9/20/2017

Dom: Wspomnienie lata z Yankee Candle - wosk Pineapple Cilantro

Cześć!

Za oknem już jesień 

– chociaż słońce ładnie świeci, to temperatura za oknem nie zachwyca, a na dobicie: wieje dość mocny i zimny wiatr 😞 Przez najbliższe pół roku (a nawet ciut dłużej) – będę kląć na czym świat stoi i wynurzać się z domu tylko w stanie najwyższej konieczności. Gdzie te moje 5 baniek (albo chociaż ze 2) w Lotto, no gdzie? 😉 Bo plan już opracowany: przeprowadzić się bliżej równika, do jakiegoś ciekawego kraju, gdzie koszty utrzymania są (dla nas) śmiesznie niskie, i po podpięciu się do neta pracować jak do tej pory, zarabiając nadal w PLN czy EUR 😂

Ale ja dziś nie o tym 😁 Robię co mogę, by lato zatrzymać na dłużej, więc do gry wchodzą woski o świeżych, typowo wakacyjnych zapachach!


Kolejny zapach od Yankee Candle:

Niewielka porcyjkę tego zapachu sprawdzałam już jakiś czas temu, teraz palę go drugi dzień z rzędu. Mowa o tytułowym Pineapple Cilantro od Yankee Candle, który możecie znaleźć między innymi na Goodies.pl, a dokładnie -> TUTAJ <- Tarteletki już jakiś czas temu trochę podrożały, ale według mnie – nadal warto je kupić, bo w parze z ceną idzie naprawdę świetna jakość i wydajność. Większość wosków spokojnie można podzielić na 2 – 4 części, dodatkowo drugie palenie tego samego wosku nadal daje, oczywiście mniej intensywny, ale wyczuwalny aromat.


(1)

Jak pachnie Pineapple Cilantro?


Ananasowy, mocno zamrożony i w pełni naturalny sorbet zaserwowany z listkiem aromatycznej kolendry – to przepis na letni koktajl idealny. To także receptura sprawdzająca się podczas domowych sesji aromaterapeutycznych! Wosk Pineapple Cilantro tworzy niekonwencjonalny miszmasz i swoim zapachem – wyczuwalnym w chwilę po podgrzaniu – kreuje atmosferę cudownych wakacji przeżywanych na tropikalnej wyspie. Gorące słońce, czysta plaża, lazurowa woda, świeża, pachnąca solą bryza i... zimny, ananasowy sorbet z dodatkiem kolendry! Marzenia o raju zamieniają się w prawdę, a rzeczywistość zaczyna pachnieć egzotyką!


Cóż... mój nos jakoś tego ananasa wyłapuje mniej, niż by wypadało 😉 Owszem, gdzieś tam się przemykają jego nuty, ale nie dominują w aromacie. W moim odczuciu zapach wosku to idealnie wyważona mieszanka wszystkich składników, żaden z nich nie wybija się na pierwszy plan. Wosk oceniam bardzo na plus – świeża woń niesamowicie przypadła mi do gustu. Trwałość i wydajność: jak zazwyczaj w woskach YC jest bardzo dobra. Aromat długo unosi się w pomieszczeniu, na jedno palenie w zupełności wystarcza 1/3 krążka. Kolejny zapach, który trafia na listę moich ulubieńców!








----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Źródła:
(1) http://www.goodies.pl/woski-zapachowe/108-kolendra-i-ananas-pineapple-cilantro.html

9/18/2017

Paznokcie: #31dc2017 - podsumowanie tygodnia drugiego

Hey!
Trochę spóźniona ale jestem w końcu z podsumowaniem! W kolejne dwa "tygodnie"  pokażę więcej, niż przewidywane 7 zdobień, żeby wszystko zmieścić w 4 wpisach, i nie robić osobnego na tylko 3 zdobienia.
Nie przedłużając – zapraszam do oglądania i mini-instrukcji wykonania zdobień 8 – 14.

A little late but I'm finally back! In the next two "weeks" I will show more than expected 7 decorations to fit everything in 4 entries, and not to separate for only 3 decorations.
Do not prolong - I invite you to watch and mini-instructions on how to decorate 8 - 14.


