kolejna wypłata się kroi 😀



Klub Widza: tu ankiety odnośnie preferencji serialowo-filmowych, czasem odcinek serialu do ocenienia. Rzadsze ankiety niż w standard, ale jeśli jesteś kinomaniakiem, to będziesz przy okazji na bieżąco z nowościami. 15–90 pkt za ankietę, brak kwalifikacji: 5–7 pkt. Po link: jak wyżej, kontakt ze mną na priv.
ANKIETY 2 -> KLIK
Próg wypłat wydaje się wysoki, ale za to masa możliwości ich wyboru: łącznie z datkiem na cele charytatywne. I wbrew pozorom zbiera się szybko 200 do 1 000 pkt za 1 ankietę, brak kwalifikacji = 50 pkt. Różnorodna tematyka, ankiety ciekawe i wciągające 😀 Ostatnio wypłaciłam po raz kolejny, jak widzicie jestem tam grubo ponad rok!

ANKIETY 3 -> KLIK
250 do 1 000 pkt za ankietę, na start 600 pkt za wypełnienie profilu. Te 20 000 zbiera się dość szybko, no i wypłata w euro 😉

ANKIETY 4
Zaproszenie przez maila (kontakt na priv). Na początek masa punktów do zdobycia: za wypełnienie swojego profilu. Ankiety dość regularnie, różne opcje wypłaty do wyboru.



Powiem Wam, ze dla mnie takie ankiety czy korzystanie z cashback'u), to nie tylko okazja do zarobienia paru dodatkowych groszy (a w skali roku robi się z tego fajna sumka), ale także fajna odskocznia, okazja do poznania nowych produktów i koncepcji wcześniej, niż inni. Wbrew pozorom nie jest to czasochłonne: czasem 10 minut dziennie, czasem 5 minut co kilka dni, a jak wiecie: grosik do grosika i się zbiera 😋


To jak, ktoś chętny dołączyc do zabawy?











11/04/2017

W szafie: Przegląd propozycji od Zaful

Hej!

W dalszym ciągu rozglądam się po sklepach za jakimiś fajnymi rzeczami na zimę (a i jak coś wiosennego wpadnie mi w oko, to czemu nie, poczeka w szafie, prawda? ;) ) Dziś kilka rzeczy ze sklepu, o którym prawie, że zapomniałam, ale rzucił mi się w oczy na jednym z blogów.


Sklep Zaful pewnie zna niejedna z Was. Mają bardzo fajne ciuszki, nie rzadko w okazyjnych cenach. Dodatkowo początek listopada to czas przecen w Azjatyckich sklepach (słynny 11.11, który zbiera żniwo głównie na Alie, ale nie tylko, bo jak widać: inne sklepy z tamtego regionu idą w ślady portalu i tez szykują masę promocji). Zaful i tym razem nie jest gorszy – również przygotował promocję, która kusi nas fajnymi ciuszkami w niezłych cenach. Wiem, że nadal sporo osób sądzi, że chińszczyzna = szmata, ale uwierzcie mi: na naprawdę masę ubrań, które stamtąd zamówiłam trafiłam na może 2% gorszej jakości rzeczy. Prawda jest taka, że poza mniejszymi, typowo polskimi firmami: większość odzieży w naszym kraju również jest produkowana tam, przez tych samych ludzi, często w tych samych fabrykach i z tych samych materiałów. Różni je jedynie metka i cena. W Polsce często wielokrotnie wyższa.


No to przyjrzyjmy się, co ciekawego znalazłam tym razem 😉

Na pewno zamówię te bluzkę. Znacie już moja słabość do koronek i łączenia różnych faktur, prawda? Do tego ten kolorek! Niby nie przepadałam raczej za niebieskim, zwłaszcza na paznokciach, ale jeśli chodzi o ubrania byłam bardziej tolerancyjna: a ostatnio to już w ogóle mi się coś poprzestawiało, bo coraz częściej zachwycam się błękitami. Śliczna jest TA bluzeczka, prawda?

Ten sweterek jest tak dziwny i brzydki, że aż cudowny 😂 Zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia, taka typowa stylówa "na lumpa", no nie? Uwielbiam fasony z dłuższym tyłem, kolorek też niczego sobie. A te przetarcia i dziury, no genialne są 💖

O kolejnej pozycji mogę pomarzyć: rozmiar dla bezcyckowych nastolatek, bo ja wcale jakiegoś szału nie mam, a i tak się nie zmieszczę 😉 Ale sweterek jest tak uroczy, że muszę go Wam pokazać! Kolorowy, jasny: na przekór jesieni i zimie, no po prostu bajka!



I jak, który ciuszek podoba Wam się najbardziej? :) 








11/02/2017

Uroda (zdrowie): Dlaczego NIE odradzam kosmetyków, które mnie uczuliły?

Cześć!

Alergia. Prędzej czy później jakiś jej epizod przytrafi się większości z nas. Jest to (często silna) reakcja organizmu na obcą substancję: mogąca się objawiać na różne sposoby. Od delikatnego zaczerwienienia skóry, poprzez czerwone "placki", łuszczenie się skóry, opuchliznę – aż po duszności i wstrząs anafilaktyczny zagrażające nie tylko naszemu zdrowiu, ale również życiu. Dzisiaj skupię się na alergii kontaktowej, o której w blogosferze słyszymy najczęściej.


Sama od dziecka jestem alergiczką. Na szczęście (ze względu na moją miłość do kosmetyków): jestem uczulona głównie na pyłki prawie wszystkiego, co jest zielone i kwitnie. Drzewa, trawy to moi wrogowie. Koty również 😂 ale o sposobie na życie z alergią i kotem równocześnie napisze innym razem. Dzisiaj: alergia kontaktowa.

