2/22/2018

Dom: Zdjęcia - drukować czy nie? Fotoksiążka od Saal Digital: recenzja.

Cześć!

Kiedy w naszą rzeczywistość wkroczyły aparaty cyfrowe, a później te montowane w telefonach: drastycznie wzrosła ilość wykonywanych przez nas zdjęć. Dawniej każde pstryknięcie było cenne, bo zajmowało kolejna klatkę na kliszy, którą trzeba było kupić, później zapłacić za jej wywołanie. W erze fotografii cyfrowej zaczęliśmy gromadzić setki albo i tysiące zdjęć na komputerach, telefonach i innych nośnikach. Papier odszedł do lamusa. Na szczęście wraca moda na wydruk zdjęć, tworzenie albumów. Dziś chcę Wam pokazać album, który trafił do mnie od Saal Digital.


Moja fotoksiążka to taki zupełnie spontaniczny miks różnych zdjęć, nie ma głównego motywu przewodniego, wybierałam po prostu fotki, które najbardziej lubię. Choć kilka stron poświęconych jest danym osobom, wydarzeniom – i nawet blogi dostały swoją rozkładówkę 😁

Nie pokażę Wam wszystkich fotek, które się tam znalazły: bo i wyszedłby post tasiemiec, i też nie chcę/nie mogę pokazywać twarzy osób, które się tam pojawiają 😉

Ale po kolei: moja fotoksiążka to dokładnie -> TEN <- model: w twardej, watowanej i błyszczącej okładce. Dodam, że wymiar 19 cm to szerokość i wysokość samych kartek, licząc z okładką wychodzi 0,5 cm więcej.



Skąd się wziął ten zwierzak na okładce? Gepardzik to mój ulubiony kociak, w planach mam tatuaż na łopatce z małym gepardziątkiem, więc kiedy zobaczyłam tę grafikę w szablonach: od razu wiedziałam, że muszę ją mieć!

Właśnie: szablony... Aplikacja do tworzenia i personalizacji produktów Saal Digital to cudo, na dodatek banalnie proste w obsłudze. Pozwala bezpośrednio na wirtualnej kartce edytować zdjęcia: zmieniać rozmiar, kadrować. Zdjęcia możecie rozmieszczać zupełnie dowolnie: pamiętając jedynie o pojawiającym się ostrzeżeniu, kiedy za bardzo zbliżycie się do bardzo wąskiego niedrukowalnego marginesu. W dodatkach mamy do wyboru dziesiątki teł, grafik pogrupowanych tematycznie, ramek, ornamentów – hulaj dusza!

Wracając do technicznych spraw wykonania fotoksiążki – "twarda" okładka jest u Saal naprawdę twarda; nawet gdy użyjemy dużej siły, to tylko minimalnie się poddaje. Watowanie sprawia, że jest przyjemna w dotyku, mięciutka, lecz co istotne: każde uciśnięcie okładki, nawet silne i długotrwałe znika w tempie ekspresowym. Mimo, że powierzchnia jest mocno błyszcząca to nie ma zbyt dużej tendencji to zbierania odcisków palców.


 Część mojej kociarni i piękny zachód słońca złapany z balkonu.



Wąwóz Homole. Nienawidzę łazić po górkach, więc tak niecodzienny widok musiałam utrwalić 😂

Jest to moja pierwsza fotoksiążka, ale pokazywałam ją znajomej, która notorycznie je robi, na każdą możliwą okazję. Była w ciężkim szoku, że kartki mogą być tak grube, tak dobrej jakości. Wręcz czuć w ręce ich ciężar, ale są zarazem giętkie więc nie utrudnia to w żaden sposób ich przewracania.
Jeśli chodzi o jakość druku, to jest po prostu WOW. Z lupą nie znajdziemy jakichś niedociągnięć a kolory są wiernie oddane. Na zdjęciu niżej macie zbliżenie na mały detal, więc sami zobaczycie, jak precyzyjny jest nadruk.




Strony poświęcone blogom 😋


Podsumowując: jestem po prostu zakochana w tej fotoksiążce i uważam, że jest warta każdego grosza na nią wydanego. Dodam jeszcze, że produkcja odbywa się w Niemczech, a kurier (kosztujący jedynie 20 zł) dostarcza nam zamówienie ekspresowo. Ja złożyłam zamówienie 8 lutego późnym wieczorem, a już w piątek popołudniu otrzymałam wiadomość, że produkt jest gotowy, a przewidywany czas dostawy to 16 lutego. Jakież było moje zdziwienie, kiedy już 13 lutego paczka była u mnie!

