6/06/2017

WYNIKI KONKURSU!

Hejka :)

Wszyscy się niecierpliwią, więc pora na ogłoszenie wyników konkursu ;)



Najpierw jednak - Kochani - czytajcie Regulaminy! Część zdjęć jest bez karteczki :( - a miałam wśród nich faworyta :( W regulaminie była tez informacja o wcześniejszym użyciu fotki, lub (nie daj Boże! - a też się zdarzyło) - skopiowaniu czyjejś pracy!!!

Na informacji o konkursie na Insta podobnie - link do posta konkursowego oraz link do bloga, to dla niektórych za mało. Sporo osób widzi magiczne słówko "Konkurs" i myśli, że wystarczy napisać "biorę udział" i załatwione. Pomijam dopytywanie się - jeszcze przed zakończeniem konkursu - o datę i miejsce podania wyników, co też było wyraźnie zaznaczone w regulaminie :/  



Dobra, koniec ględzenia! 

Nagrody są dwie ;) 

Przewidziana w poście konkursowym wędruje do..... (zaznacz fragment by odczytać ;)) 
> Mariola Mazur <  - za przywołanie wspomnień z dzieciństwa. Uwielbiałam rozrywać "kieszonki" i zgadywać, na jaki kolorek trafię :) 

A niespodzianka na pocieszenie wędruje do.....

> Agata Wierzgacz <


Czekam na Wasze adresy na mailu lub fejsiku!









Buziaki :*

6/03/2017

Lato! Lato wszędzie!

Hej hej :)



Przyszła w końcu pora pochwalić się nowymi nabytkami z SheIn. Paczuszka doszła do mnie w standardowym tempie, troszkę ponad miesiąc od złożenia zamówienia.  Czy tym razem jestem zadowolona? 

Na pierwszy ogień - koszulka. Tak, tak, znów HP 💜Poprzednia była bardziej uniwersalna, tylko "wtajemniczeni" wiedzą, że symbol na niej to Insygnia Śmierci - dla postronnego obserwatora jest to zwykły geometryczny nadruk 😉 Pokazywałam ją Wam -> TUTAJ <-

Najnowszy nabytek jest - jakże by inaczej - bordowy, a nadruk na nim od razu kojarzy się z Harrym:


Materiał, z którego uszyta jest koszulka to bawełna z dodatkiem czegoś sztucznego, ale jest całkiem przyjemna w dotyku, przewiewna. W rzeczywistości jest bardziej bordowa, niż to widać na fotce (coś dziś aparat nie chciał współpracować - lepsze zdjęcie -> TU <- ). Nie farbuje, odstających nitek czy krzywych szwów nie odnotowałam. Jak to stwierdziłam ostatnio - idealny mundurek do pracy 😂



Kolejna koszulka również jest typowo wakacyjna. Ma ciekawy - choć trochę sporny fason 😋 Moja obecna figura to klasyczna gruszka - w zależności od rozmiarówki ubrań pomiędzy "góra" a "dołem" mam 1 - 2 rozmiary różnicy. O ile koszulki kupuję nawet S-ki, zazwyczaj M-ki, to spodnie muszę mieć przynajmniej L-ki. Ten top - być może wizualnie poszerza mój tułów, ale z kolei sprawia, że moja figura wydaje się bardziej proporcjonalna. No i mimo wszystko widać, że krój jest bardzo luźny, motylkowy, dzięki czemu nie sprawia wrażenia, że mam balon zamiast brzucha😂. Dodatkowo wiązanie u dołu pozwala zwęzić i dopasować koszulkę. Przewiewny sztuczny jedwab oraz spore wycięcia na ramionach sprawiają, że jest idealna na upały!