Tak, jak ostatnim razem: na początek grupowa fotka wszystkich zdobień z tego tygodnia. Znowu postawiłam na wzorniki, bo jestem w trakcie testów hybrydy. Ale na kolejny tydzień mam już gotowe jedno zdobienie na pazurkach, bo wczoraj zmieniałam manicure 😁

Like last time: a group photo of all the decorations this week. I again put on swatch sticks because I'm in the process of testing hybrids. But for next week I have finished one decorating on my nails, because yesterday I changed the manicure 😁


A teraz kolejne dwie fotki z wzorami na poszczególne dni:
And now two more photos with designs for each day:



Dzień ósmy to paznokcie metaliczne. Użyłam tu złotego metalicznego lakieru, a na niego dołożyłam warstwę srebrnego lustra. Na zwykłym lakierze efekt jest mniej intensywny niż na hybrydzie, ale na żywo daje radę 😉 Po wymieszaniu typowego złota ze srebrem wyszedł ciekawy kolorek. Za pomocą pasków do chevrona dodałam bordowy paseczek, też typowo metalicznym lakierem.

Day eight is metallic nails. I used a gold metallic nail polish here, and on it I added a layer of silver mirror powder. With traditional nail polish, the effect is less intense than with the hybrids, but it's quite alright if seen live 😉 After mixing the typical gold with silver came out an interesting color. I used chevron stickers to add a burgundy strip - also a typical metallic nail polish.


Kolejny, dziewiąty dzień to tęcza. Tu poszłam na łatwiznę i użyłam naklejek wodnych na białej bazie. Swoją drogą: uwielbiam ten wzorek i poluję na Alie na takie naklejki 😁

Another, 9th day is a rainbow. I did something easy here and used watermarks on a white base. By the way: I love this pattern and I hunt for Alie on such stickers.


Dzień dziesiąty to gradient. Ech, ile ja się męczyłam. Ale w końcu udało mi się zrobić idealnie, tak, jak chciałam. Różowy i miętowy kolor, do tego jednorożcowy kamyczek i gotowe 😊

Day ten is a gradient. Oh, so long I fought him. But in the end I managed to do perfectly, as I wanted. Pink and mint color, one unicorn rhinestone and ready!


Jedenasty dzień to kropeczki. Kolorki wybrałam zupełnie przypadkowo i wyszła mi biedronka :) Baza to hybryda, kropki zrobione sondami w kilku rozmiarach i pasek namalowany farbkami akrylowymi.

Eleventh day is dots. The color I chose quite accidentally and looks like a ladybird.Base is a hybrid, dots made with dotting tools in several sizes and the strip is painted with acrylic paints.

Kolejne dni (12, 13 i 14) to po prostu naklejki wodne, więc nie ma się co nad nimi rozpisywać 😋
The next days (12th, 13th and 14th) are just water decals, so there's nothing to write about.


Które ze zdobień podoba się Wam najbardziej? Moi faworyci to metalic i gradient 💖
Which decorations do you like the most? My favorites are metallic and gradient 💖



9/13/2017

Dom: dla ozdoby, na pamiątkę - fotoobrazy Saal Digital

Cześć!

W dzisiejszym świecie cyfrowe przechowywanie danych wiedzie prym. Niewiele jest osób, które wywołują zdjęcia – na szczęście moda na fizycznie dostępne fotki gdzieś pomału zaczyna powracać. Fotoksiążki znów wkradają się w nasze łaski, często też decydujemy się na tradycyjny wydruk naszych ulubionych zdjęć.


Dziś chcę Wam pokazać fotoobraz, który trafił do mnie dzięki fajnej akcji na Fejsie. Zupełnie przypadkiem trafiłam na reklamę firmy specjalizującej się w różnego rodzaju wydrukach. W promowanym poście była umieszczona króciutka ankieta wraz z jednym pytaniem, na które należało odpowiedzieć. Te 3 zdania, które tam wpisałam spodobały się komuś na tyle, że otrzymałam kupon do wykorzystania w ich sklepie. Ograniczeniem była (wcale nie mała) kwota oraz konkretny dział – fotoobrazy. W tej kategorii jest jednak aż 6 różnych pod względem techniki wykonania i wyglądu propozycji, do tego dochodzą duże możliwości personalizacji produktu.