Po raz kolejny (poprzedni produkt od Saal zobaczycie -> TUTAJ <-) mogę polecić zakupy w Saal Digital, bo na prawdę znają się na rzeczy i przykładają wielką wagę do staranności wykonania produktów.













2/19/2018

Lifestyle: Prezenty dla dzieci. Co kupić z okazji chrztu?

Cześć!

Dzieci: temat rzeka. Już kiedyś Wam pisałam – że mimo braku własnego dziecka – to coś niecoś do powiedzenia mam w tym temacie ;) Dobrych parę lat bycia nianią nauczyło mnie wielu rzeczy pod kątem praktyki, kilka redakcji i korekt przy magisterkach i licencjatach z pedagogiki wczesnoszkolnej było z kolei okazją do liźnięcia trochę teorii.


Kolejny rok to kolejne imprezy urodzinowe dzieciaków znajomych. O ile u 4 czy 5-latków problem z wyborem prezentu staje się mniejszy, bo dziecko zaczyna mieć swoje sprecyzowane zainteresowania, to z maluszkami poniżej 2-3 latek zaczyna być problem. Większość ludzi idzie na łatwiznę i kupuje zabawkę. Kolejną w kolekcji. Broń Boże, nie neguję sensu kupowania zabawek jako takiego. Też są potrzebne, ale zarówno pod kątem ich funkcjonalności jak i ilości musza to być mądre i przemyślane wybory. W takim wieku dziecko zazwyczaj ma kilka ulubionych zabawek, a reszta tylko pląta się pod nogami lub kurzy w jakimś kącie.

Uważam, że jednym z fajniejszych prezentów dla maluszka: który w dużej mierze jest jeszcze niczego nie świadomy, lub bardzo szybko zapomina, są takie podarki, które stają się pamiątka na całe życie. Za jakiś czas dziecko podrośnie, i wtedy można mu opowiedzieć: co to za prezent, skąd się wziął. Wtedy ma możliwość szczerego zainteresowania się nim, docenienia.


Jedną z wielu okazji, kiedy zastanawiamy się co kupić maluszkowi jest jego chrzest. Tu chyba zawsze dominowały jakieś pamiątkowe drobiazgi (choć ilu ludzi, tyle pomysłów), ale z roku na rok mamy coraz więcej możliwości do wyboru. Prezent na chrzest może stać się cudowną pamiątką na całe życie, więc warto poświęcić trochę czasu, by wybrać coś naprawdę ciekawego i oryginalnego.

Możemy wybierać pośród różnorodnych, typowo religijnych obrazków lub medalików, jednak osobiście uważam, że zawsze należy wziąć poprawkę na fakt iż gdy dziecko dorośnie: jego wybory religijne mogą być bardzo różne. Wówczas pamiątka w 100 procentach nawiązująca do religii może stać się zbędnym bibelotem, który wyląduje gdzieś w kącie, porzucony i zapomniany.

Dlatego ja stawiam raczej na prezenty, które mimo, że wciąż posiadają pamiątkowy charakter, są bardziej neutralne jeśli chodzi o kwestie wiary i religii. Doskonałym wyborem może być pięknie wykonany, duży album na zdjęcia, w którym rodzice mogą stworzyć kolekcję zdjęć z najwcześniejszych lat życia maluszka. Również aniołki, mimo wszystko wywodzące się z religii, stały się w dzisiejszych czasach raczej neutralnym symbolem stanowiącym alegorię dobra, jako takiego, i nie są już tak ściśle kojarzone z konkretną religią.


Jak to wygląda u Was? Macie jeszcze jakieś pamiątki z okazji chrztu, czy gdzieś się zapodziały przez lata?











2/17/2018

W szafie: Banggood - chiński Nowy Rok, czyli promocje, promocje!

Hey!