Tak więc z opisywanej paczuszki jestem bardzo zadowolona. Teraz pora rozglądnąć się za lekkimi i wygodnymi gaciami na lato (spódnicom i sukienkom mówię stanowcze nie!) - może polecicie jakiś fajny sklep z przystępnymi cenami? :




Buziaki :*

5/14/2017

Jak wąż? Złuszczająca maska do stóp GlySkin Care

Hej hej :)

Przyszła dziś pora na kolejną recenzję - tym razem była to maska złuszczająca do stóp w popularnej ostatnio formie skarpetek. Żeby nie było zdziwienia, jak zobaczycie fotki 😉 To nie moje nogi są takie włochate 😂 Tym razem produkt od znanego Wam już bardzo dobrze Diagnosis wpadł w łapki (a raczej na stópki) mojego M. i to jego zobaczycie na zdjęciach.


"Skarpetki" złuszczające stały się ostatnio dość popularne - jeden zabieg trwający kilkanaście minut, do godziny, w zależności od preparatu, kilka dni i stópki delikatne jak u niemowlaczka. Już jakiś czas temu skusiłam się na nie - koniec końców stwierdziłam, że moje stopy nie są aż tak wymagające i produkt trafił w ręce M.



Zgrabny kartonik a w nim saszetka ze srebrnej folii, która skrywała zestaw potrzebny do wykonania zabiegu. Kartonik niewielki i zgrabny, z akcentami w jednym z moich ulubionych kolorów i holograficznymi detalami - co nawet udało się uwiecznić na fotce 😉

Co o produkcie pisze producent?


Opis produktu: Złuszczająca maska do stóp w formie skarpetek skutecznie usuwa zrogowaciały naskórek pozostawiając stopy gładkie, miękkie i delikatne. Wzbogacona aloesem, ekstraktem z ogórka, miodu, olejem lawendowym, kwasem hialuronowym oraz kwasami owocowymi formuła skutecznie likwiduje zgrubiałą i szorstką skórę stóp oraz poprawia poziom jej nawilżenia.
Korzyści:
Likwiduje zgrubiałą i szorstką skórę stóp
Poprawia nawilżenie
Prosta w użyciu

Sposób użycia:
Wyjmij produkt z opakowania i odetnij brzeg folii wg zaznaczonej linii.
Załóż foliowe skarpetki na stopy szczelnie je zamykając. Aby produkt lepiej przylegał do skóry, na foliowe skarpetki załóż skarpety bawełniane.
Po upływie 40 minut zdejmij foliowe skarpetki i dokładnie opłucz stopy.
Efekt złuszczania naskórka nastąpi po 7-10 dniach. (Aby przyspieszyć ten proces, możesz wymoczyć stopy w ciepłej wodzie po upływie 4 dni od zabiegu).
Proces złuszczania zrogowaciałego naskórka trwa około 2 tygodni, pozostawiając stopy gładkie, miękkie i delikatne.
Złuszczającą maskę do stóp stosuj nie częściej niż co 3 miesiące.


Zawartość srebrnej saszetki to dwie "zamknięte" skarpetki połączone wspólnym zgrzewem (taki motylek fajny, no nie? 😉). Radzę nie używać jednak wystających elementów do ich rozdzielania - lepsze będą nożyczki. Próba rozerwania ich skończyła się ich nadtargnięciem, więc ostrze lepiej sobie poradzi z precyzyjnym podziałem.


Same skarpetki są dość spore - myślę, że spokojnie zmieści się w nich stopa w rozmiarze 44-46. Szkoda, że górny brzeg nie posiada jakiegoś ściągacza czy troczków do zawiązania - owszem, wg zaleceń producenta należy założyć na wierzch zwykłe bawełniane skarpety, jednak uszczelnienie góry byłoby miłym dodatkiem.

Zawartość skarpet to średnia ilość płynu, który ma wykonać całą robotę. Uważam, że chociaż wnętrze jest dość mocno wilgotne - to mimo wszystko mogłoby go być troszkę więcej. Sam płyn, o dziwo, pachnie dość przyjemnie - połączenie świeżego, kwiatowo - owocowego zapachu z nutką mentolu i lekko wyczuwalnym chemicznym aromatem.