Jak może kojarzycie - parę lat temu, przed Kalą, miałam innego kota, Bandziora. Niestety straciłam go – w dużej mierze z własnej winy, czego nadal sobie nie mogę wybaczyć 😓 Został mi po nim jedynie folder ze zdjęciami (i kilka drobiazgów, które przejęła Kala). Korzystając z możliwości wydruku - od razu wiedziałam, że właśnie jego zdjęcie zawiśnie na mojej ścianie.

Zarówno kreator na stronie Saal-Digital, jak i dedykowana aplikacja są bardzo czytelne i banalnie proste w obsłudze. Bez problemu zaplanowałam wygląd fotoobrazu. Miałam o tyle utrudnione zadanie, że zarówno kształt wybranego zdjęcia, jak i jego jakość nie pozwalały na całkowite wypełnienie dostępnej powierzchni. Jednak można bez problemu dobrać tło, które wpasuje się w wasze wnętrze – a z większej odległości wygląda jak ładne passe-partout. Z racji tego, że większość mebli w pokoju mam czarnych - taki też kolor "ramki" wybrałam.


Już 2 dni po złożeniu zamówienia otrzymałam informację, że kurier jest w drodze. Zdziwiło mnie trochę, że fotoobraz wędruje do mnie aż z Niemiec, bo jakoś nie doczytałam tej informacji na stronie. Mój wybór padł na opcję Dibond:

Dibond to multitalent: stabilny, sztywny, odporny na warunki pogodowe z niewiarygodną ostrością

Dzięki drukowi UV najnowszej generacji z 6-kolorami, (pierwotnie tylko 4) i 6-krotnemu utwardzaniu UV osiągamy imponującą intensywność barw przy najwyższej rozdzielczości (obraz nie jest rozpikselowany) i maksymalnej ostrości. Nawet duże powierzchnie o jednakowych kolorach prezentują się w niesamowicie nasyconych barwach, oddając przy tym detale w najwyższej rozdzielczości.
Płyta aluminiowa o grubości 3 mm (powierzchnia matowa)
Wielkość dopasowana na życzenie co do centymetra
6-cio kolorowy druk bezpośredni UV (CMYK uzupełnione o light magenta i light cyan)
Płyta ekstremalnie stabilna, sztywna i odporna na warunki pogodowe
W zależności od formatu, dibond jest możliwy z mocowaniem aluminiowym, standardowym bądź na śruby
Pierwsze wrażenie? Wow! Płyta z nadrukiem jest – ciężko to opisać - zarazem lekka i poręczna, ale równocześnie masywna i wyglądająca bardzo solidnie. Mój projekt ma wymiary 40 na 40 cm, w zestawie dołączony jest aluminiowy zaczep do powieszenia oraz silikonowe dystansery – takie małe, okrągłe naklejki, które mocujemy na dole tylnej powierzchni, by zarówno zabezpieczyć ścianę, jak i też sprawić, żeby obraz wisiał idealnie w pionie.



Tak, jak wspomniałam już wyżej – jakość fotoobrazu jest naprawdę bez zarzutu. Mimo, że oryginalne zdjęcie jest przeciętnej jakości, to nadruk nie wykazuje żadnych objawów pixelozy 😉 Powierzchnia jest półmatowa – jedyny jej minus, to odbijające się na niej paluchy, no ale przecież po powieszeniu obrazka raczej nie macamy go co chwilę 😁, więc spokojnie można przymknąć na to oko. Bezproblemowo możemy przecierać go wilgotną ściereczką, by pozbyć się kurzu, jak na razie nie zauważyłam, żeby w jakikolwiek sposób wpłynęło to na wydruk. 

Cena tego typu obrazu może nie należy do najniższych, ale jak na razie jestem bardzo zadowolona, i zaczynam zastanawiać się nad kolejnym zamówieniem. Zwłaszcza, że jeszcze przez jakiś czas trwają dwie promocje: na fotoobrazy oraz na fotoksiążki <- pod tymi linkami znajdziecie szczegóły oferty!





9/08/2017

Paznokcie: wyzwanie #31dc2017 - podsumowanie pierwszego tygodnia

Cześć!