Jak pewnie spora część z Was wie: w Chinach Nowy rok jest obchodzony później, niż u nas. Jest to też zawsze okres, kiedy większość sklepów robi spore promocje, wyprzedaże – w moim odczuciu jest to taka forma rekompensaty dla Klientów za dłuższy okres oczekiwania na zamówienia ;) Nowy Rok jest w Chinach świętowany huczniej i zdecydowanie dłużej, więc większość sklepów wręcz zawiesza działalność na kilka tygodni. Zamówienia oczywiście składać można, w końcu w dzisiejszych czasach jest to proces zupełnie zautomatyzowany: jednak nie ma kto takiego zamówienia spakować i wysłać :D 


As you probably know: in China, the New Year is celebrated later than in Europe. This is also the time when most stores do quite a lot of promotions, sales - in my opinion this is a form of compensation for customers for a longer waiting period for orders;) The New Year is celebrated in China more loudly and definitely longer, so most stores simply suspend activity for a few weeks. Orders can of course be submitted, in the end these days it is a completely automated process: however, there is no one who can pack and send it: D

Dziś chciałam Wam pokazać, co ciekawego możecie znaleźć w sklepie Banggod. Rabaty dochodzą do 88%, więc jest to naprawdę niezła okazja! -> TUTAJ <- możecie zobaczyć najlepsze z okazji, jakie przygotował dla nas sklep. Zniżki obejmują większość najpopularniejszych kategorii, więc z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie 😊

Take a look at Banggood promotions, discounts are very attractive. Save Up To 88%OFF. Go check this amazing SALE from Banggood→HERE You can use the coupon to enjoy extra discount. Discount categories include Fashion, Electronics, Toys, Phones, Outdoors and so on.


Ostatnio, kiedy robiłam porządki w garderobie doszłam do wniosku, że mam zdecydowanie za dużo sportowych, casualowych torebek, a czegoś bardziej eleganckiego, klasycznego u mnie jak na lekarstwo 😀 Dlatego stwierdziłam, że pora rozejrzeć się za czymś, co sprawdzi się na bardziej "poważne" okazje. Torebka ze zdjęcia poniżej idealnie wpisuje się w moje potrzeby, a jej niewątpliwym plusem (w moich oczach oczywiście) jest fakt, że dołączony jest do niej długi pasek, więc można ją nosić na dwa sposoby.
Możecie kupić ją -> TUTAJ <- a jeśli użyjecie kodu 4fa3a to dostaniecie ją jeszcze taniej!

Recently, when I was doing clean-up in the wardrobe, I came to the conclusion that I have far too many sporting, casual bags, and something more elegant, classic I miss. 😀 That's why I decided that it was time to look for something that would work on more special occasions. The bag from the picture below perfectly fits my needs, and its undoubted advantage (in my opinion, of course) is the fact that a long strap is attached to it, so you can wear it in two ways.

Shop it → HERE 
USE Coupon: c4fa3a to get this cheaper!

Women PU Patent Leather Handbag



Bardzo lubię różnego rodzaju narzutki. Ta przyciągnęła moją uwagę ciekawym printem, który ożywi każdą stylizację! Teraz jest idealny moment by ją zamówić: wiadomo, że przesyłki z chińskich sklepów są w drodze przez kilka tygodni, więc akurat dotrze do nas początkiem wiosny, kiedy świetnie spisze się zamiast kurteczki.

I really like all kinds of overpants. This attracted my attention an interesting print, which will revive every styling! Now is the perfect time to order it: it is known that shipments from Chinese stores are on the way for a few weeks, so it will reach us at the beginning of spring, when it will be great instead of a jacket.

Kupicie ją -> TUTAJ <-, a używając kodu BFPLW możecie ją mieć jeszcze taniej!
Shop it → HERE
USE Coupon: BFPLW to get this cheaper!




Women Tribal Printed Embroidered Jacket



Luźne tuniki to kolejny must have w mojej szafie. Ta poniżej dostępna jest w kilku kolorach, i będzie pasować zarówno do jeansów jak i legginsów. Co prawda wg mnie powinna być bardziej dopasowana, niż jest to pokazane na zdjęciu, ale mimo to bardzo mi się podoba!

Loose tunics are another must have in my wardrobe. This below is available in several colors, and will fit both jeans and leggings. It is true that according to me it should be more matched than it is shown in the picture, but I still like it!

Zamówicie ją -> TUTAJ <- a kodem WISH0919 obniżycie jej cenę.
Shop it → HERE 
USE Coupon: WISH0919 to get this cheaper!