40 minut czekania pewnie skutecznie odstraszyło by M., więc dopiero po fakcie informowałam go: "jeszcze chwilka", "jeszcze 5 minut" 😂 Jednak dzielnie wytrzymał wymagany czas, a nawet kilka minut więcej.

Efekty:

Dość długo nie działo się zupełnie nic. Doczytywałam info w internecie (bo pudełko od razu wylądowało w koszu), podpytywałam się koleżanek. Dopiero po jakimś tygodniu od zabiegu zaczęło się delikatne łuszczenie skóry, niezbyt intensywne, raczej miejscowe niż opisywane czasem (i pokazywane 😖) w internecie schodzenie płatami. Przez kolejne dni konieczne było regularne używanie średnio intensywnego peelingu, by na bieżąco pozbywać się złuszczających się płatków.

W sumie, to konieczny w tym przypadku peeling zrobił spora robotę. Owszem, przypuszczam, że płyn zawarty w skarpetkach zadziałał mocniej niż zrobiłby to sam peeling, rozluźnił wiązania w głębiej położonych warstwach naskórka. Ale z kolei - peeling 2, 3 razy w tygodniu robiony na bieżąco pozwala na równie skuteczne kontrolowanie narastania kolejnych warstw martwego już naskórka. Tak więc moim zdaniem skarpetki jedynie przyspieszyły proces pozbywania się obumarłej skóry, ale fakt, że można je stosować tylko kilka razy w roku (no a co międzyczasie?) raczej nie sprawia, że wylądują na mojej liście hitów.

Owszem, mogą być jednorazowym boosterem w kryzysowej sytuacji, ale regularnej pielęgnacji to one raczej nie zastąpią.

Szukać możecie ich -> TUTAJ <- a ich koszt oscyluje w okolicy 20 zł.




Buziaki :*

5/05/2017

Pachnący KONKURS!!!

Cześć Wam!

Wieczorową porą, na dobry początek weekendu - zgodnie z zapowiedzią, która jakiś czas temu pojawiła się na fanpage – ogłaszam KONKURS! 🏆


Jeśli jesteście ze mną już chwilkę, to wiecie, że uwielbiam wszystko, co pięknie pachnie - postanowiłam i Waszemu życiu nadać troszkę aromatu 😊

Do wygrania zestaw 12 kosmetyków ze zdjęcia - pod próbkami na dole ukryła się jeszcze maseczka nawilżająca - a próbek z pewnością jeszcze międzyczasie dorzucę; nie wykluczam również, że sam zestaw się powiększy o kolejne elementy: im więcej osób się zgłosi, tym większa szansa na powiększenie zestawu - lub pojawienie się nagrody pocieszenia dla drugiej osoby 👌


Zasady są proste:

❗❗ OBOWIĄZKOWO ❗❗

✅ musisz być publicznym obserwatorem bloga
✅ musisz odpowiedzieć na pytanie (zadanie) → Wiosna (lub) lato: pokaż/opisz co dla Ciebie jest kwintesencją tej pory roku.

Może to być piękna fotka (oczywiście Twojego! autorstwa oraz pstryknięta specjalnie na potrzeby konkursu - w rogu kadru umieść niewielką karteczkę z napisem "/pora roku/ z KR" ), może to być też wierszyk czy własnoręcznie przygotowana grafika. Jednak równie dobrze może to być po prostu kilku zdaniowa odpowiedź.

✅ w dowolny sposób udostępnij informację o konkursie (google+, facebook, baner na blogu -> w jego roli zdjęcie zestawu) i podaj link do udostępnienia.

DODATKOWO

🚩 polub moją stronkę na Facebooku (link po prawej stronie, na pasku bocznym)

PEŁNY REGULAMIN

https://goo.gl/rppgpE - biorąc udział w konkursie równocześnie oświadczasz, że zapoznałeś się z Regulaminem.