Od kilku lat, każdego września, w paznokciowej blogosferze (ale nie tylko) ma miejsce pospolite ruszenie. Wraz z pierwszym powakacyjnym dzwonkiem w szkole startuje wyzwanie. 31 dni = 31 różnych zdobień paznokci. Po raz pierwszy odkąd bloguję postanowiłam dołączyć do tej międzynarodowej akcji 😄

For a few years, every September, in the nails blogosphere (but not only) there is a common move. With the first ringing bell at school, the challenge starts. 31 days = 31 different nail decorations. For the first time since blogging I have decided to join this international action 😄


Przyznaję, że po części zmotywował mnie tegoroczny pomysł dziewczyn, żeby zdobienia robić również na wzornikach. Hybrydy czy żele cieszą się coraz większą popularnością, i raczej nikt nie będzie robił ich codziennie, czy nawet rezygnował z nich na miesiąc, by brać udział w wyzwaniu, więc wydaje mi się, że takie rozwiązanie prędzej czy później by się pojawiło. Zresztą sama obecnie testuję hybrydki, więc chętnie podłapałam ten patent 😁
Poniżej rozpiska całego miesiąca – jak widzicie tematy stopniowo stają się trudniejsze – od bardzo ogólnych, sugerujących tylko kolor i dających bardzo duże pole do manewru, aż po konkretne, bardziej wymagające wzory czy techniki.

I admit that I was motivated by this year's idea of girls to decorate on the swatch stics. Hybrids or gels are becoming more popular, and hardly anyone will do them every day, or even give up one month to participate in the challenge, so it seems to me that such a solution sooner or later would have emerged. Anyway, I'm currently testing hybrids myself, so I readily enjoyed this patent 😁
Below the scheme of the whole month - as you see the topics gradually become more difficult. From the very general, suggesting only color and giving a very large field of maneuver, to the more specific, more demanding designs or techniques.


Poniżej zobaczycie zbiorową fotkę, na której pojawia się pierwsze siedem zdobień przygotowanych przeze mnie na wyzwanie. Pod kolejnymi opiszę w dosłownie dwóch zdaniach proces powstawania i technikę wykonania.

Below you can see a snapshot collective, which appears in the first seven decorations prepared by me for the challenge. Under the next one I will describe in literally two sentences how did they arise and the technique of execution.



Numer jeden – tu poszłam na łatwiznę, bo skorzystałam z gotowego podkładu na wzorniku. Wzorek namalowany czarna farbką akrylową – bardzo lubię tę formę ozdabiania, bo można próbować kilka razy i zmieniać koncepcję w trakcie pracy 😋

Number one - I went to the easel here, because I used the finished backing. Pattern painted black, acrylic paint - I really like this form of decoration, because you can try several times and change the concept in the workplace 😋

Pomarańczowa dwójka  to połączenie nudziakowej hybrydy, cyrkonii oraz... markerów! Na tym ujęciu tego nie widać, ale pomarańczowe cyrkonie w 3 rozmiarach ułożone są w kilku rzędach, rozchodzą się promieniście od jednego rogu. Przeciwległy rożek to trójkąt namalowany zwykłymi markerami, całość zabezpieczona topem.

Dzień trzeci to kolor żółty – strukturalny wzór można spokojnie odtworzyć za pomocą gęstszego żelu, ja tutaj (z braku żeli) znów postawiłam na farbki akrylowe. Nie sprawdzą się one w tym przypadku na paznokciach, bo schną stosunkowo długo. Ja skorzystałam z opcji wzornika i gotową żółtą bazę dałam do wyschnięcia na słońce, dopiero później dokończyłam czarny akcent.

Czwartego dnia kolorem przewodnim była zieleń. Baza to OPI, o którym pisałam -> TUTAJ <- Nie sprawdził się u mnie w noszeniu, ale jakoś wykorzystać go można 😁 Serduszka to patent podpatrzony na Insta: całopaznokciowe naklejki wodne, po zdjęciu z nich folii, potraktowałam ozdobnym dziurkaczem. Jako, że kolor jednego z serduszek zlewał się z bazą, to znów dodałam akcent akrylowymi farbkami.

The second, orange is a combination of nude hybrids, rhinestones and ... markers! On this shot you can't see it, but the orange rhinestones in three sizes are arranged in several rows, spreading radially from one corner. The opposite horn is a triangle painted with regular markers, the whole is protected with a top.

Day three is yellow - the structural pattern can easily be recreated with a denser gel, I here (without the gels) again put on acrylic paints. They will not work in this case on the nails because they will dry relatively long. I took advantage of the swatch stick and finished the yellow base I gave to dry the sun, only later I finished the black accent.