Co to właściwie jest alergia?

Jest to "przesadzona", zbyt ostra reakcja organizmu na jakąś substancję. Traktuje on ją jako wroga, którego trzeba się pozbyć, zniszczyć. I jak zazwyczaj w takich przypadkach pojawia się miejscowy stan zapalny z charakterystycznymi "bonusami" w postaci zaczerwienienia, łzawienia oczu, czasem kataru, czy bąbli na skórze – i swędzenia.

Czy alergia jest raz na zawsze? Czy nie mając alergii możemy czuć się bezpieczni? NIE! Oczywiście, producenci kosmetyków czy nawet farb do włosów wspominają, żeby wykonać przed pierwszym użyciem próbę uczuleniową (a w przypadku farb: każdorazowo, nawet jeżeli stosujemy dokładnie tę samą farbę od lat). Taka próba to zazwyczaj posmarowanie się gotowym produktem na niewielkim obszarze skóry: najlepiej w zgięciu łokcia, gdzie skóra jest dość delikatna. Nie myjemy tego miejsca jak najdłużej, by składniki mogły swobodnie wniknąć. Jeśli jest ok – działamy.

Kiedy pojawia się alergia?

Nasze pierwsze spotkanie, już podczas próby uczuleniowej, może pokazać, że z tym produktem nam nie po drodze. Ale niestety, z uczuleniami jest tak, że mogą pojawić się po miesiącu, dwóch czy nawet roku stosowania tego samego produktu, nawet jeśli producent w międzyczasie nie grzebał w składzie. To czy dostaniemy uczulenia i kiedy to zupełna loteria. Chociaż osoby ze zdiagnozowaną alergią na konkretne składniki wiedzą, czego muszą unikać, więc pozornie mają łatwiej, ale nie wyklucza to pojawienia się nagłej alergii na coś zupełnie innego, a wyciszenia tej na składnik, który do tej pory dawał nam najbardziej w kość.

Takie przykłady z mojej walki z alergią. Rumianek. Dawniej mogłam pomarzyć o używaniu szamponu chociażby z niewielkim jego dodatkiem. Obłędne swędzenie skalpu i konieczność szybkiego, kilkukrotnego mycia głowy czymkolwiek innym, by jak najszybciej doczyścić jakieś resztki ze skóry. Teraz? Regularnie robię płukanki z czystego ziółka, bez żadnych objawów ubocznych. A tak śmiechowo: wiecie, co mnie uczula, choć na szczęście objawy znikają po kilku-kilkunastu minutach? WODA!. Ta konkretna woda, którą mam w studni: chociaż była badana i nie zawiera nic dziwnego, czy podejrzanego. Prysznic czy nie daj Boże dłuższa kąpiel to wielkie, czerwone, silnie swędzące placki, co ciekawsze: głównie na plecach. Żadne emolienty, wapna, tabletki nie pomagają: po każdym myciu przez kwadrans lub dłużej męczę się ze świądem, wydającym się wręcz nie do zniesienia.

Kosmetyki i uczulenie – nie słuchaj, sprawdź sam!

Wracając do tego wpisu: natchnęła mnie do niego, już jakiś czas temu, notka opublikowana na jednym z fanpage, które śledzę. Dziewczyna (którą zresztą wirtualnie bardzo lubię i często podglądam) kupiła nowy produkt popularnej, polskiej marki. Użyła go na noc (jak sądzę: bez wcześniejszej próby uczuleniowej) i kolejnego dnia napisała na fanpage post. Że produkt uczula, że go nigdy nikomu nie poleci, a wręcz przeciwnie: każdemu będzie odradzać. Sorry, ale takie podejście jest dla mnie bez sensu, zupełnie nielogiczne i pozbawione medycznych podstaw.
Czy ja, mając nietolerancję laktozy, mam zabraniać ludziom picia "prawdziwego" mleka (choć ono akurat i z innych powodów niekoniecznie jest dla ludzi wskazane) i zakazać jego sprzedaży? Czy moje uczulenie na szałwię ma być powodem do wycofania jej z rynku, upraw itd? No raczej nie!

Pamiętaj: to, że CIEBIE coś uczuliło, nie znaczy, że uczuli kogoś innego. Możesz być ta pechową, 1 na 100, czy nawet 1 na 10 000 osobą, której zdarzy się psikus. Dla pozostałych 60% osób będzie to fajny średniak, a dla reszty użytkowników: hit ponad hity.

Mimo, że jestem alergiczką to nie obawiam się testować nowych rzeczy, bo wiem doskonale, że moment pojawienia się alergii to zupełna loteria. Jasne, przy kosmetykach robię próbę uczuleniową – i tu też rada dla Was: próbę róbcie jak najwcześniej w ciągu dnia, nigdy na noc. Polecam wczesny ranek, by mieć cały dzień na obserwacje. Pracujące osóbki: tak, wiem, nowość kusi 😉Ale poczekajcie do pierwszego wolnego dnia i dopiero zacznijcie przygodę z nowym kosmetykiem. Bo zazwyczaj reakcja alergiczna pojawia się bardzo szybko, maksymalnie w ciągu kilku godzin. Więc smarując się jakąś nowością późnym wieczorem: możecie po prostu przez sen przegapić pierwsze, a co gorsza nasilające się objawy. Co może być szczególnie niebezpieczne w przypadku smarowideł używanych w okolicy oczu lub gardła.