Buziaki :*

4/30/2017

Banggood - pierwsza część wiosennego zamówienia -> kolorowo!

Hejka :)



Czekam na drugą część paczki od Banggood i czekam - i doczekać się nie mogę. No więc na razie wrzucam pierwsze wrażenia na temat rzeczy, które zdążyły do mnie dotrzeć 😊
W pierwszej przesyłce znalazł się zestaw makijażowo - paznokciowy: farbki do ciała oraz lakier do stempli. Paczka, jak to przeważnie paczki z tamtych okolic - szła około miesiąca (no a druga nadal gdzieś krąży, choć wkrótce miną 2 miesiące 😔). Zabezpieczenie paczki - kawałek folii bąbelkowej i tyle; na szczęście nic się nie uszkodziło ani nie wylało. 



Szczerze? Mam bardzo mieszane uczucia do tych dwóch rzeczy. 

Po pierwsze: farbki. Opakowanie z mocnego, acz wizualnie tandetnego plastiku. Zwykła kasetka podzielona na 12 kwadratów - z których będzie ciężko wydłubywać farbkę, gdy będzie jej mniej. Plusem jest spora ilość farbki - każde okienko zawiera jej prawie 11 g. 

Nastawiałam się na używanie ich (po zagruntowaniu sypkim cieniem) jako eyelinerów. Niestety pigmentacja pozostawia wiele do życzenia 😕 Zobaczcie sami na fotkę poniżej - nabrałam na palce naprawdę sporą ilość farbki, a i flesh podbił dość mocno intensywność kolorów. Do typowych malowanek na całej twarzy jakoś ujdą - zwłaszcza po wzmocnieniu ich klasycznym cieniem - ale nie są rewelacyjne. 



Lakier do stempli - w słoneczno - żółtym kolorze, w sam raz na poprawienie humorku w taką szarugę, jaka ostatnio panuje za oknem. Zgrabna i pojemna (10 ml) buteleczka, wygodnie trzyma się ją w dłoni. Pędzelek dość szeroki, co jest dużym atutem, gdy pokrywa się lakierem płytkę do stempli. 



No i co? No i też nie za ciekawie. O ile sam kolor naprawdę bardzo mi się podoba, to już efekty po jego użyciu niekoniecznie. Z powodu totalnego skrócenia pazurków (przy krojeniu cebuli nóż nie obszedł się z jednym z nich łaskawie😉) - swatcha zrobiłam na wzorniku. Efekt niestety nie powala. Na białym podkładzie jest ok - ale na jasnym tle nawet "zwykłe" lakiery często dają radę. Na czarnym tle - efekt jest słaby, kolor wygląda, jak za mgłą.😞 Niby jako bazę do mani stosuję głównie jasne lakiery, ale na coś innego też mam czasem ochotę. A tutaj - nic z tego. 


Podsumowanie

Tak więc ten... No jakoś zużyję te produkty, zmarnować się nie zmarnują. Ale liczyłam na widoczniejsze efekty. Liczę też na to, że druga paczka w końcu dotrze, a zawartość będzie bardziej zadowalająca. 😉 Rzeczy z zupełnie innej bajki, ale co zamówiłam, to przekonacie się, jak już będę je mieć u siebie!



Buziaki :*

4/24/2017

Czy pamiętasz?

Cześć!

Pamięć. Coś, bez czego nie da się funkcjonować - zwłaszcza w obecnym, pełnym informacji świecie. Czy zastanawialiście się kiedyś nad jej fenomenem?