On the fourth day, the main color was green. The base is the OPI I wrote about -> HERE <- He did not use to wear me, but somehow can use it 😁 Hearts is a patent from Instagram: water decals, after removing the foil from them, I treated a decorative punch. As the color of one of the hearts merged with the base, I added accent with acrylic paint again.


Kolejny, piąty dzień to niebieskości. Niby nie przepadam za tym kolorem, ale coś w swojej kolekcji znalazłam 😉 Na mokry, popielaty lakier dałam kilka kropli w dwóch odcieniach niebieskiego i zamieszałam cieniutką igiełką. Jeden z banalniejszych wzorów do wykonania, a wygląda fajnie!

Szóstego dnia na tapecie pojawił sie mój ukochany fiolet! Ale fiolet, jak to fiolet: nie lubi zdjęć 😉 Na żywo wygląda bardziej fioletowo, zdjęcia robią z niego coś zbliżonego do niebieskości. Tutaj posłużyłam się gotowym, pasiastym szablonem, ale lakier, którym gąbeczkowałam, okazał się mało kryjący. Postanowiłam więc postawić na kontrast i część prawie, że gradientowych paseczków wzmocniłam normalną warstwą lakieru i zmieniłam w coś w stylu nietypowego frencha.

Dzień siódmy to klasyczne połączenie bieli i czerni. Niewielka naklejka wodna (ehh, ile ja się namęczyłam, żeby trafić z nią dokładnie tam, gdzie chciałam) i znów farbki w akcji. Takie zestawienie kolorów sprawdzi się zawsze, więc warto pooglądać na Instagramie prace dziewczyn i się zainspirować!

Another fifth day is blue. I do not like that color, but I found something in my collection 😉On wet, gray nail polish I gave a few drops in two shades of blue and stirred a thin needle. One of the easiest designs to make, and it looks cool!

On the sixth day my beloved violet appeared! But violet, like violet: does not like photos 😉
Live looks more violet, photos are made of something similar to blue. Here I used the striped template, but the nail polish I was sponging was little covered. So I decided to put on the contrast and part of almost that gradient stripes I reinforced the normal layer of paint and changed into something unusual french style.

Day seven is a classic combination of white and black. A little water decal (ehh, how much I tasted to hit her exactly where I wanted it) and again the acrylic paint in action. Such a combination of colors will always check, so it is worth to look at Instagram works of girls and get inspired!



Kolejny, drugi tydzień już trwa, więc w następny piątek spodziewajcie się jego podsumowania!

The second week is already over, so next Friday you should expect a summary!












9/03/2017

Zapachy do domu - ulubieńcy ostatnich miesięcy

Ładne zapachy do domu to u mnie podstawa - wiecie doskonale, że uwielbiam, jak wokół mnie unosi się piękny aromat. Już jakiś czas temu - oczywiście za sprawą blogosfery - odkryłam cudowną magię wosków zapachowych Yankee Candle. Często używam też różnych olejków zapachowych, czasem solo, czasem robię różne własne miksy.


Dziś chcę Wam napisać o moich odkryciach ostatnich miesięcy. Na początek - kilka słów o olejku zapachowym. Od dłuższego czasu cierpię na bezsenność, zasypiam bardzo późno a budzę się jeszcze przed budzikiem. Do tego stopnia, że czasem potrafię przez noc nie zmrużyć oka. Cyrk zaczyna się, gdy historia powtarza się kilka dni pod rząd. Niedawno miałam taki okres - od czwartku do wtorku włącznie przespałam w sumie może 5 godzin. Byłam do tego stopnia nieprzytomna, miałam piasek w oczach i w ogóle nie byłam w stanie myśleć, że korzystając z faktu, że miałam zaplanowaną na ten dzień wizytę u lekarza - pierwszym zdaniem jakie padło było - "chce coś na spanie" 😂


Wiadomo, że leki działają na krótką metę, mogą uzależniać - więc użycie ich jest "ostateczną ostatecznością". Ale po kilku nieprzespanych nocach z rzędu człowiek łapie się już wszystkiego. Międzyczasie oczywiście przekopałam się przez zakątki internetu w poszukiwaniu wsparcia. 