Women Buttons Down Pure Color Asymmetric Tops Blouse



A na koniec gadżet, których u mnie nigdy za dużo! Uwielbiam zegarki: choć tak naprawdę rzadko je noszę, to lubię mieć w czym wybierać 😁 Zakochałam się w ciekawej tarczy, chociaż jeszcze niedawno jej kolor od razu by zdyskwalifikował ten zegarek w moich oczach. Jednak od jakiegoś czasu coraz bardziej ciągnie mnie w kierunku błękitów, więc ten zegarek będzie doskonałym uzupełnieniem mojej kolekcji, w której na razie brak takiej kolorystyki.

And finally a gadget that I never have too much with me! I love to watch: though it rarely wear them, it's like having to choose 😁
I fell in love with an interesting shield, although not long ago its color would immediately disqualify this watch in my eyes. However, for some time it has been pulling me towards the blues more and more, so this watch will be a perfect complement to my collection, which has so far that colors.

Znajdziecie go -> TUTAJ <- a po użyciu kodu: LOVE2 stanie sie tańszy!
Shop it → HERE 
USE Coupon: LOVE2 to lower the price

Luxury Imperial Crown Ladies Dress Bracelet Watch





Wpadło Wam w oko coś z moich propozycji? A może znaleźliście na stronie jakiś produkt, który skradł Wasze serce?













2/12/2018

Pielęgnacja: Krystaliczny peeling cukrowy złuszczająco-wygładzający Ziaja Cupuaçu

Cześć!

Całkiem niedawno udało mi się wygrać w konkursie na Ofeminin zestaw kosmetyków Ziaji z serii Cupuaçu. Peeling jest jednym z tego rodzaju produktów, gdzie już po kilku użyciach możemy sobie wyrobić o nim opinię, zobaczyć efekty jego działania. Dlatego już dziś postanowiłam opisać wspomniany peeling do ciała.


Producent obiecuje nam dość dużo, a jak jest w rzeczywistości? Czy używanie tego peelingu to przyjemność?

Peeling zawiera naturalne emolienty - masło cupuacu i karite, olej z łupin orzecha, makadamia oraz wosk mikrokrystaliczny.

Codzienne wzmacnianie naskórka skutkuje poprawą nawilżenia, jędrności i elastyczności skóry
oraz młodszym i zdrowszym wyglądem już od pierwszego spojrzenia.
Działanie
• delikatnie pielęgnuje skórę i oczyszcza
• łagodnie złuszcza i wygładza naskórek
• aktywuje skórę podczas masowania skóry
• poprawia elastyczność skóry
• redukuje szorstkość, suchość i nadmierne łuszczeznie
• sprawia, że skóra ma przyjemny, aromatyczny zapach
Pierwszą rzeczą, która nie do końca wpisała się w moje preferencje, to opakowanie. Niezbyt lubię paprać się w słoiczkach, zdecydowanie bardziej wolę opakowania w formie tubek. Tu można by wybaczyć, bo ziarnistość produktu jest dość duża, ale przecież nie jest problemem zrobić szerszy otwór w tubce, który nie utrudniałby wydobywania z niej produktu.


Dość często spotykam się z opiniami, że składy produktów Ziai bywają – delikatnie mówiąc – kiepskie. Ten peeling do ciała jednak daje radę, nie ma w nim niekończącej się tablicy Mendelejewa, poszczególne półprodukty należą do grupy tych bezpiecznych: choć oczywiście należy pamiętać, że duże znaczenia ma nasza indywidualna wrażliwość na dany składnik.

Kiedy otworzyłam opakowanie od razu kupił mnie jego zapach. Słodki, przyjemny, przywodzący na myśl wakacje gdzieś pod palmami. Idealny, by uprzyjemnić aplikację, do tego utrzymuje się na skórze bardzo długo. Konsystencja jest doskonale wyważona: zbita, lecz świetnie się rozprowadzająca, pod wpływem ciepła ciała i tarcia staje się zdecydowanie bardziej śliska niż wydaje się w opakowaniu, jednak nie spływa ze skóry. Jak dla mnie – wielkość drobinek i siła peelingu są w sam raz. Nie jest to jakiś mega ostry zdzierak, ale efekty po jego użyciu są jak najbardziej odczuwalne, powierzchnia skóry staje się gładka, martwy naskórek znika w mgnieniu oka.