Co to właściwie jest pamięć? Wikipedia mówi, że: 

Pamięć – jedna z funkcji ludzkiego umysłu, zdolność poznawcza do przechowywania, magazynowania i odtwarzania informacji o doświadczeniach. Pamięć jest przedmiotem badań psychologii kognitywnej.
Pamięć można rozpatrywać i klasyfikować pod różnym względem, ale dziś nie o tym 💾

Zwykle przyjmuje się, że pierwsze wspomnienia jakie zachowujemy na późniejsze lata to wydarzenia, które wydarzyły się, gdy mieliśmy około 5 lat. Jednak nie jest to regułą, dlatego nie warto przemilczać wspomnień dziecka, liczyć na to, że "jest za małe, żeby zapamiętać", że to niemożliwe, by takie czy inne wydarzenie, osoba zapadły mu w pamięć. Niestety taka ignorancja może wyrządzić spore szkody w psychice małego człowieka. 


Jako wyjątek od tej reguły przedstawię siebie. Nie, żeby się chwalić - bo w końcu żadna w tym moja zasługa, że mam taką a nie inną pamięć. Tylko i wyłącznie po to, by pokazać Wam, że to naprawdę możliwe. 
Moje najwcześniejsze wspomnienia? Pamiętam "karuzelę" w mojej głowie, gdy w domu dziadków spadałam ze schodów - dziadek mieszkał na piętrze i mimo pilnowania mnie, bym sama się nie zbliżała do schodów, to zdarzało się że niepostrzeżenie wymykałam się za idącym do siebie dziadkiem, lub po prostu wspinałam się po schodach wiedząc, że on tam jest. Gdy przywołuje to wspomnienie mam przed oczami szary beton schodów, po których szłam na czworakach. "Widzę" siebie, próbującą wstać po wejściu na półpiętro i ten moment zachwiania, gdy okazało się, że robię to za szybko... Mój wypadek miał miejsce, gdy miałam około dwóch latek. 
Zdziwieni? Cóż, z jednej strony traumatyczne wydarzenia mają większą szansę na zakodowanie się w pamięci. Ale podam inny - jeszcze wcześniejszy - przykład. Już jako nastolatka opisałam matce scenkę, która tkwiła gdzieś w mojej głowie: wąski korytarz z podłogą wyłożoną zwykłymi, płaskimi kamieniami. Szłam (a raczej dreptałam) obok kogoś: na pewno kobiety, bo miała na sobie długą, kolorową spódnicę - której się przytrzymywałam. Miała laskę która rytmicznie stukała po posadzce. Twarzy i innych szczegółów nie pamiętam - po prostu z perspektywy dziecka ich nie widziałam. Wiecie, co się okazało? Tą kobietą była moja prababcia: "babcia Stuk-stuk" jak ją podobno wówczas nazywałam. Zmarła gdy miałam 2 latka - a ostatni raz widziałam ją kilka miesięcy wcześniej. Nigdy później nie byłam w tym domu - już wówczas na tym samym podwórku stał nowy dom, a stary był ruiną nadającą się tylko do rozbiórki; jednak, jak to bywa w przypadku starszych osób babcia uparcie nie chciała go opuścić. 

Wspomnień z przed 4 urodzin mam naprawdę sporo - tato, leżący ze mną na kanapie pod oknem i czytający mi bajki. Wspólna wyprawa do wesołego miasteczka i diabelski młyn, do którego matka bała się wsiąść, więc w podniebną podróż wyruszyliśmy tylko z tatą. Spacer po (jak się później dowiedziałam) lesie w okolicach śląskiej Pogorii - ciemna sukieneczka, jaką miałam na sobie i moje marudzenie, żeby tato mnie wziął na ręce, bo "nóżki mnie bolą". 

Gdy więc dziecko wspomina coś, czego według Ciebie nie powinno pamiętać - nie maskuj zdziwienia ignorowaniem go, nie traktuj sprawy na zasadzie: dziś pyta, za tydzień zapomni. Może zapomni - a może nie. A żal, że bagatelizujesz jego ciekawość, pytania może zostać już na zawsze. 

Jak to jest u Was? Jakie jest Wasze pierwsze wspomnienie?