Pierwsza rzecz, to opaska na oczy do spania, w której mogliście mnie widzieć na Insta - serio, odkąd jej używam śpi mi się lepiej. Nie potrafię zasypiać z zaciskanymi na siłę powiekami, więc tu światełko od czujki, tu drugie i migało mi to przed oczyma, rozpraszając mnie. No i rano później zaczyna się robić jasno ;)

Ale ja tu gadu gadu, a miało być o zapachach 😋

W kwestii bezsenności bardzo pomógł mi olejek z poniższej fotki - lawenda 💜


Tak się złożyło, że wcześniej nie miałam styczności z zapachem lawendy (pomijam śmierdzące głównie naftaliną kulki przeciw molom zapamiętane z dzieciństwa 😂). Czysta lawenda bardzo przypadła mi do gustu, pachnie świeżo, w silniejszym stężeniu lekko kwaskowato. Ma bardzo wiele zastosowań, które mam zamiar sukcesywnie testować.

Olejek Lawendowy stosowany na skórę wykazuje właściwości przeciwgrzybiczne, przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Normalizuje produkcję łoju. Idealny do pielęgnacji cery trądzikowej, tłustej oraz zniszczonych, łatwo przetłuszczających się włosów.
W aromaterapii stosowany ze względu na działanie relaksacyjne, odprężające, przeciwdepresyjne. Ułatwia zasypianie, przywraca równowagę emocjonalną, łagodzi ból głowy. (1)
Dziś skupimy się na działaniu uspokajająco-nasennym. Kilkanaście kropli olejku eterycznego wlewam do wypełnionego wodą kominka już około 18-19, tak, by całe pomieszczenie zdążyło napełnić się jego aromatem nim się położę. Podchodziłam do jego działania ciut sceptycznie, ale tak, faktycznie łatwiej mi zasnąć, gdy otula mnie jego zapach. Zazwyczaj nim udało mi się zasnąć, to mijały nawet 2, 3 godziny od momentu położenia się do łóżka, dodatkowo budziłam się w ciągu nocy po kilka razy. Teraz zasypia mi się łatwiej, nocne pobudki zdarzają się sporadycznie.


Kolejny olejek, którego używam ma zupełnie odwrotne działanie – ta para to taki mój zestaw dzień <-> noc. 
Olejek z trawy cytrynowej pomaga mi się rano obudzić, zapalam kominek z nim tuż po obudzeniu.

Właściwości olejku trawy cytrynowej:
Olejek trawy cytrynowej ma właściwości pobudzające i odświeżające. Działa bakterio- i grzybostatycznie. Jest polecany jako dodatek do olejków do masażu obolałych stawów i mięśni. Ze względu na świeży zapach stosuje się go w dezodorantach (maskuje zapach potu i zapobiega rozwojowi mikroorganizmów). 
Olejek trawy cytrynowej poprawia nastrój i samopoczucie. Znosi zmęczenie i energetyzuje. (2)

Taaak, w połączeniu z poranna kawą stanowi idealny duet pobudzający mnie do działania, poprawia koncentrację i wydajność podczas pracy. Jak można domyślić się po nazwie - pachnie świeżo, cytrusowo i orzeźwiająco. Genialny!


A w bonusie - oba te olejki eteryczne odstraszają komary, co sprawia, że są idealne na wakacyjny czas, kiedy to zazwyczaj okna w domu są otwarte cały czas. Nim zaczęłam używać olejków, to notorycznie wieczorami miałam w sypialni nalot komarzyc. Teraz nastał spokój, i już nie budzę się rano ze swędzącymi bąblami na skórze 😁







----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Źródła:
(2) Ecospa

8/31/2017

Gdy się spotkasz z Temidą...

Cześć!

Jak Wam mijają ostatnie godziny wakacji? Dzieci i młodzież mają w większości kilka dni laby więcej, niż zazwyczaj, ale pewnie ostatnie przygotowania nadal trwają?
Jako, że dziś 31 sierpnia, to świętujemy, prawda? 😉 Moje piwko już się chłodzi – a Wam, drogie koleżanki (i koledzy) "po fachu" życzę, by Was wena i motywacja do tworzenia nowych rzeczy nigdy nie opuszczały! No i oczywiście stale rosnącego grona wiernych czytelników – bo chyba wszyscy o tym marzymy, prawda? 🍺🍸🍷