Kiedy pokazywałam paczkę na Instagramie, Kamila od razu ostrzegała mnie, że spory dodatek parafiny w składzie sprawia, że peeling ciężko zmyć. Tu niestety muszę się z nią zgodzić: nie ma opcji, żeby użyć go po prysznicu czy kąpieli, i tak po prostu spłukać ciepłą wodą. Gorący strumień to zdecydowanie za mało, by pozbyć się ze skóry lepiącej się warstewki, która nie do końca jest przyjemna. Dopiero ponowne użycie mydła, przy intensywnym wsparciu porządnej, ostrej gąbki sprawia, że na skórze zostaje jedynie delikatny i przyjemny film, który daje uczucie miękkiej i przyjemnej w dotyku skóry.

Szczerze powiedziawszy mam co do niego dość mieszane uczucia. Jego zapach czy działanie oceniam jak najbardziej na plus. Jednak uciążliwe zmywanie sprawia, że – z pewnością nie tylko ja – będę musiała naprawdę mocno się zastanowić, czy sięgnąć po niego po raz kolejny.












2/09/2018

Pielęgnacja: Bielenda - krem na dzień i na noc Carbo Detox Biały Węgiel

Cześć!

Jakiś czas temu wpadł z moje ręce krem ze stosunkowo nowej serii marki Bielenda. Wszelkie odmiany węgla stają się ostatnimi czasy bardzo popularne: tym razem trafiłam na wersję "Biały Węgiel". Według producenta krem jest dobrym rozwiązaniem zarówno na dzień, jak i na noc. Jak się sprawdził u mnie?

bielenda carbo detox biały węgiel

Jak to zazwyczaj bywa: producent obiecuje nam dość dużo, na swojej stronie www wymienia ze składu trzy składniki, które mają mieć decydujący wpływ na działanie kremu:


WĘGIEL FARMACEUTYCZNY dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry. Działa jak magnes:przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Skutecznie oczyszcza zablokowane pory, wyrównuje koloryt skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków.


SPROSZKOWANY DIAMENT rozświetla skórę, poprawia jej sprężystość, regeneruje i wygładza naskórek.


GLINKA BIAŁA zawiera liczne mikroelementy i sole mineralne: krzem, wapń, magnez, żelazo, potas i sód, dzięki czemu posiada doskonałe właściwości ściągające, gojące i zabliźniające. Doskonale oczyszcza i złuszcza naskórek, zwęża pory. Rewitalizuje, odżywia i wygładza skórę, wpływa kojąco na skórę wrażliwą.

Zapowiada się ciekawie, zwłaszcza wszelakie odmiany glinek bardzo lubię. Pozostała część składu jest dość dobra, chociaż do ideału trochę jej brakuje – jednak biorąc pod uwagę bardzo przystępną cenę kremu naprawdę nie ma się do czego przyczepić. 


Opakowanie to porządny, szklany słoiczek, z równie wytrzymałą plastikową zakrętką. Nadruk na znajdującej się na słoiczku naklejce jest trwały, nie ściera się ani nie blaknie pod wpływem łazienkowej wilgoci. Tekturka oczywiście tuż po zrobieniu zdjęć wylądowała w koszu – jej projekt graficzny (mimo obecności różu, który nie jest moim ulubionym kolorem) bardzo mi się podobał. Jednak nadal wkurzają mnie zewnętrzne opakowania, które sugerują sporą zawartość: a po otwarciu ukazuje się mały słoiczek plus sporo tekturowego wypełnienia 😂 Jasne, że spora część z nas kupuje oczyma, jednak 50 ml to 50 ml, bez względu na to, jak olbrzymie jest opakowanie zewnętrzne, i trochę się dziwię, że tak wiele osób jeszcze się nabiera na ten prosty chwyt marketingowy!

Doskonale wiecie, że ze mnie jest pies na zapachy 😉 Tu krem od razu przypadł mi do gustu: słodki, lecz nienachalny zapach, który nie utrzymuje się na skórze zbyt długo, jest bardzo przyjemny. Aromat przywodzi mi jakąś mieszankę arbuzowych nut z czymś jeszcze – mimo wyczuwalnej słodyczy zapach jest bardzo świeży. Aż przyjemnie go nakładać! 