Dziś poruszę troszkę poważniejszy temat: niestety sporo osób żyje w niewiedzy, bywa naiwnymi, a może raczej łatwowiernymi więc mam do Was mały apel – warto znać swoje prawa i ich dochodzić. Nie ważne, czy chodzi o 5, 50 czy 500 zł – jeżeli Wam się coś należy, to nie odpuszczajcie. Dla zasady! Bo często ludzie żerują na tym, że ktoś przysłowiowo machnie ręką na niewielką kwotę: tyle, że z takich małych (a czasem i większych) kwot robi się nie raz całkiem niezła sumka. Zawsze każdemu powtarzam, nie liczy się wartość szkody, tylko sam jej fakt. Bo jeśli każdy z nas zacznie dochodzić swego, to może nie do końca ukrócimy, ale przynajmniej znacząco ograniczymy różnego rodzaju przekręty.

Często niestety nie interesujemy się tym, jak działają sądy i wymiar sprawiedliwości - ba! narzekamy nawet na nie, nie mając z nimi styczności. Bo ktoś znajomy coś wspomniał, bo coś gdzieś przeczytaliśmy. Jednak jest duże prawdopodobieństwo, ze prędzej czy później spotkamy się z wymiarem sprawiedliwości "w cztery oczy".


Niektórzy marudzą, że przepisy prawa są bez sensu, niepotrzebne i w ogóle na co to komu. Owszem, zgodzę się z tym, że niektóre ustawy są naprawdę bezsensowne, trudne lub wręcz niemożliwe do egzekwowania. Ale – jak najbardziej szczegółowe prawo i ustawy je opisujące to gwarancja w miarę sensownego funkcjonowania państwa. No bo przecież doskonale wiecie, jacy są ludzie – liczyć na to, że każdy z nich zna i stosuje takie pojęcia jak etyka czy moralność to spora naiwność. Niektórzy nie cofną się przed niczym, by osiągnąć swój cel, i nawet wizja sądu, kar, więzienia ich przed tym nie powstrzymuje. Odpowiedzcie więc sobie sami: jaki chaos by zapanował, gdyby nikt nie czuwał nad wypracowanymi przez wieki zasadami współżycia społecznego?

Tak się złożyło, że ostatnimi czasy bardzo się podszkoliłam w tej tematyce – niestety życie zmusiło mnie do tego, by zagłębić się w jedną z dziedzin prawa. Bo niektórzy stawiają swoje pieniądze i swój zysk ponad logicznym myśleniem, sprawiedliwością, czy chociażby odrobiną zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Bo "uczciwość" jest dla nich wtedy, kiedy mają widoki na, chociażby niewielki, zarobek – nie ważne, że kosztem nie swojej, ale czyjejś ciężkiej pracy, za którą niekoniecznie chętnie i terminowo się płaci.


Na szczęście, z roku na rok, państwo wprowadza coraz więcej ułatwień i sporo urzędowych czy sądowych spraw można załatwić samodzielnie. Nieocenioną rolę pełni tu tez internet – jeśli dobrze poszukacie na rzetelnych i sprawdzonych stronach, możecie w nim znaleźć wiele odpowiedzi na Wasze pytania, jak również bez problemu skontaktować się ze świetnym prawnikiem z danej dziedziny. Odległość nie stanowi już takiego problemu, jak dawniej, więc nawet jeśli mieszkacie z dala od cywilizacji, to bez problemu możecie dowiedzieć się wszystkiego, a spora część rzeczy załatwić bez wychodzenia z domu.

Kiedy już dojdzie do jakiegoś postępowania to jasne, część rzeczy bez problemu ogarniecie samodzielnie. Jednak zawsze warto mieć pod ręką kontakt do kogoś, kto zna się na zawiłościach prawa lepiej od Was. Nie ważne, czy będzie to kancelaria prawnicza, która kompleksowo zajmuje się wieloma dziedzinami, czy po prostu wyspecjalizowany w danej dziedzinie prawnik. Wasza wiedza zdobyta z różnych, nawet sprawdzonych i rzetelnych źródeł to zawsze mniej, niż dodatkowe lata doświadczenia w prowadzeniu różnych spraw. 

Na koniec powtórzę – poświęćcie trochę czasu, by poznać swoje prawa. Bo każdy z nas bywa pracownikiem czy klientem, a w tych dziedzinach nasze prawa bywają łamane lub naginane najczęściej. 






Buziaki :*