Konsystencja jest standardowa, typowo kremowa, choć w żadnym wypadku nie tłusta. Mimo, że czasem zdarzy mi się nałożyć go na twarz więcej, niż ustawa przewiduje, to nawet nadmiar wchłania się bardzo szybko, pozostawiając skórę fajnie odświeżoną, zauważalnie wygładzoną – i co chyba najistotniejsze dla cer tłustych i mieszanych: silnie zmatowioną. Dobrze współpracuje zarówno z klasycznym, płynnym fluidem, jak i tez podkładem mineralnym: nie warzy się, nie powoduje efektu ciastka, obie wersje podkładu prezentują się na nim naprawdę w porządku. 

Jeśli chodzi o redukcję zmian trądzikowych, to nie mogę powiedzieć, że doczekałam się efektu wow, choć tu należy wziąć poprawkę na to, że w walce z trądzikiem używam również innych produktów, jak sera, maseczki sklepowe czy robione, jak również olejki. Niewielka poprawa, która dała się zauważyć, może być spowodowana zarówno działaniem samego kremu, jak też synergistycznym działaniem z innymi produktami. Jednak na pewno nie jest gorzej, więc nie mam na co narzekać 😉












2/03/2018

Włosy: Szampon Bentley Organic do włosów normalnych i przetłuszczających się

Cześć!

Mimo, że moje włosy raczej nie przepadają za różnymi "wynalazkowymi" szamponami, i są najszczęśliwsze, kiedy traktuję je aloesowym zwyklaczkiem z Biedry, to czasem, różnymi kanałami trafiają do mnie inne myjadła. Tytułowy szampon Bentley Organic trafił do mnie dzięki wygranej w konkursie. Jest przeznaczony głównie do włosów przetłuszczających się: a więc takich, jak moje. Czy się z nim polubiłam?


Szampon w 70% wykonany ze składników z upraw organicznych, czyli takich, na których nie stosuje się pestycydów ani innych szkodliwych substancji chemicznych. Olejek herbaciany posiada silne właściwości antybakteryjne. Szampon nalezy stosować z odżywką do włosów Bentley Organic.
Moja magiczna maszynka do odczytywania składów stwierdza, że faktycznie nie ma się czego obawiać: zdecydowana większość składników ma niskie (a więc dobre), zielone noty; jednak w szamponie znajduje się kilka potencjalnych uczulaczy, więc osoby wrażliwe muszą koniecznie przeprowadzić próbę uczuleniową.

Szampon ma w miarę rzadką konsystencję, jest praktycznie całkiem przezroczysty, ale o słomkowym zabarwieniu. Zapach zdecydowanie należy do tych spornych. Sama uwielbiam olejek z drzewa herbacianego, który tu dominuje, ale wiem, że sporo osób (w tym moi domownicy) za nim nie przepadają.

Pieni się bardzo dobrze: zważywszy zwłaszcza na jego naturalny skład, choć oczywiście musicie pamiętać, ze tego rodzaju szampony ja używam dopiero do drugiego mycia, kiedy już włosy wstępnie są odświeżone.


Szampon Bentley Organic nie należy do najtańszych, chociaż mając na uwadze jego organiczny skład cena jest naprawdę znośna: w zależności od sklepu waha się pomiędzy 20 a 30 zł.

Owszem, po jego użyciu czuć, że włosy (a także skalp, w który z reguły wmasowuję takie produkty i trzymam przez kilka minut) są odświeżone, jednak nie są sypkie i przyjemne w dotyku. Zdecydowanie czuć w dotyku nieprzyjemną szorstkość włosa, a podczas rozczesywania włosów trzeba postępować powoli i delikatnie, bo poszczególne pasma lubią się dość mocno splątać, co niestety sprzyja ich mechanicznemu uszkadzaniu. Nie zauważyłam też, by moje włosy przetłuszczały się po użyciu tego szamponu zauważalnie wolniej, niż po użyciu czegokolwiek innego.

Jak dla mnie jest to zupełnie zwyczajny szampon, chociaż jak zawsze powtórzę, że dla innej osoby może stać się produktem must have. W końcu nasze włosy, nawet z pozoru wyglądające i zachowujące się wręcz identycznie mogą zareagować na niego zupełnie inaczej. Dlatego tym razem: ani nie polecę, ani nie odradzę: daję mu pośrednie 5, a wy same zdecydujcie, czy warto go przetestować.